04.04.2024, 07:36 ✶
- Ach. Tak. To wiele wyjaśnia - powiedziała Florence, opuszczając różdżkę. Pył, który z niej spłynął, zawirował na moment wokół dłoni chłopaka, a potem znikł. I słowa Nikolaia, i efekt zaklęcia wskazywały dość jednoznacznie na przypadłość, z którą na jego szczęście już miała do czynienia. Wyglądało na to, że na rynek musiało trafić sporo przeklętych przedmiotów, a chociaż byly to przekleństwa mało niebezpieczne, to na pewno uciążliwe. Gdyby ta "babuszka" już nie była martwa, Florence za kilka minut pisałaby do Patricka, że tę kobietę ktoś powinien aresztować. - To klątwa - poinformowała spokojnie. Klątwy miały to do siebie, że w przeciwieństwie do zwykłej magii mogły być trwałe, a do ich przełamania konieczny był klątwołamacz.
Jak informowała jednak tabliczka na drzwiach, Florence Bulstrode klątwołamaczką była. I najwyraźniej albo należała do osób bardzo stoickich, albo nie uważała, że stan Nikolaia jest poważny, bo twarz nawet jej nie drgnęła, gdy dokonywała diagnozy.
- Nie jest groźna dla zdrowia, przed zastosowaniem terapii uzupełnimy więc pańskie dane. Proszę niczego nie dotykać, a ręce położyć na tym. Klątwy tego typu mogą przenieść się przez dotyk - poinformowała, machając różdżką ponownie i na kolana chłopaka opadła ściereczka. Zniknie oczywiście za kilka minut, ale to powinno wystarczyć. Florence schowała różdżkę do kieszeni szaty i skierowała się z powrotem za biurko. Alergie, historia chorób, zła reakcja na eliksiry, zwiększone zapotrzebowanie na mikstury, waga i wzrost, tego podobne dane bywały kluczowe przy leczeniu, a że Petrov był w Mungu pierwszy raz, jego karta pacjenta świeciła pustkami. Co gdyby trafił tu na przykład nieprzytomny i musieliby ryzykować, wdrażając terapię bez podstawowych danych? Uporządkowany umysł Florence nie mógł znieść takiego stanu rzeczy.
- Miejsce zamieszkania, data urodzenia i wzrost poproszę... - zażądziła tonem nie znoszącym sprzeciwu, sięgając po pióro. - Alergie? Zwiększone zapotrzebowanie na eliksiry? Nietypowe reakcje ma jakieś specyfiki? Choroby przewlekłe? - dopytywała dalej, każde kolejne pytanie zadając dopiero, kiedy padła odpowiedź na poprzednie.
Jak informowała jednak tabliczka na drzwiach, Florence Bulstrode klątwołamaczką była. I najwyraźniej albo należała do osób bardzo stoickich, albo nie uważała, że stan Nikolaia jest poważny, bo twarz nawet jej nie drgnęła, gdy dokonywała diagnozy.
- Nie jest groźna dla zdrowia, przed zastosowaniem terapii uzupełnimy więc pańskie dane. Proszę niczego nie dotykać, a ręce położyć na tym. Klątwy tego typu mogą przenieść się przez dotyk - poinformowała, machając różdżką ponownie i na kolana chłopaka opadła ściereczka. Zniknie oczywiście za kilka minut, ale to powinno wystarczyć. Florence schowała różdżkę do kieszeni szaty i skierowała się z powrotem za biurko. Alergie, historia chorób, zła reakcja na eliksiry, zwiększone zapotrzebowanie na mikstury, waga i wzrost, tego podobne dane bywały kluczowe przy leczeniu, a że Petrov był w Mungu pierwszy raz, jego karta pacjenta świeciła pustkami. Co gdyby trafił tu na przykład nieprzytomny i musieliby ryzykować, wdrażając terapię bez podstawowych danych? Uporządkowany umysł Florence nie mógł znieść takiego stanu rzeczy.
- Miejsce zamieszkania, data urodzenia i wzrost poproszę... - zażądziła tonem nie znoszącym sprzeciwu, sięgając po pióro. - Alergie? Zwiększone zapotrzebowanie na eliksiry? Nietypowe reakcje ma jakieś specyfiki? Choroby przewlekłe? - dopytywała dalej, każde kolejne pytanie zadając dopiero, kiedy padła odpowiedź na poprzednie.