Byłam zajęta czymś innym, gdy Samuel żegnał się z Lysandrem, jak gdyby ten wyruszał na daleką wyprawę w nieznane. I bardzo dobrze, bo kolejnej dozy konfuzji bym nie wytrzymała. Wystarczył ten chłopak, który nie potrafił mi odpowiedzieć na niezadane pytanie dotyczące powodu jego przebywania tutaj. A może chociaż podałby swoje imię? Ale i tego nie otrzymałam.
Samuelowi odpowiedział, ale była to najmniej lubiany typ odpowiedzi na pytanie "A czy B". Cóż za niezręczność. Najlepiej będzie, jak zajmę się czymś i zostawię tą dwójkę z problemem.
— Zacznę obierać... — rzuciłam i szybkim krokiem znalazłam się przy przygotowanych już skrzyniach z jabłkami. Pogoda dzisiaj była taka sobie, dlatego organizowaliśmy się w środku. Zasiadłam na małym stołeczku i zaczęłam obierać jabłka. Obierki w jednym kawałku wpadały do blaszanej miski ustawionej pomiędzy moimi stopami. Mimowolnie pomyślałam o wróżeniu z nich, ale to chyba nie miało sensu dzisiaj. Ciekawe, czy pan Longbottom zna inne metody wróżenia z jabłek. Westchnęłam cichutko. Od kilku dni czytałam podręcznik do wróżbiarstwa, ale nie było to aż tak fascynujące jak słuchanie prawdziwego znawcy na żywo. Może prowadził gdzieś jakieś okazyjne seminaria? Muszę chyba częściej zaglądać do Proroka. Tam powinni pisać o takich wydarzeniach.
Obierka za obierką, wszystkie długie jak moje włosy. Byłam mistrzem obierania, jak każdy, kto spędził tyle czasu co ja na tej czynności. Zastanawiałam się już, co z nich potem zrobię. Część można zasuszyć na przekąski, część zjeść jeszcze w trakcie pracy... a część pewnie i tak rzuci się zwierzętom, bo zbrzydnie nam ich widok w którymś momencie.