03.04.2024, 18:56 ✶
Olivia zamrugała. Raz, drugi, trzeci. Ta ułuda, te wspomnienia, mgliste fragmenty przeszłości rozwiały się jak dym, gdy tylko pozytywka gruchnęła głucho o ziemię. A przecież wcale nie wydała głośnego odgłosu, jeno stłumione pac, które jednak wystarczyło do tego, by z kolejnym mrugnięciem odegnać wspomnienia. Niby piękne, ale jednocześnie przerażające i bolesne, z nastoletnich czasów, gdy tak bardzo się bała, a jednocześnie czuła się tak bardzo otoczona ludźmi i przez nich wspierana. Ambiwalentne uczucia targnęły jej sercem po raz ostatni, bo przecież nic takiego się nie stało, prawda? Przeżyła to, trafiła z Leonem do właściwego, wspólnego domu, przeżyła cały Hogwart, stawiła czoła przeciwnościom losu i przebrnęła przez całą naukę lepiej, niż zakładała. A teraz miała przed oczami Laurenta, który najwyraźniej tak jak ona, powrócił do przeszłości. Z tym, że wyglądało na to, że była bardzo bolesna.
Nie chciała go po raz kolejny stawiać w sytuacji, w której będzie zawstydzony. I chociaż jej pierwszym odruchem było rozłożenie ramion i zamknięcie jego sylwetki w mocnym, kojącym uścisku, tak zawahała się. Ale tylko przez chwilę - na tyle długą, żeby dać Prewettowi czas na to, by odgonił łzy, by słona woda wsiąkła w chusteczkę, a jego ramiona przestały drgać w tłumionym szlochu. I dopiero gdy powiedział, że było mu już lepiej, zrobiła dwa kroki w przód, wymijając leżącą na ziemi pozytywkę. Otoczyła go ramionami i przytuliła mocno, delikatnie do siebie. A raczej pozwoliła, by to ona wtuliła się w niego - nie była na tyle wysoka, by mógł się skryć w jej ramionach, lecz była na tyle ciepła, by dodać mu tym gestem chociaż odrobinę otuchy.
- Może mi kiedyś o tym opowiesz - powiedziała z uśmiechem, chociaż wiedziała, że to nigdy nie nastąpi. Wzmocniła uścisk, a jej dłoń ostrożnie powędrowała w górę i w dół jego pleców w uspokajającym geście. - Przynajmniej wiemy, że ta pozytywka jest magiczna. Bo jakie są szanse na to, że tobie "nagle" przypomniało się coś pięknego, a ja jeszcze kilka sekund temu stałam na schodach w Hogwarcie i czekałam na ceremonię przydziału?
Olivia zadarła głowę i uśmiechnęła się szeroko. Być może to nie były piękne słowa, być może nie ciągnęła Laurenta za język, by już teraz w tej chwili podzielił się z nią wspomnieniami i wyjaśnił, dlaczego po jego policzkach chwilę temu płynęły łzy, ale były szczere, proste i sprowadzające ich oboje do rzeczywistości. Stali tutaj, przy sobie, w roku 72, a nie wiele lat temu, gdy byli dużo młodsi. I tego należało się trzymać - teraźniejszości.
- Powinniśmy ją zostawić niedaleko, ale nie tak na widoku - powiedziała, odsuwając się nieznacznie. Pozytywka nie była niebezpieczna, ale nie należała do nich. Należała do jakiegoś czarodzieja lub czarownicy, więc nie mogli jej zabrać. Nie mogli jej też odłożyć na kamień, bo przecież kto inny mógł ją znaleźć. Może nie mugol, ale ktoś, kto... Być może nie miał tak pięknych wspomnień, jak oni.
Nie chciała go po raz kolejny stawiać w sytuacji, w której będzie zawstydzony. I chociaż jej pierwszym odruchem było rozłożenie ramion i zamknięcie jego sylwetki w mocnym, kojącym uścisku, tak zawahała się. Ale tylko przez chwilę - na tyle długą, żeby dać Prewettowi czas na to, by odgonił łzy, by słona woda wsiąkła w chusteczkę, a jego ramiona przestały drgać w tłumionym szlochu. I dopiero gdy powiedział, że było mu już lepiej, zrobiła dwa kroki w przód, wymijając leżącą na ziemi pozytywkę. Otoczyła go ramionami i przytuliła mocno, delikatnie do siebie. A raczej pozwoliła, by to ona wtuliła się w niego - nie była na tyle wysoka, by mógł się skryć w jej ramionach, lecz była na tyle ciepła, by dodać mu tym gestem chociaż odrobinę otuchy.
- Może mi kiedyś o tym opowiesz - powiedziała z uśmiechem, chociaż wiedziała, że to nigdy nie nastąpi. Wzmocniła uścisk, a jej dłoń ostrożnie powędrowała w górę i w dół jego pleców w uspokajającym geście. - Przynajmniej wiemy, że ta pozytywka jest magiczna. Bo jakie są szanse na to, że tobie "nagle" przypomniało się coś pięknego, a ja jeszcze kilka sekund temu stałam na schodach w Hogwarcie i czekałam na ceremonię przydziału?
Olivia zadarła głowę i uśmiechnęła się szeroko. Być może to nie były piękne słowa, być może nie ciągnęła Laurenta za język, by już teraz w tej chwili podzielił się z nią wspomnieniami i wyjaśnił, dlaczego po jego policzkach chwilę temu płynęły łzy, ale były szczere, proste i sprowadzające ich oboje do rzeczywistości. Stali tutaj, przy sobie, w roku 72, a nie wiele lat temu, gdy byli dużo młodsi. I tego należało się trzymać - teraźniejszości.
- Powinniśmy ją zostawić niedaleko, ale nie tak na widoku - powiedziała, odsuwając się nieznacznie. Pozytywka nie była niebezpieczna, ale nie należała do nich. Należała do jakiegoś czarodzieja lub czarownicy, więc nie mogli jej zabrać. Nie mogli jej też odłożyć na kamień, bo przecież kto inny mógł ją znaleźć. Może nie mugol, ale ktoś, kto... Być może nie miał tak pięknych wspomnień, jak oni.