04.04.2024, 15:46 ✶
- Owszem, robię to, czego chciałam - przytaknęła Brenna. To, czego chciała i parę rzeczy, których robić wcale nie planowała i nie pragnęła, ale życie czasem biegło w nieprzewidzianym kierunku. Widmowidzenie pchało jej karierę zawodową w konkretną stronę, a wybuch wojny wiele zmienił. - To mój sekret. Mam pieniądze do wydawania na absolutne głupoty właśnie dzięki temu, że oszczędzam na tytoniu - oświadczyła, wędrując za Bagshotem w stronę lokalu. Za progiem rozejrzała się, ale raczej sprawdzając, kto siedzi już w środku niż by zobaczyć, jak wygląda wnętrze. Brenna wprawdzie bardzo rzadko włóczyła się po barach, ale przez lata pracy w Londynie i regularnego odwiedzania angielskiej stolicy w celach towarzyskich czy turystycznych poznała większość tego typu miejscówek w magicznym Londynie. Usiadła przy stoliku, na którym Bagshot rozłożył swoje rzeczy - Prorok Codzienny, wiele numerów, Isaac albo coś analizował, albo próbował zorientować się, co działo się w kraju - i ostrożnie położyła na blacie bukiet kwiatów.
- Woda wystarczy - powiedziała. Nigdy nie piła dużo (na faktyczne upicie się pozwoliła sobie raz w życiu i ta historia dalej trochę ją bawiła, trochę przerażała), a od dobrych dwóch lat robiła to tylko przy oficjalnych okazjach, kiedy absolutnie nie wypadało po prostu nie wznieść toastu.
Niezbyt zdziwiło ją, że Bagshot zdołał spotkać już jednego z jej krewnych. Czarodziejki świat ostatecznie nie był bardzo wielki, a Morpheus pracował w Ministerstwie Magii. Spojrzenie Brenny odruchowo na moment powędrowało ku kwiatom, przeznaczonym właśnie dla wuja, ale nie zamierzała informować Isaaca, że właśnie on trafił do kliniki. Morpheus mógł nie życzyć sobie, aby cały świat wiedział, co go spotkało.
- Myślę, że jeśli kogoś z naszej rodziny można uznać za ciekawego czy nawet fascynującego, to właśnie jego - przyznała Brenna. Morpheusa otaczała pewna tajemnica, był poza tym człowiekiem charyzmatycznym i jeżeli ktoś z nich wszystkich miał aurę niezwykłości, to tym kimś był właśnie najmłodszy z synów Godryka.
Nie przestała się uśmiechać, gdy Bagshot wspomniał, że jest zdruzgotany tym, co się ostatnio działo. I ton kobiety też pozostał lekki, kiedy mu odpowiedziała.
- Rzeczywiście, Beltane było katastrofą, którą ciężko było przewidzieć, nawet wiedząc, ile osób zostało zamordowane w ostatnich latach w imię Voldemorta.
- Woda wystarczy - powiedziała. Nigdy nie piła dużo (na faktyczne upicie się pozwoliła sobie raz w życiu i ta historia dalej trochę ją bawiła, trochę przerażała), a od dobrych dwóch lat robiła to tylko przy oficjalnych okazjach, kiedy absolutnie nie wypadało po prostu nie wznieść toastu.
Niezbyt zdziwiło ją, że Bagshot zdołał spotkać już jednego z jej krewnych. Czarodziejki świat ostatecznie nie był bardzo wielki, a Morpheus pracował w Ministerstwie Magii. Spojrzenie Brenny odruchowo na moment powędrowało ku kwiatom, przeznaczonym właśnie dla wuja, ale nie zamierzała informować Isaaca, że właśnie on trafił do kliniki. Morpheus mógł nie życzyć sobie, aby cały świat wiedział, co go spotkało.
- Myślę, że jeśli kogoś z naszej rodziny można uznać za ciekawego czy nawet fascynującego, to właśnie jego - przyznała Brenna. Morpheusa otaczała pewna tajemnica, był poza tym człowiekiem charyzmatycznym i jeżeli ktoś z nich wszystkich miał aurę niezwykłości, to tym kimś był właśnie najmłodszy z synów Godryka.
Nie przestała się uśmiechać, gdy Bagshot wspomniał, że jest zdruzgotany tym, co się ostatnio działo. I ton kobiety też pozostał lekki, kiedy mu odpowiedziała.
- Rzeczywiście, Beltane było katastrofą, którą ciężko było przewidzieć, nawet wiedząc, ile osób zostało zamordowane w ostatnich latach w imię Voldemorta.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.