— Oczywiście — pokiwała głową. — Nie należy zmarnować tego błogosławieństwa plonów. Trzeba wypełnić całkowicie spiżarnię.
Dla Ralitsy to nie tylko oszczędność, ale też wzbogacenie się o ważne obiekty. Ludzie łatwiej przyjmowali w prezencie przetwory niż pieniądze, czy inne jedzenie i w ten sposób, kobieta mogła wspomagać najuboższych, których honor powstrzymywał przed zbieraniem jałmużny. Dodatkowo, w ten sposób mogła odwdzięczać się za drobną pomoc, jaką sama czasem dostawała.
— [b]To dobry wybór, dawno tego nie robiłam.
Kobieta zaczęła się zastanawiać, jakiego mięsa użyć, podczas spoglądania na warzywa.
— Pomidory jeszcze mam, ale trzeba znaleźć jakiegoś dorodnego bakłażana.
Warzywo to nie było aż tak popularne w Wielkiej Brytanii, ale wciąż wchodziło w skład asortymentu większych straganów. Wybór dania znów nawrócił myśli Ralitsy na ser. Potrzebowała do sosu takiego, który idealnie nadawałby się do sosu beszamelowego.
Uśmiechnęła się widząc kwiaty. Były przeurocze. Podziękowała córce i ułożyła je w koszyku na kupionych przed chwilą pomidorach. Można uznać bukiet za zbędny wydatek, ale jakże kwiaty odmieniały wygląd wnętrza. Poza tym, w tym sezonie kosztowały nie więcej niż ziemniaki.
Pokiwała głową widząc cenę wiśni. Zastanowiła się chwilę, po czym zwróciła do córki.
— Wiesz co, weźmy nawet pięć kilo. Akurat teraz będę mieć trochę wolnego czasu w nadchodzących tygodniach, to przyrządzę przetwory.
Trochę nagięła rzeczywistość tym stwierdzeniem, ale nie pierwszy i nie ostatni raz zaplanowała sobie wydłużyć dobę. Najbardziej czasochłonne było wyjęcie pestek, ale i na tą drobnostkę czarodzieje operowali odpowiednimi zaklęciami. Istniały automagiczne pestkownice, ale to już poza zasięgiem finansowym pani Zamfir. Poza tym, aż tak często by jej nie używała, więc szkoda fatygi.