04.04.2024, 09:25 ✶
Mildred Moody była niewyobrażalną syfiarą. On musiał przypadkiem zapomnieć o ważonej substancji, ona potrafiła tygodniami ignorować nadżerane pozostawionym żarciem garnki i naczynia, które stawały się zindywidualizowanymi kolebkami nowych cywilizacji. Zaiste wielki wkurw musiał ruszyć pannę Moody by sprzątała swoje gniazdo.
Ale cudze?
– No kurwa, jasne że ci bomoge debilu. – rzuciła z całą sympatią bluzgającego połamanego patyczaka z czarnym wiechciem włosów na czubku nieproporcjonalnie dużej głowy do ciała zasilanego głównie kawą i fajkami. Mills wyciągnęła różdżkę i dziarsko weszła na zaplecze, chwilowo wstrzymując oddech. Zamierzała wypchnąć te smrody za okno przy zadbaniu, żeby wcześniej takowe było otwarte najpierw komfort pracy, wiadomo.
– Ty w ogóle będziesz miał czym kocioł odczyścić czy trzeba będzie noby kubić? – zagadnęła wstrzymując oddech na tyle na ile to było możliwe, wywijając różdżką i korzystając z tego, że jest całkiem niezła w przemieszczaniu rzeczy z jednego miejsca na drugie. A przecież ów rzeczy mogły być malutkie – Dostane za to pół dniobki? Albo chociaż dziesięć brocent zniżki? – kpiła doskonale wiedząc, że Terry nie rozdaje kompulsywnie rabatów, nawet w napływowe zza oceanu czarne dni tygodnia.
Ale cudze?
– No kurwa, jasne że ci bomoge debilu. – rzuciła z całą sympatią bluzgającego połamanego patyczaka z czarnym wiechciem włosów na czubku nieproporcjonalnie dużej głowy do ciała zasilanego głównie kawą i fajkami. Mills wyciągnęła różdżkę i dziarsko weszła na zaplecze, chwilowo wstrzymując oddech. Zamierzała wypchnąć te smrody za okno przy zadbaniu, żeby wcześniej takowe było otwarte najpierw komfort pracy, wiadomo.
– Ty w ogóle będziesz miał czym kocioł odczyścić czy trzeba będzie noby kubić? – zagadnęła wstrzymując oddech na tyle na ile to było możliwe, wywijając różdżką i korzystając z tego, że jest całkiem niezła w przemieszczaniu rzeczy z jednego miejsca na drugie. A przecież ów rzeczy mogły być malutkie – Dostane za to pół dniobki? Albo chociaż dziesięć brocent zniżki? – kpiła doskonale wiedząc, że Terry nie rozdaje kompulsywnie rabatów, nawet w napływowe zza oceanu czarne dni tygodnia.