03.04.2024, 16:27 ✶
Na całe szczęście Brenna nie była jasnowidzem. Wręcz przeciwnie: spoglądała raczej w przeszłość niż w przyszłość.
- Och... wiesz, Basilius, zawsze cię bardzo lubiłam, i wcale nie mówię tego z obawy, że zaraz wyciągniesz z kieszeni fiolkę z takim eliksirem - zapewniła Brenna, robiąc przy tym taką minę, że ciężko było zgadnąć, czy tylko się zgrywa, czy też wzięła słowa Prewetta na serio. - Jeszcze nie robią specjalizacji. Dani zresztą nie zdecydowała nawet, co wybrać, ale Cedric pewnie będzie chciał iść w stronę eliksirów. To konik Lupinów.
Byli o tyle młodsi od Basiliusa, że prawdopodobnie z żadnym z nich nie miał jakoś więcej kontaktów, a przynajmniej Brenna w to wątpiła. Danielle wprawdzie zawsze była popularną dziewczynką, ale pierwszy czy drugi rok raczej nie miał wielu okazji do integracji z rokiem piątym.
- I teraz zastanawiam się, czy mnie wrabiasz, czy warzywne klątwy naprawdę są obecnie w modzie - stwierdziła, przypatrując się Prewettowi z namysłem i próbując wyczytać z jego twarzy czy to żart, czy w Mungu faktycznie mieli ostatnio tyle ciekawych przypadków związanych z warzywami. Czy to tak czuli się jej znajomi, kiedy Brenna opowiadała im absolutnie bzdurne historyjki? Przez ułamek sekundy nieomal współczuła własnemu bratu. - Miałam więc szczęście, że moja ręka po prostu poczerniała, a nie zamieniła się... Na przykład w rzepę?
Gdyby Basilius powiedział coś złośliwego... zapewne Brenna albo odwdzięczyłaby się jakąś złośliwością, albo żartem. Ale i zachowywał się tak, jak można by oczekiwać od młodego uzdrowiciela, który rozpaczliwie próbuje zachowywać się profesjonalnie, chociaż pacjent ani trochę mu nie ułatwia. Zwłaszcza że Brenna, gdy zobaczyła te złote plamy, wyglądała, jakby miała się za chwilę roześmiać - bo tak, w pierwszej chwili założyła, że Prewett celowo zamiast ich usunąć, postanowił zmienić kolorystykę.
- Może w takim razie powinnam teraz poprosić, żeby całkiem znikły? Skoro to zadziałało tak dobrze? - zapytała, kiedy wyjaśnił, że nie, efekt jednak nie był zamierzony. Odrobinę ją to zmartwiło, bo chyba było się tego dość ciężko pozbyć, ale nie pokazała po sobie zaniepokojenia. W końcu tak jak powiedziała ma wejściu, ręka na razie nie odpadała, a gdyby było bardzo źle, na pewno miał się tutaj z kim skonsultować. - To znaczy, nie to, że teraz prezentują się specjalnie źle, doceniam inwencję, ale latem mogłyby zwracać trochę uwagę.
- Och... wiesz, Basilius, zawsze cię bardzo lubiłam, i wcale nie mówię tego z obawy, że zaraz wyciągniesz z kieszeni fiolkę z takim eliksirem - zapewniła Brenna, robiąc przy tym taką minę, że ciężko było zgadnąć, czy tylko się zgrywa, czy też wzięła słowa Prewetta na serio. - Jeszcze nie robią specjalizacji. Dani zresztą nie zdecydowała nawet, co wybrać, ale Cedric pewnie będzie chciał iść w stronę eliksirów. To konik Lupinów.
Byli o tyle młodsi od Basiliusa, że prawdopodobnie z żadnym z nich nie miał jakoś więcej kontaktów, a przynajmniej Brenna w to wątpiła. Danielle wprawdzie zawsze była popularną dziewczynką, ale pierwszy czy drugi rok raczej nie miał wielu okazji do integracji z rokiem piątym.
- I teraz zastanawiam się, czy mnie wrabiasz, czy warzywne klątwy naprawdę są obecnie w modzie - stwierdziła, przypatrując się Prewettowi z namysłem i próbując wyczytać z jego twarzy czy to żart, czy w Mungu faktycznie mieli ostatnio tyle ciekawych przypadków związanych z warzywami. Czy to tak czuli się jej znajomi, kiedy Brenna opowiadała im absolutnie bzdurne historyjki? Przez ułamek sekundy nieomal współczuła własnemu bratu. - Miałam więc szczęście, że moja ręka po prostu poczerniała, a nie zamieniła się... Na przykład w rzepę?
Gdyby Basilius powiedział coś złośliwego... zapewne Brenna albo odwdzięczyłaby się jakąś złośliwością, albo żartem. Ale i zachowywał się tak, jak można by oczekiwać od młodego uzdrowiciela, który rozpaczliwie próbuje zachowywać się profesjonalnie, chociaż pacjent ani trochę mu nie ułatwia. Zwłaszcza że Brenna, gdy zobaczyła te złote plamy, wyglądała, jakby miała się za chwilę roześmiać - bo tak, w pierwszej chwili założyła, że Prewett celowo zamiast ich usunąć, postanowił zmienić kolorystykę.
- Może w takim razie powinnam teraz poprosić, żeby całkiem znikły? Skoro to zadziałało tak dobrze? - zapytała, kiedy wyjaśnił, że nie, efekt jednak nie był zamierzony. Odrobinę ją to zmartwiło, bo chyba było się tego dość ciężko pozbyć, ale nie pokazała po sobie zaniepokojenia. W końcu tak jak powiedziała ma wejściu, ręka na razie nie odpadała, a gdyby było bardzo źle, na pewno miał się tutaj z kim skonsultować. - To znaczy, nie to, że teraz prezentują się specjalnie źle, doceniam inwencję, ale latem mogłyby zwracać trochę uwagę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.