04.04.2024, 15:45 ✶
Parsknął lekko, powstrzymując śmiech. Ale nie chciał wcale go wyśmiać - bawiło go to, bo najzwyczajniej w świecie nie rozumiał, co takiego w tych włosach było, aby przywoływać je któryś raz z rzędu. Ale nie musiał tego rozumieć, prawda? Nie musiał znać odpowiedzi na żadne z pytań, jakie zadawał sobie w głowie, nie musiał potrafić rozwiązywać problemów, jakie nawarstwiały się w bałaganie żyjącym w głowie Flynna. Co z tego, że wisiała nad nimi jakaś ciemność, co z tego, że się jej nałykali tyle przez te wszystkie lata i byli jej pełni, co z tego, że mogło wisieć nad nimi jakieś fatum? Zawsze to w nim widział, a świadomość tego, jak bezbarwne były jego oczy, chyba jeszcze bardziej pokreśliła tę myśl o noszeniu w sobie czerni tak gęstej, tak nieprzeniknionej, jakiej bał się mugolski Bóg i postanowił stworzyć świat. Dobrze dobrano mu imiona, jakimi się posługiwał - był dla Flynna namacalnym dowodem tego, że może jednak się czasami mylił, a jakieś wyższe byty istniały, rozrzucały tu po sobie jakieś ślady - nosił też imię mordercy, który tego mordu dokonał z drzemiącego w nim gniewu. I też posiadał w sobie ten gniew. Nie znał go poza światem, jaki sobie zbudowali wspólnie z boku, z dala od wszystkiego, ale zastanawiał się, czy inni też to widzieli. Tę pasję, to... to coś, co w nim tkwiło. Z jakiegoś powodu nie chciał, żeby tak było. Bo to w jego głowie kiedy zadawało się pytanie, czy kiedy zacznę płakać, to wszedłbyś głębiej we mnie, czy jesteś normalny, wybrzmiewała powtarzana w kółko nerwowa mantra - proszę nie bądź normalny, proszę nie bądź normalny. Jebać normalność. Normalność go zabijała. Jeżeli nie masz na moim punkcie obsesji, jeżeli ze wściekłości nie cieknie ci ślina, to skąd mam kurwa wiedzieć, że to jest rzeczywiste? Normalni ludzie byli nudni. Ta nuda miała swoje zalety, ale nie nienawidził społeczeństwa bez powodu. Normalni ludzie powiedzieliby, że skoro rozkładał przed kimś nogi i pozwalał mu brać się w taki sposób, to musiał być z natury słaby, mówili to samo o kobietach. Ale w tym nie było żadnej słabości - w tym była zachłanność - wcale go nie zachęcał i nie prowokował do tych wybuchów przez pragnienie bycia uległym. To nie on był brany - to on brał. Jego, w całości. Brał go, chciał ukraść tę jego część innym, był kurwa jego, był dosłownie w środku niego. Pozwalał mu gryźć się w ramię, drapać się po plecach, przeplatać swoje imię rzędami okropnych wulgaryzmów, kiedy to wszystko stawało się zbyt szybkim, czyli dokładnie takim, jakim Flynn po nim oczekiwał.
- Jesteś tak cholernie idealny - wyszeptał mu do ucha z ledwością, przez przyspieszony oddech, jeszcze zanim rozstali się przy tej komodzie, a Bletchley znowu się wyłączył.
Czy to źle o nim świadczyło, że chciał go mieć i kochał go mieć, ale bardzo bał się posiadania takiej władzy nad czyimś życiem? Uciekanie było łatwiejsze, niż dbanie o coś. Niż godzenie się na to, że wspólne życie wiązało się z poświęceniem i z ryzykiem. To było coś do przemyślenia, zanim uczyniło się chodzącym zaproszeniem, otwartymi drzwiami, tylko z Flynnem był taki jeden, malutki problem - nawet kiedy wiedział, że robił coś złego, wcale nie zamierzał przestawać. Zamiast tego napinał się, podobnie jak teraz, kiedy został tu sam z szumem w uszach i brzęczeniem tej cholernej lodówki, a potem krzyczał „powiedz mi coś, czego jeszcze kurwa nie wiedziałem”, przemyślał to wszystko już milion razy, „wszyscy wiedzą, że jestem pierdolnięty, mam na to recepty, to nie jest warte twojego czasu”. No i nie było, ale nawet odpychając od siebie ludzi, nie potrafił funkcjonować sam. Irytująca, bolesna sprzeczność.
Słyszał to brzęczenie nawet po włączeniu telewizora. Leżał na tej sofce, pomiędzy jego nogami, wciąż lekko wilgotny od wody, którą wymył się przed założeniem na siebie spodni. Przykryty kocykiem, próbował wsłuchiwać się w bicie jego serca lub w to, co mówił komentator powtórkowej transmisji zawodów sportowych, będących ostatnim występem gimnastyków przed igrzyskami olimpijskimi w Monachium. Najwyraźniej go interesowały, bo wspomniał coś o nich kilka razy, gdzieś pomiędzy sięgnięciem po kolejną pistację z garnka leżącego na stole. Ta lodówka naprawdę była tak głośna, czy znów sobie coś ubzdurał? Przygryzł wargę, starając się skupić na czymkolwiek innym. Zadarł głowę do góry, żeby spojrzeć na twarz Caina.
- Idziemy do łóżka?
- Jesteś tak cholernie idealny - wyszeptał mu do ucha z ledwością, przez przyspieszony oddech, jeszcze zanim rozstali się przy tej komodzie, a Bletchley znowu się wyłączył.
Czy to źle o nim świadczyło, że chciał go mieć i kochał go mieć, ale bardzo bał się posiadania takiej władzy nad czyimś życiem? Uciekanie było łatwiejsze, niż dbanie o coś. Niż godzenie się na to, że wspólne życie wiązało się z poświęceniem i z ryzykiem. To było coś do przemyślenia, zanim uczyniło się chodzącym zaproszeniem, otwartymi drzwiami, tylko z Flynnem był taki jeden, malutki problem - nawet kiedy wiedział, że robił coś złego, wcale nie zamierzał przestawać. Zamiast tego napinał się, podobnie jak teraz, kiedy został tu sam z szumem w uszach i brzęczeniem tej cholernej lodówki, a potem krzyczał „powiedz mi coś, czego jeszcze kurwa nie wiedziałem”, przemyślał to wszystko już milion razy, „wszyscy wiedzą, że jestem pierdolnięty, mam na to recepty, to nie jest warte twojego czasu”. No i nie było, ale nawet odpychając od siebie ludzi, nie potrafił funkcjonować sam. Irytująca, bolesna sprzeczność.
Słyszał to brzęczenie nawet po włączeniu telewizora. Leżał na tej sofce, pomiędzy jego nogami, wciąż lekko wilgotny od wody, którą wymył się przed założeniem na siebie spodni. Przykryty kocykiem, próbował wsłuchiwać się w bicie jego serca lub w to, co mówił komentator powtórkowej transmisji zawodów sportowych, będących ostatnim występem gimnastyków przed igrzyskami olimpijskimi w Monachium. Najwyraźniej go interesowały, bo wspomniał coś o nich kilka razy, gdzieś pomiędzy sięgnięciem po kolejną pistację z garnka leżącego na stole. Ta lodówka naprawdę była tak głośna, czy znów sobie coś ubzdurał? Przygryzł wargę, starając się skupić na czymkolwiek innym. Zadarł głowę do góry, żeby spojrzeć na twarz Caina.
- Idziemy do łóżka?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.