03.04.2024, 21:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.04.2024, 21:06 przez Bard Beedle.)
Dziewczynka trochę nie dbała o to, czy widzi to wspomnienie czy nie. Najważniejszy był fakt, że już się nie trzęsła, bo każda myśl, każda przeszłość do której zapraszali ją przechodnie przynosiła błogosławione ciepło. Teraz już pamiętała, teraz już nie była żywą dziewczynką marzącą o tym by sprzedać odpowiednią ilość zapałek, a duchem tejże, pozostałością po martwym wątłym ciałku, które wątpliwie przyozdobiło sobą chodnik lata temu.
Jej forma była kompletnie eteryczna, dusza niemalże uwolniona, czy wręcz powracająca do swojego właściwego planu. Przeniknęła przez dłoń, będąc nieświadomie władczynią tego miejsca, zaś przechodnie byli tylko podróżnikami. Trochę jakby znaleźli się w pociągu i w końcu, przy trzeciej zapałce, kolejnej trzeciej zapałce odkrywała, że pełni rolę konduktora, nie zaś biernej istoty, która musiała się poddawać umysłom nieznajomych. Ta myśl dodawała jej sił. Fakt jednak, że nie pamiętała o tym znowu i znowu nie był zbyt przyjemny. Pewnego dnia znów zapomni i znów usiądzie na chodniku, pewnego dnia znów jakiś ktoś zatrzyma się przy niej myśląc, że chce kupić zapałki, gdy tymczasem kupi nieświadomie bilet do swojej przeszłości.
– Nie jestem tak młoda jak Ci się wydaje. Nie pamiętam kiedy miałam jedenaście lat, lecz było to wiele zim temu– jej głos zdawał się nienaturalnie dojrzały, zupełnie jakby rozmawiał z wampirzą abominacją, dzieckiem zaklętym w wieczności. Szczęśliwie dla niego, nie czyhała na jego krew. Karmiła się tylko emocjami, a tych... och tych było tu co niemiara. Odetchnęła głęboko widzianym obrazem, kłębiącymi się odczuciami w sercu Neila, czując że tender napełnia się świeżym węglem starczającym na długo. Wsłuchiwała się w jego nieszczęście i osamotnienie, w miłość i nienawiść splecione ciasno w spoconej walce namiętności i odrzucenia. Wiedziała, że nigdy się więcej pewnie nie spotkają, bo ciepło które jej ofiarował starczy jej na jakiś czas. Być może na kilka kolejnych lat. Na dziecięcej twarzy pojawił się łagodny uśmiech, choć wciąż puste oczy przerażały wiekiem, który teraz można było w nich dostrzec.
Wyciągnęła malutką dłoń i położyła w dłoni Neila pudełko zapałek. Na moment, na krótką chwilę pudełko zaciążyło mu w ręku.
– Zapałki dają ciepło na chwilę. Jeśli chcesz być szczęśliwy znajdź piec, tak jak ja znalazłam swój. – to powiedziawszy rozmyła się w niebycie, pozostawiając za sobą tylko odgłos wizgu niewidzialnej lokomotywy, zaś Neil pojawił się znów na środku Londyńskiego chodnika.
Przez ułamek sekundy zdawało mu się, że trzyma zapałki w dłoni, lecz nie... to były duchowe zapałki. Jeśli chciał się ogrzać, choćby na chwilę, musiał kupić sobie jakieś u innej dziewczynki...
Jej forma była kompletnie eteryczna, dusza niemalże uwolniona, czy wręcz powracająca do swojego właściwego planu. Przeniknęła przez dłoń, będąc nieświadomie władczynią tego miejsca, zaś przechodnie byli tylko podróżnikami. Trochę jakby znaleźli się w pociągu i w końcu, przy trzeciej zapałce, kolejnej trzeciej zapałce odkrywała, że pełni rolę konduktora, nie zaś biernej istoty, która musiała się poddawać umysłom nieznajomych. Ta myśl dodawała jej sił. Fakt jednak, że nie pamiętała o tym znowu i znowu nie był zbyt przyjemny. Pewnego dnia znów zapomni i znów usiądzie na chodniku, pewnego dnia znów jakiś ktoś zatrzyma się przy niej myśląc, że chce kupić zapałki, gdy tymczasem kupi nieświadomie bilet do swojej przeszłości.
– Nie jestem tak młoda jak Ci się wydaje. Nie pamiętam kiedy miałam jedenaście lat, lecz było to wiele zim temu– jej głos zdawał się nienaturalnie dojrzały, zupełnie jakby rozmawiał z wampirzą abominacją, dzieckiem zaklętym w wieczności. Szczęśliwie dla niego, nie czyhała na jego krew. Karmiła się tylko emocjami, a tych... och tych było tu co niemiara. Odetchnęła głęboko widzianym obrazem, kłębiącymi się odczuciami w sercu Neila, czując że tender napełnia się świeżym węglem starczającym na długo. Wsłuchiwała się w jego nieszczęście i osamotnienie, w miłość i nienawiść splecione ciasno w spoconej walce namiętności i odrzucenia. Wiedziała, że nigdy się więcej pewnie nie spotkają, bo ciepło które jej ofiarował starczy jej na jakiś czas. Być może na kilka kolejnych lat. Na dziecięcej twarzy pojawił się łagodny uśmiech, choć wciąż puste oczy przerażały wiekiem, który teraz można było w nich dostrzec.
Wyciągnęła malutką dłoń i położyła w dłoni Neila pudełko zapałek. Na moment, na krótką chwilę pudełko zaciążyło mu w ręku.
– Zapałki dają ciepło na chwilę. Jeśli chcesz być szczęśliwy znajdź piec, tak jak ja znalazłam swój. – to powiedziawszy rozmyła się w niebycie, pozostawiając za sobą tylko odgłos wizgu niewidzialnej lokomotywy, zaś Neil pojawił się znów na środku Londyńskiego chodnika.
Przez ułamek sekundy zdawało mu się, że trzyma zapałki w dłoni, lecz nie... to były duchowe zapałki. Jeśli chciał się ogrzać, choćby na chwilę, musiał kupić sobie jakieś u innej dziewczynki...
Koniec sesji
Bard Beedle prowadzony przez Millie Moody