04.04.2024, 10:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.04.2024, 10:02 przez Brenna Longbottom.)
- Hm...
Kozy. Brenna zamyśliła się na moment nad tym zagadnieniem, któremu wcześniej nie poświęcała wiele uwagi – nie mieli zagrody, bo oczywiście nie hodowali takich zwierzaków, a i podejrzewała, że matka czy Morpheus niekoniecznie chcieliby oglądać je z okna. Trzeba było tutaj znaleźć jakąś formę kompromisu, aby przypadkiem nie sprawić, że ktoś poczuje się niekomfortowo.
- Zagroda za sadem, od tylnej strony, będzie w porządku? - zapytała. Nie będzie widać jej z okien posiadłości, znajdzie się poza tymi miejscami, gdzie domownicy spacerowali, ćwiczyli czy wychodzili, by posiedzieć na świeżym powietrzu, zapach nie będzie zawiewał, będą z daleka od terenów, po których zwykle biegały psy, a Sam będzie mógł bez przeszkód zajmować się swoimi cennymi zwierzętami bez większych przeszkód. Frank prawdopodobnie będzie zachwycony, podobnie jak Mabel. - Pomogłabym, ale będę następne parę dni trochę zajęta. A łóżko Morpheusa... chyba po prostu deska tylko zazgrzytała - powiedziała Brenna, uśmiechając się do Samuela. Wprawdzie nie mogła tego wiedzieć, ale szczerze wątpiła, aby Morpheus na biegu szukał innego stolarza, który naprawi mu łóżko, skoro bez większych problemów mógł spędzić tę noc w innym pokoju albo nawet poprosić Malwę, żeby to łóżko podmieniła. Najwyraźniej albo był to żart, albo próba drobnej dywersji i odwrócenia uwagi.
Milczała, gdy Sam wyrzucał z siebie kolejne słowa, pozwalając mu po prostu mówić -
- Może pójdziemy do kuchni albo na zewnątrz? Nie ma co rozmawiać na korytarzu – powiedziała, ruszając powoli po schodach. Zwłaszcza, że przecież chciała porozmawiać z McGonagallem nie tylko o takich sprawach, jak kozy, meble czy mieszkanie w starym domku ogrodnika. I lepiej, aby przy okazji nie potrącali ich żadni domownicy, którzy akurat postanowili wyjść z pokoju albo do niego wracali z pracy albo kolacji. – Rzeczywiście, dostawa sowią pocztą byłaby trudna do zrealizowania w przypadku mebli. Do głowy przychodzi mi pomniejszenie ich za pomocą transmutacji i szybka teleportacja, ale być może są też czarodziejskie usługi transportowane, przyznaję, że na razie się tym nie interesowałam – powiedziała, wędrując już po stopniach. – Co do warsztatu, za bardzo się na tym nie znam, ale można spróbować zrobić coś obok zagrody albo tuż za murem są fundamenty po domu, który stał tu kiedyś, więc dałoby się je wykorzystać, ta ziemia też jest nasza.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby Sam robił meble, ale że pewnie będzie to dość głośne, też lepiej było stworzyć takie miejsce za sadem, niż tuż pod oknami.
– Co do oglądania mebli, może powinieneś po prostu zrobić katalog? Fotografuj te projekty, które skończysz i zbierz zdjęcia. Mam aparat, mogę ci go pożyczyć. Albo zrób miniaturowe modele? – zaproponowała, chociaż nie była pewna, na ile to możliwe, bo o stolarstwie wiedziała tyle, co nic. – Swoją drogą, może też będę miała dla ciebie drobne zlecenie. Chociaż nie na meble.
Kozy. Brenna zamyśliła się na moment nad tym zagadnieniem, któremu wcześniej nie poświęcała wiele uwagi – nie mieli zagrody, bo oczywiście nie hodowali takich zwierzaków, a i podejrzewała, że matka czy Morpheus niekoniecznie chcieliby oglądać je z okna. Trzeba było tutaj znaleźć jakąś formę kompromisu, aby przypadkiem nie sprawić, że ktoś poczuje się niekomfortowo.
- Zagroda za sadem, od tylnej strony, będzie w porządku? - zapytała. Nie będzie widać jej z okien posiadłości, znajdzie się poza tymi miejscami, gdzie domownicy spacerowali, ćwiczyli czy wychodzili, by posiedzieć na świeżym powietrzu, zapach nie będzie zawiewał, będą z daleka od terenów, po których zwykle biegały psy, a Sam będzie mógł bez przeszkód zajmować się swoimi cennymi zwierzętami bez większych przeszkód. Frank prawdopodobnie będzie zachwycony, podobnie jak Mabel. - Pomogłabym, ale będę następne parę dni trochę zajęta. A łóżko Morpheusa... chyba po prostu deska tylko zazgrzytała - powiedziała Brenna, uśmiechając się do Samuela. Wprawdzie nie mogła tego wiedzieć, ale szczerze wątpiła, aby Morpheus na biegu szukał innego stolarza, który naprawi mu łóżko, skoro bez większych problemów mógł spędzić tę noc w innym pokoju albo nawet poprosić Malwę, żeby to łóżko podmieniła. Najwyraźniej albo był to żart, albo próba drobnej dywersji i odwrócenia uwagi.
Milczała, gdy Sam wyrzucał z siebie kolejne słowa, pozwalając mu po prostu mówić -
- Może pójdziemy do kuchni albo na zewnątrz? Nie ma co rozmawiać na korytarzu – powiedziała, ruszając powoli po schodach. Zwłaszcza, że przecież chciała porozmawiać z McGonagallem nie tylko o takich sprawach, jak kozy, meble czy mieszkanie w starym domku ogrodnika. I lepiej, aby przy okazji nie potrącali ich żadni domownicy, którzy akurat postanowili wyjść z pokoju albo do niego wracali z pracy albo kolacji. – Rzeczywiście, dostawa sowią pocztą byłaby trudna do zrealizowania w przypadku mebli. Do głowy przychodzi mi pomniejszenie ich za pomocą transmutacji i szybka teleportacja, ale być może są też czarodziejskie usługi transportowane, przyznaję, że na razie się tym nie interesowałam – powiedziała, wędrując już po stopniach. – Co do warsztatu, za bardzo się na tym nie znam, ale można spróbować zrobić coś obok zagrody albo tuż za murem są fundamenty po domu, który stał tu kiedyś, więc dałoby się je wykorzystać, ta ziemia też jest nasza.
Nie miała nic przeciwko temu, żeby Sam robił meble, ale że pewnie będzie to dość głośne, też lepiej było stworzyć takie miejsce za sadem, niż tuż pod oknami.
– Co do oglądania mebli, może powinieneś po prostu zrobić katalog? Fotografuj te projekty, które skończysz i zbierz zdjęcia. Mam aparat, mogę ci go pożyczyć. Albo zrób miniaturowe modele? – zaproponowała, chociaż nie była pewna, na ile to możliwe, bo o stolarstwie wiedziała tyle, co nic. – Swoją drogą, może też będę miała dla ciebie drobne zlecenie. Chociaż nie na meble.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.