Suzie ułożyła się wygodnie na ziemi, chyląc łeb pod rękę, która nieprzerwanie ją pieściła, toteż Nikolai również przykucnął. I również dlatego, że od stania ze zgiętymi nogami zaczynały boleć go kolana. W jednej dłoni trzymał linę, drugą przesuwał po boku szyi Suzie i drapał ją pod dziobem, wciąż mówiąc do niej półszeptem. Czy powinien się pośpieszyć? Czy naglił go czas? Nie myślał o tym w tej chwili, gdy młoda samiczka otwierała się przed nim ze swoją niewinnością i Nikolai chciał wykorzystać ten stan, by pogłębić jej zaufanie. Mogła mu zaufać, gdy była daleko od domu. Mogła mu zaufać, gdy nie było z nimi Vladimira ani przywódcy stada. Mogła mu zaufać, że gdy się zagubi, on będzie jej szukał, by sprowadzić bezpiecznie do domu.
Nikolai odwrócił się, słysząc melodię i pytania, kierowane do hipogryfa przez Samuela, zachowującego dystans. Zaśmiał się.
-Co powiesz, malutka? - również zagadnął. -Kto jest lepszy?
Suzie potrząsnęła łbem i znów trąciła dłoń Nikolaia. Na dłuższą chwilę skierowała swoje spojrzenie w stronę Samuela i pochyliła ku niemu głowę.
Jego obraz zachował się w jej pamięci, gdy ratował ją przed laty, choć z pewnością zmienił się od tamtego czasu. Rozłożyła nawet na chwilę swoje skrzydła, jakby chciała pokazać, że po dawnych urazach nie ostał się nawet ślad.
Kropla krwi wypłynęła powoli spod materiału, na którym również zaczęły przebijać się czerwone plamy. Nikolai skrzywił się, zdjął ręce z szyi i głowy Suzie i wyciągnął różdżkę, by odświeżyć prowizoryczny opatrunek. W domu powinien owinąć rany bandażem. Teraz nie było to tak ważne. Teraz ważniejsza była Suzie.
-Co to była za melodia? - spytał, patrząc na Samuela.
Z oczywistych względów nie kojarzył jej, ale brzmiała ciekawie, więc ciekawość wzbudziła.