03.04.2024, 07:31 ✶
Znikanie wydawało się być idealną karą, ale coraz mocniej wydawało mu się, że tym razem nie byłaby to kara dla wszystkich wokół. Tym razem dotknęłoby go to bardziej niż zwykle. Bardziej niż w każdym innym przypadku, który potrafił zdusić mocnym romantyzowaniem tego, co czekało na niego w przyszłości, do której tak intensywnie wtedy pędził. Tylko że w jakiejkolwiek przyszłości, jaką by sobie utkał bez niego, nie było już tego poczucia bezpieczeństwa. Nie było tej myśli, że mógł się schować. Skłamać. Ukryć, coś zataić. A później, jak gdyby nigdy nic, wtulić się w czyjeś ciało, zatopić twarz w czyjejś klatce piersiowej i wiedzieć, że to było twoje dobre miejsce, możesz tu być nawet jeżeli twoja intensywność zdaje się zgniatać to serce, zaciskać na nim żebra...
Alexander znowu przy nim był. Tak samo ciepły jak tego dnia, kiedy podniósł go z podłogi zaproszeniem do swojego łóżka. Tak samo troskliwy i tak samo cholernie niedomyślny, a może... może się nawet domyślał, że istniał w nim brud, którego nie dało się wymyć jak tego spod paznokci, tylko zaciskał oczy lub powtarzał jak mantrę to, żeby nie zwracać swojej uwagi na ostre krawędzie. Skąd on to znał? Takie myśli uderzały tak blisko domu niezależnie od tego, z kim przebywał.
Chciał mu odpowiedzieć, ale wpierw, jak zawsze zresztą, z jego gardła wydobył się tylko zduszony szloch. Coś mimowolnie obarczonego wstydem, bo kurwa, gdyby zawisł pomiędzy nimi ten żart, to popłakałby się bardziej - to była przynajmniej po części prawda. Miał już prawie ze czterdzieści lat, a wciąż nie potrafił zapanować nad emocjami, nigdy nie dorósł i dobijał ten koszmar narkotykami, które były remedium na problemy na krótką chwilę - a potem zostawiały go z myślami będącymi jak czuwające za plecami widmo śmierci.
Wreszcie się przemógł.
- O wszystko - przyznał, bardzo niezgrabnie i nie wyraźnie. - I o nic - dodał nagle, to przecież nie było tak, że stało się coś konkretnego - tu chodziło o całokształt, o całą jego burzliwą egzystencję, o sztorm, jakim się stał na przestrzeni lat, o gniew żyjący w nim bez żadnego powodu, jaki mógł dostrzec z podziurawioną pamięcią. - N-nie czuję się zbyt dobrze. - Niby dał zabrać sobie rękę z twarzy, ale wcale na niego nie patrzył. Odpływał i wzrokiem i duszą gdzieś bok, dopiero kiedy mógł wesprzeć się o jego ramię, pociągnął głośno nosem i po przymknięciu oczu dodał: Wiesz, że cię kocham, prawda? Tylko dlaczego nie potrafił mu tego okazywać?
Alexander znowu przy nim był. Tak samo ciepły jak tego dnia, kiedy podniósł go z podłogi zaproszeniem do swojego łóżka. Tak samo troskliwy i tak samo cholernie niedomyślny, a może... może się nawet domyślał, że istniał w nim brud, którego nie dało się wymyć jak tego spod paznokci, tylko zaciskał oczy lub powtarzał jak mantrę to, żeby nie zwracać swojej uwagi na ostre krawędzie. Skąd on to znał? Takie myśli uderzały tak blisko domu niezależnie od tego, z kim przebywał.
Chciał mu odpowiedzieć, ale wpierw, jak zawsze zresztą, z jego gardła wydobył się tylko zduszony szloch. Coś mimowolnie obarczonego wstydem, bo kurwa, gdyby zawisł pomiędzy nimi ten żart, to popłakałby się bardziej - to była przynajmniej po części prawda. Miał już prawie ze czterdzieści lat, a wciąż nie potrafił zapanować nad emocjami, nigdy nie dorósł i dobijał ten koszmar narkotykami, które były remedium na problemy na krótką chwilę - a potem zostawiały go z myślami będącymi jak czuwające za plecami widmo śmierci.
Wreszcie się przemógł.
- O wszystko - przyznał, bardzo niezgrabnie i nie wyraźnie. - I o nic - dodał nagle, to przecież nie było tak, że stało się coś konkretnego - tu chodziło o całokształt, o całą jego burzliwą egzystencję, o sztorm, jakim się stał na przestrzeni lat, o gniew żyjący w nim bez żadnego powodu, jaki mógł dostrzec z podziurawioną pamięcią. - N-nie czuję się zbyt dobrze. - Niby dał zabrać sobie rękę z twarzy, ale wcale na niego nie patrzył. Odpływał i wzrokiem i duszą gdzieś bok, dopiero kiedy mógł wesprzeć się o jego ramię, pociągnął głośno nosem i po przymknięciu oczu dodał: Wiesz, że cię kocham, prawda? Tylko dlaczego nie potrafił mu tego okazywać?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.