Najwyraźniej miała więcej szczęścia, bo kiedy oddaliła się z ogrodu nie spotkała nikogo na swej drodze (bo było sporym osiągnięciem zważając na to, ile osób mieszkało w Warowni). Mogła więc schować się w swoim pokoju, zniknąć z oczu wszystkim, którzy dzisiaj nie mogli na nią patrzeć, a przynajmniej tak się jej wydawało. Najwyraźniej udało jej się skrzywdzić tej nocy kilka osób. Ta myśl nie potrafiła jej opuścić, bo nie miała w zwyczaju odczuwania podobnych emocji. Nora nie zachowywała się w ten sposób, to do niej nie pasowało. Nie mogła się więc z tym pogodzić, że spowodowała takie uczucia u kogokolwiek. Poczucie winy było dużo silniejsze, niż się spodziewała.
Siedziała dłuższą chwilę na łóżku, myślała nad całą sytuacją, która się jej przydarzyła. Musiała ochłonąć, jednak szło jej to raczej średnio, nie potrafiła się skupić. Analizowała wszystko z każdej możliwej strony, łapała się na tym, że mogła postąpić inaczej. Mogła nie pójść na ten spacer, nie dopuścić do ponownego spotkania, mogła się spodziewać, jak się ono potoczy, mogła zostać na noc w domku ogrodnika, mogła się do niego odezwać przy tym stole. Niby mogła, ale tego nie zrobiła. Nie wiedziała, czego żałuje najbardziej, a może wiedziała, tylko nie chciała się do tego przyznać. Trochę ukrywała przed samą sobą to, że obudziły się w niej tej nocy uczucia, które powinny dawno odejść, o których miała zapomnieć. Kiedy tak rozmyślała o tym wszystkim zasnęła znużona, bo nie spała przecież praktycznie całą noc.
Nie był to długi sen, raczej krótka drzemka, wybudziła się z niej wystraszona, śniła o niedźwiedziu z Kniei, który przyniósł ją nocą do Warowni. Nawet we śnie nie dawał jej spokoju, wiedziała, że prędko nie odejdzie z jej myśli.
Był to odpowiedni czas, aby ulotnić się z Warowni, wrócić do Londynu, do obowiązków, przestać śnić. Nie mogła jednak pozostawić wszystkiego nie wyjaśnionego, była bowiem tutaj jeszcze jedna osoba, która zasługiwała na wyjaśnienia, jedna z bliższych jej sercu. Wiedziała, że może być to trudna rozmowa, ale musiała przecież prędzej, czy później jakoś przełknąć konsekwencje, właściwie to lepiej szybciej mieć to za sobą.
Nie miała pojęcia, czy jeszcze go zastanie. Zupełnie straciła poczucie czasu, a pamiętała, że miał być gościem na tym ślubie. Nie zniechęciło jej to jednak. Udała się w kierunku pokoju swojego przyjaciela. Nie do końca była pewna, jak zareaguje na jej widok, raczej zakładała, że nie będzie szczególnie szczęśliwy, kiedy ją zobaczy, ale potrzebowała tego, musiała go przeprosić, bo wiedziała, że tym razem trochę za bardzo nadużyła jego dobroci serca.
Drzwi do pokoju mężczyzny były uchylone, chwilę kręciła się przed nimi, jakby zbierała się na odwagę, aby wejść do środka. Zauważył ją jednak, w takim wypadku nie było już odwrotu. Weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi, dopiero wtedy na niego spojrzała. Nie umknęła jej jego mina, która tylko potwierdziła jej założenia.
- Dobrze wyglądasz - jak na to, że nie spałeś całą noc powiedziała nieco obojętnym tonem głosu, to przez jego minę, nie wiedziała do końca, jak powinna się zachować. Nadal stała w miejscu, trochę czuła się jak intruz.
- Intensywnie. - To było chyba odpowiednie słowo do określenia sytuacji, która miała miejsce w nocy, bo tak wiele się wydarzyło. - Tak się składa, że wiem, jak się czułeś, praktycznie to samo przeżyłam w moje urodziny, i kilka innych dni. - Musiała mu przypomnieć o tym, że on też miewał takie momenty, które doprowadzały ją do szału, kiedy nie mogła się skupić na niczym innym tylko na myśli o tym, że może umrzeć, sprytnie wziął ją jednak pod włos, bo faktycznie zazdrości nie miała szansy odczuć, nie dał jej ku temu powodu. - Mogę ci jedynie powiedzieć, że tego nie planowałam, wcale, jakoś tak wyszło i przykro mi, że musiałeś to wszystko przeżywać. - Co innego bowiem miała zrobić? Przeprosić chyba wypadało.