Na wezwanie do gabinetu uzdrowicielki, do której posłał go rozbawiony recepcjonista, nie musiał czekać długo. Niedługo po tym, jak dotarł do poczekalni, z gabinetu wyszły dwie osoby - asystentka uzdrowicielki oraz kobieta w średnim wieku z wykrzywioną w grymasie twarzą. No cóż, niektóre metody leczenia nie należały do najprzyjemniejszych (odrastanie kości, brrr), ale miały w końcu pomagać, a nie sprawiać przyjemność, jak to mówili niektórzy. Zaraz potem Nikolai usłyszał swoje nazwisko i wszedł do gabinetu, chyląc głowę uzdrowicielce na powitanie.
Gabinet był o wiele czystszy, niż chłopak się spodziewał. I nie chodziło tylko o porządek w formie startego kurzu, równo ustawionych książek czy czystych firanek, jeżeli takie zdobiłyby pomieszczenie. Gabinet był sterylnie czysty (czy powinno to dziwić, skoro był to gabinet uzdrowiciela?), z pewnością za pomocą magii, aż człowiek mógł poczuć, że jest jedynym śmieciem, zalegającym w tym pomieszczeniu i niszczącym całą jego czystość. Nikolai poruszył się nerwowo, potarł swoje ramię i usiadł na wskazanej przez kobietę kozetce. Opuścił głowę i kątem oka zerknął na kozetkę, czy ta przypadkiem nie zmieniała koloru przez jego dotyk.
-Yhm... Nie... Poza tym wszystko jest w porządku... A-ale zmienia kolor - nie był pewien, czy cokolwiek zmieni to w diagnozie i ewentualnym sposobie leczenia, ale wiedział, że przed uzdrowicielami nie należało zatajać nic, co wiązało się ze swoją zdrowotną przypadłością.
Wyciągnął więc ramię, podciągnął rękaw bluzki, zacisnął palce dookoła gołego nadgarstka i przeciągnął dłonią po połowie długości swojego przedramienia, naciskając palcami na skórę. W tym miejscu delikatna barwa lawendy nabrała intensywności i zmieszała się z równie intensywnym różem, a gdy padło na nie światło, zmiana zaczęła się delikatnie błyszczeć, jakby ktoś posypał skórę chłopaka brokatem. Trwało to może trzy sekundy, nim skóra wróciła do poprzedniego, jasnego koloru.
-Kupiłem na targu lalkę - na razie jej nie wyciągał. -To była jedna z lalek, które kolekcjonowała babusza, której zmarło się niedawno. Jej krewni postanowili sprzedać jej kolekcję. Nie wiedziałem, że coś było z nią nie tak. Wziąłem ją i chwilę potem byłem już zielony... Po deportacji skóra zmieniła kolor na fioletowy - to również mogło być istotne.
Na razie miał do powiedzenia tylko tyle, a jeżeli pojawią się kolejne pytania, odpowie również na nie. Na widok różdżki zmarszczył brwi, ale nie powiedział nic. Uzdrowicielka na pewno wiedziała, co robi, więc nie powinien jej kwestionować. Nie był tylko pewien, co niby miał znaczyć ten pył, który otoczył jego ręce.