03.04.2024, 21:18 ✶
Sam słuchał Karla z taką miną, jakby połknął żabę. To była bardzo zabawna mina, tak na swój sposób, choć mężczyzna wcale nie czuł się zabawnie.
Były powody, dla którego wolał psy i akurat nie było to spowodowane faktem, że w Warowni znajdowało się ich sporo (oraz że większość ludzi wewnątrz morfowała w ten czy inny sposób w jakiegoś psowatego).
Jedynym kotem w jego życiu, który był istotny pozostawała jego matka, która przyjmowała postać maula, kota stepowego. Ten jednakowoż nie mówił, łaskawie dawał się głaskać ale najczęściej zwyczajnie wylegiwała się na słońcu. Samuel miał nadzieję, że jeśli klątwa maledictusa w końcu zaciśnie na niej swoją pętle, to pozostanie właśnie w kociej formie i zwyczajnie... zostanie w domu. Niestety los zadecydował inaczej.
Tymczasem społeczne starcie zakończyło się jego sromotną porażką. Nie wiedział co ma powiedzieć Kotu, który najwidoczniej był lepiej edukowany od niego. Zrozumiał aż za dobrze, że był obrażany, ale jak miałby się odgryźć? Jak miałby spleść słowa w taki sposób, aby nikogo nie obrazić, twardo postawić granicę i jednocześnie zaszyć w środku jakąś groźbę lub kpinę? Nie miał zielonego pojęcia. Jego ojciec czasami tak rozmawiał z matką, a młody Sam z rozdziawioną miną obserwował jak się kłócili, rozumiejąc połowę słów i zależności. Teraz było mu to na nic.
Wolał unikać konfrontacji.
Wolał nie czuć się tak źle, jak się poczuł teraz.
– Nie pomyślałem – przyznał z prostotą i odwrócił się na pięcie rozumiejąc, że nie jest mile widziany w tej konwersacji. Był tylko panem "wyrzucam meble z domku", więc może powinien skupić się na tym, na czym się znał. Wszedł więc do środka i powrócił do opukiwania więźby dachowej i wsłuchiwanie się w drewno, żeby się upewnić, że nie ma robali.
Były powody, dla którego wolał psy i akurat nie było to spowodowane faktem, że w Warowni znajdowało się ich sporo (oraz że większość ludzi wewnątrz morfowała w ten czy inny sposób w jakiegoś psowatego).
Jedynym kotem w jego życiu, który był istotny pozostawała jego matka, która przyjmowała postać maula, kota stepowego. Ten jednakowoż nie mówił, łaskawie dawał się głaskać ale najczęściej zwyczajnie wylegiwała się na słońcu. Samuel miał nadzieję, że jeśli klątwa maledictusa w końcu zaciśnie na niej swoją pętle, to pozostanie właśnie w kociej formie i zwyczajnie... zostanie w domu. Niestety los zadecydował inaczej.
Tymczasem społeczne starcie zakończyło się jego sromotną porażką. Nie wiedział co ma powiedzieć Kotu, który najwidoczniej był lepiej edukowany od niego. Zrozumiał aż za dobrze, że był obrażany, ale jak miałby się odgryźć? Jak miałby spleść słowa w taki sposób, aby nikogo nie obrazić, twardo postawić granicę i jednocześnie zaszyć w środku jakąś groźbę lub kpinę? Nie miał zielonego pojęcia. Jego ojciec czasami tak rozmawiał z matką, a młody Sam z rozdziawioną miną obserwował jak się kłócili, rozumiejąc połowę słów i zależności. Teraz było mu to na nic.
Wolał unikać konfrontacji.
Wolał nie czuć się tak źle, jak się poczuł teraz.
– Nie pomyślałem – przyznał z prostotą i odwrócił się na pięcie rozumiejąc, że nie jest mile widziany w tej konwersacji. Był tylko panem "wyrzucam meble z domku", więc może powinien skupić się na tym, na czym się znał. Wszedł więc do środka i powrócił do opukiwania więźby dachowej i wsłuchiwanie się w drewno, żeby się upewnić, że nie ma robali.