Wąskie przejścia kamienicy Mulciberów w niczym nie przypominają domu na plaży, gdzie przez okna stale wpada ogromna ilość słońca. To do niego Violet miała okazję się przyzwyczaić, w ostatnich latach wszystkie poranki spędzając w fotelu na tarasie, popijając kawę z porcelanowej filiżanki. Teraz przyszło jej poruszać się w ciemnicy ponurego Londynu, jaki ma miejsce w jej sercu tylko z powodu czystego sentymentu. Jak długo da radę wytrzymać w rodzinnym mieście? Kiedy straci resztki cierpliwości, bądź trzeźwości umysłu? To miejsce potrafi skutecznie zatruć krew i wywrócić życie do góry nogami, o czym Violet dowiedziała się przed laty, podejmując decyzję, jaka odmieniła cały jej los. Nie pluje sobie w brodę, szczerze zadowolona z takiego obrotu spraw - no, może do momentu dokuczliwej słabości Thomasa.
- Rozumiem, że się stęskniłeś, ale nie wróż mi zostania tu do końca moich dni - częstuje go serdecznym uśmiechem i przyjmuje papierosa, już po chwili otulając się srebrzystym dymem. Usadawia się wygodniej w fotelu, zakładając jedną nogę na drugą. - To stan przejściowy. Wrócę do siebie, gdy tylko uporam się z kilkoma sprawami - Ile to potrwa? Miesiąc, rok, a może dekadę? Pani Shafiq stara się wpleść odrobinę optymizmu do swojego zdroworozsądkowego sposobu myślenia. Plan odbudowy majątku nie jest niczym łatwym i z całą pewnością zajmie dużo czasu.
Nie spodziewała się, że powrót braci z Francji wiązać się będzie z dodatkowymi komplikacjami. Problemy wyjechali naprawiać, nie mieli zaś przywozić ich ze sobą. Znalazła ich późnym wieczorem w korytarzu, kiedy borykając się z bezsennością była zmuszona znaleźć w spiżarni butelkę sherry i z nią w dłoniach wrócić do swojego pokoju. Mijając uchylone drzwi do pokoju, w którym znajdowali się bliźniacy, przystanęła na moment w przejściu i obrzuciła ich przelotnym spojrzeniem. Nie wyglądali, jakby świętowali.
- Czy Robert ma się już lepiej? - W jej głosie nie słychać zwykłej, ani nawet udawanej troski. Zbyt mało ma informacji, aby określić, czy to, w co się wpakowali, niosło za sobą jakieś dalsze zagrożenia. Z drugiej strony - czy zamierzała zostać tu na tyle długo, aby się tym przejmować? Unosi czerń spojrzenia i osadza ją na twarzy brata. Tamtego nie było w jadalni podczas wspólnego śniadania, a z tego co słyszała, bardzo dbał o to, aby pielęgnować zwyczaje ojca.