Ciekawość. W ich wypadku to niemal zawsze była ciekawość, prawda? Kręcili się wokół niej, jakby była aż tak istotnym było zabijanie własnej nudy w spotkaniach między spojrzeniami. Ciekawość. Kogo? Siebie? Siebie wzajem? Obu? Laurent postawiłby, że obu. Bo czuł się odważniej, choć pewnie nie powinien, mogąc otwierać siebie na nowe myśli, nowe doznania, a był ciekaw Nicholasa, bo był jedyną hortensją w całym ogrodzie. Specjalny płatek śniegu, chociaż między indywiduami nikt nie powinien specjalny pozostawać. Zastanawiając się nad tym rozumiał nieco bardziej, co czyni spokój przy Nicholasie tak realnym. I była to kontrola. Laurent był spokojny bo miał poczucie, że kontroluje sytuacje. Że stabilny Nicholas nie zacznie robić rzeczy nieprzewidywalnych w tym negatywnym dla niego kontekście - bo to, że zaskakiwał, było jak dotąd miłymi przecięciami ich poznawania się.
Ciekawość była odpowiedzią satysfakcjonującą, bo temat nie został dalej pociągnięty.
- Nie wysłałem. - Wtedy może mógłby być pewien, tylko dlaczego miałby się kompromitować, skoro był w stanie przewidzieć, że odpowiedzi nie będzie, albo będzie negatywna? Może Philip wyraziłby pozytywną chęć... ale Philipa nie chciał zabierać. Ta dziwaczna sytuacja między nimi już i tak nie zachęcała go do tego, żeby chwilowo skracać między nimi dystans, który pojawił się w jego odczuciu. Niech na razie pozostanie dystansem, dopóki nie wypracuje się na coś... na cokolwiek innego, bardziej zjadliwego i nie pożerającego go ciągle stresem i poczuciem niższości. - Żadne z rezerwacją, jeśli o to pytasz. - Bo może i impreza była bardziej zamknięta, ale nadal to nie było przyjęcie, gdzie szampan był podawany na srebrnych tacach i czerwonych dywanach. Laurenta coraz mocniej pochłaniało wrażenie, że to może jednak nie był taki dobry pomysł. Że właściwie to chyba był bardzo zły pomysł.
- Dzień dobry! Przepraszam, ale czy mogę zająć chwilę? - Mężczyzna koło 50tki, z eleganckim wąsem, w garniturze, uśmiechnął się, podchodząc do nich ze swoim notatnikiem. Laurent zatrzymał się w pół kroku do stolika, spojrzał na Nicholasa, ale w końcu stanął. - Robimy mały konkurs amatorskich talentów. Nie chcieliby państwo wziąć udziału? Proszę za bardzo się nie stresować ani nie przejmować. To tylko dla zabawy. - Dodał zaraz patrząc na zimną minę Nicholasa, a potem na zdekoncentrowany wyraz twarzy Laurenta.
- Jakiego rodzaju... konkurs? - Bo przecież prezentacja talentów, szczególnie w świecie czarodziei, mogła oznaczać wiele.
- Śpiew, aktorstwo, recytowanie. Jedna z trzech kategorii do pokazania. Ku uciesze, sprawdzeniu się, pobawieniu. - Mężczyzna miał miły głos, ciepłe spojrzenie, miał w sobie lekkość... I Laurent jakoś tak nawet się uśmiechnął i rozpromienił.
- Właściwie... mógłbym się zastanowić...
- Proszę się nie śpieszyć! Jeszcze przez godzinę zbieramy zapisy, a potem zwolniona zostanie dla nas scena. Jeśli by państwo się zdecydowali - zapraszam do mnie. - Zaproponował, dygnął elegancko i przesunął się do jednego ze stolików, żeby pewnie zagaić innych o dokładnie to samo. Laurent aż się zanim obejrzał, spoglądając na zaskoczone reakcje gości. Podobne pewnie do jego reakcji.
- Chyba nawet nie muszę pytać, co myślisz. - Zagaił Nicholasa, teraz już z rozbawieniem. Jakoś nie widział Nicholasa na scenie popisującego się aktorstwem...