To nie tak... Nie tak to odebrał, a może ona zachowała się nie tak. Źle ubrała myśli w słowa, nie przemyślała tego i najwyraźniej mu się to nie spodobało.
Dostrzegła w nim zmianę. Nie zdziwiło jej to wcale, jej nietakt nie przeszedł bez echa. Chodziło jej o ich bezpieczeństwo, o to, że stosowali te metody z jakiegoś powodu. Nie miały one zapewne sensu dla mugoli, na pewno woleli by wiedzieć, niż mieć czyszczoną pamięć, a później wrzucane jakieś losowe wspomnienia.
Nie wchodziła mu w słowa, nie chciała go jeszcze bardziej zirytować, nie była dobra w konfrontacjach, nie potrafiła jak widać do końca mówić tego, co myślała. Akurat ona nie miała sobie nic do zarzucenia, bo przecież ryzykowała i swoje życie i życie Mabel, jej bliscy ciągle walczyli o mugolaków i mugoli, tylko, że on tego nie wiedział. Nie mógł wiedzieć, poczuła dziwny ciężar na żołądku, czuła się winna, może faktycznie robiła za mało? Może powinna się bardziej zaangażować, tyle, że nie była w stanie. Nie była wojownikiem, nie miała ku temu predyspozycji.
Ona sama czuła się gorsza, nie była nieskazitelna, jak ci czystokrwiści, nie była też mugolakiem, brakowało jej do jednej i drugiej strony, jakby znajdowała się pomiędzy, tyle, że już dawno przecież określiła kogo będzie wspierać, wiedziała, że nie mogą pozwolić, aby czystokrwiści czarodzieje wprowadzali swoje postulaty, ale nie mogła mu przecież o tym powiedzieć, nikt nie mógł się dowiedzieć.
Czuła, że pieką ją policzki, bo plotła takie głupoty, powtarzała to, co mówi ministerstwo, ale nie mogła się wychylać, nie znała go na tyle, żeby móc powiedzieć to, co faktycznie myśli, zbyt wiele mogło ją to kosztować. Musiała uważać na słowa.
Z każdym wypowiedzianym słowem denerwował się coraz bardziej, faktycznie musiało go to zaboleć, miała nadzieję, że jej to wybaczy, teraz jednak zamilkła do momentu, w którym nie podniósł się od stołu, czuła się, pierwszy raz od dawna skarcona, bo raczej nikt nie odzywał się do niej tym tonem. To też nieco wybiło ją z pantałyku.
Skinęła mu jedynie głową, kiedy odszedł, odetchnęła z ulgą dopiero, kiedy zniknął za drzwiami kawiarni. Będzie musiała jakoś to odkręcić, bo nie chciała, żeby miał ją za jakiegoś buca, który nie traktował mugoli i mugolaków odpowiednio, nie miała sobie nic do zarzucenia, może poza tym, że źle to ubrała w słowa. Będzie musiała mu to jakoś wynagrodzić, tego była pewna, bo nie wiedzieć czemu ten człowiek ją zaciekawił i zależało jej na tym, żeby faktycznie ją polubił, miała ochotę się nim zaopiekować i nie zamierzała odpuścić.