03.04.2024, 15:15 ✶
Thomas zbiera swoje rzeczy i idzie odpoczywać sobie na trawie w ogrodzie
Spodziewał się, że prędzej czy później coś będzie próbowało go wykończyć, zresztą pierwsze próby miał już za sobą, nie podejrzewał jednak o to drzewa rosnącego w, jak do tej pory, pokojowym ogrodzie. A już na pewno próba wykonaniu tego zamachu trzy razy robiła się podejrzana. Trzymając się jedną ręką za bolące miejsce wziął od Erika trzymane przez niego jabłko, po czym przyjrzał się mu z żalem.
- Świetnie, a już powoli przestawała mnie boleć głowa - westchnął, odstawiając z hukiem owoc na stół, po czym zniżył się do parteru, chcąc zgarnąć swoje porozrzucane po trawie rzeczy. Okulary znów wylądowały na nosie, papierosa odpalił zaklęciem, po czym nie fatygował się już by usiąść przy stole, od którego i tak wszyscy powoli odchodzili. Zaciągnął się, wypuścił dym w stronę wrednej jabłoni, wygrażając w myślach przy tym, że jeśli jeszcze raz coś takiego się wydarzy, to ją doszczętnie spal.
Nie był jednak pewien, czy na pewno chcę, by roślina naprawdę umiała wyczuć jego intencję, bo mogło być to bolesne.
Zgarnął swój kubek z niedopitą kawą i wskazał na bliżej nieokreślone miejsce na trawniku.
- Jakby mnie ktoś szukał, to będę pewnie gdzieś włóczył się po ogrodzie i korzystał z ładnej pogody. Kondolencje dla wszystkich którzy dziś pewnie będą się dusić w tłocznej sali - spojrzał współczująco na Erika i Morpheusa, po czym poszedł rozłożyć się gdzieś w półcieniu. Z dala od felernego drzewa, któremu teraz nie ufał.
Nie miał dziś za dużo do roboty - w głębi ducha dziękował za wolne w pracy - mógł więc sobie pozwolić na spokojne dogorywanie po wczorajszej nocy, z czego zdecydowanie skorzystał.
Spodziewał się, że prędzej czy później coś będzie próbowało go wykończyć, zresztą pierwsze próby miał już za sobą, nie podejrzewał jednak o to drzewa rosnącego w, jak do tej pory, pokojowym ogrodzie. A już na pewno próba wykonaniu tego zamachu trzy razy robiła się podejrzana. Trzymając się jedną ręką za bolące miejsce wziął od Erika trzymane przez niego jabłko, po czym przyjrzał się mu z żalem.
- Świetnie, a już powoli przestawała mnie boleć głowa - westchnął, odstawiając z hukiem owoc na stół, po czym zniżył się do parteru, chcąc zgarnąć swoje porozrzucane po trawie rzeczy. Okulary znów wylądowały na nosie, papierosa odpalił zaklęciem, po czym nie fatygował się już by usiąść przy stole, od którego i tak wszyscy powoli odchodzili. Zaciągnął się, wypuścił dym w stronę wrednej jabłoni, wygrażając w myślach przy tym, że jeśli jeszcze raz coś takiego się wydarzy, to ją doszczętnie spal.
Nie był jednak pewien, czy na pewno chcę, by roślina naprawdę umiała wyczuć jego intencję, bo mogło być to bolesne.
Zgarnął swój kubek z niedopitą kawą i wskazał na bliżej nieokreślone miejsce na trawniku.
- Jakby mnie ktoś szukał, to będę pewnie gdzieś włóczył się po ogrodzie i korzystał z ładnej pogody. Kondolencje dla wszystkich którzy dziś pewnie będą się dusić w tłocznej sali - spojrzał współczująco na Erika i Morpheusa, po czym poszedł rozłożyć się gdzieś w półcieniu. Z dala od felernego drzewa, któremu teraz nie ufał.
Nie miał dziś za dużo do roboty - w głębi ducha dziękował za wolne w pracy - mógł więc sobie pozwolić na spokojne dogorywanie po wczorajszej nocy, z czego zdecydowanie skorzystał.
Postać opuszcza sesję