04.04.2024, 19:18 ✶
- Tak, jest okej - odpowiedziała, odruchowo unosząc dłoń do ust. Dobrze że jednak Brenna była w pogotowiu, bo zamiast użyć rękawa, Quirke mogła użyć chusteczki. Przyjęła ją z wdzięcznością, bo zawsze miło było nie brudzić sobie ubrań. Szary, gryzący dym pozwolił Olivii szybko pozbyć się nieprzyjemnego posmaku w ustach. Nie żeby kobieta paliła smakowy tytoń, ale po prostu papierosy skutecznie zabijały niemal każdy smak. I zapach, na szczęście. Woń fajek była tak intensywna, że wżerała się w ubrania i włosy, a także w palce. I niektórym to przeszkadzało, oczywiście (jej także zaczynało, nie żeby nie!), ale w takich momentach chyba każdy wolał woń petów niż rzygów. - Coś w tym jest. Ciekawe, czy mają tu pub.
Przyznała koleżance rację, rozglądając się z ciekawością. Na pewno coś było, w niemal każdej wiosce, nawet takiej zabitej dechami, była jakaś speluna. Mniejsza lub większa. A czasem nawet dwie, które z pozoru ze sobą konkurowały, a w praktyce po prostu wzajemnie naganiali sobie klientów rzekomymi kłótniami i rywalizacją. Ruszyła za Brenną ostrożnie, pomna tego, że przed chwilą jeszcze wymiotowała. Kolory co prawda powoli wracały na jej twarz, ale wolała nie puszczać się biegiem tak dla bezpieczeństwa.
- Nie, o kupca chyba nie ma sensu. Minęło strasznie dużo lat, na pewno go nie pamiętają. Może byłby w rejestrach... Mamy nazwisko, czy tylko imię? - zerknęła na Brennę, bo to przecież ona była mózgiem tej operacji. Olivia się po prostu wtryniła na trzeciego. Wydawało jej się, że miały tylko imię, ale mogło jej coś umknąć. - Ale w muzeum powinni coś wiedzieć. Z tego co się orientuję, to w takich miejscach są bardzo skrupulatni i ZAWSZE mają archiwum.
Aż ją ciarki po plecach przeszły. Nie uśmiechało jej się wertować papierzysk w archiwum, szczególnie jeśli szukały zlecenia sprzed całego wieku, ale to była chyba jedyna najsensowniejsza opcja. To no i oczywiście poproszenie o to pracownika, który na pewno bardziej się orientował w ewentualnych zleceniach muzeum.
Zeszły po niewielkim pagórku już bez większych problemów. Miasteczko przywitało ich dość... Chłodno - i nie chodziło bynajmniej o pogodę, bo ta była naprawdę cudowna. Po prostu obie kobiety miały dziwne wrażenie, że czują na sobie nieprzychylny, acz odrobinę ciekawski wzrok. Na samym początku ludzie jednak ustępowali im z drogi. Dzieci odwracały się i zmieniały kierunek biegu, oglądając się na nieznajome z podekscytowaniem. Szeptały coś i chichotały, jakby knuły naprawdę skomplikowaną intrygę.
- Rozumiesz coś z tego? - zapytała Olivia, gdy stanęły przed tabliczką z narysowaną strzałką. Tu już było więcej osób, które zachowywały się normalnie - to znaczy nie uciekały przed nimi. Ale wciąż miały wrażenie, że dla mieszkańców są dwiema chodzącymi sakiewkami złota. Kobieta, która stała obok tabliczki i pompowała wodę z miejskiej pompy, wlepiła w nie ciekawskie spojrzenie. A potem sięgnęła pod nieco ubrudzony fartuszek.
- Panie przyjezdne, panie pewnie do muzeum? Chcą panie też może zwiedzić folwark? Dzisiaj niższa cena, nie ma kolejek - wyciągnęła dwa kolorowe kartoniki. Zamachała nimi mniej więcej na wysokości oczu Brenny. - Jak kupicie wstęp, to do muzeum jest za darmo. Opłaca się!
Przyznała koleżance rację, rozglądając się z ciekawością. Na pewno coś było, w niemal każdej wiosce, nawet takiej zabitej dechami, była jakaś speluna. Mniejsza lub większa. A czasem nawet dwie, które z pozoru ze sobą konkurowały, a w praktyce po prostu wzajemnie naganiali sobie klientów rzekomymi kłótniami i rywalizacją. Ruszyła za Brenną ostrożnie, pomna tego, że przed chwilą jeszcze wymiotowała. Kolory co prawda powoli wracały na jej twarz, ale wolała nie puszczać się biegiem tak dla bezpieczeństwa.
- Nie, o kupca chyba nie ma sensu. Minęło strasznie dużo lat, na pewno go nie pamiętają. Może byłby w rejestrach... Mamy nazwisko, czy tylko imię? - zerknęła na Brennę, bo to przecież ona była mózgiem tej operacji. Olivia się po prostu wtryniła na trzeciego. Wydawało jej się, że miały tylko imię, ale mogło jej coś umknąć. - Ale w muzeum powinni coś wiedzieć. Z tego co się orientuję, to w takich miejscach są bardzo skrupulatni i ZAWSZE mają archiwum.
Aż ją ciarki po plecach przeszły. Nie uśmiechało jej się wertować papierzysk w archiwum, szczególnie jeśli szukały zlecenia sprzed całego wieku, ale to była chyba jedyna najsensowniejsza opcja. To no i oczywiście poproszenie o to pracownika, który na pewno bardziej się orientował w ewentualnych zleceniach muzeum.
Zeszły po niewielkim pagórku już bez większych problemów. Miasteczko przywitało ich dość... Chłodno - i nie chodziło bynajmniej o pogodę, bo ta była naprawdę cudowna. Po prostu obie kobiety miały dziwne wrażenie, że czują na sobie nieprzychylny, acz odrobinę ciekawski wzrok. Na samym początku ludzie jednak ustępowali im z drogi. Dzieci odwracały się i zmieniały kierunek biegu, oglądając się na nieznajome z podekscytowaniem. Szeptały coś i chichotały, jakby knuły naprawdę skomplikowaną intrygę.
- Rozumiesz coś z tego? - zapytała Olivia, gdy stanęły przed tabliczką z narysowaną strzałką. Tu już było więcej osób, które zachowywały się normalnie - to znaczy nie uciekały przed nimi. Ale wciąż miały wrażenie, że dla mieszkańców są dwiema chodzącymi sakiewkami złota. Kobieta, która stała obok tabliczki i pompowała wodę z miejskiej pompy, wlepiła w nie ciekawskie spojrzenie. A potem sięgnęła pod nieco ubrudzony fartuszek.
- Panie przyjezdne, panie pewnie do muzeum? Chcą panie też może zwiedzić folwark? Dzisiaj niższa cena, nie ma kolejek - wyciągnęła dwa kolorowe kartoniki. Zamachała nimi mniej więcej na wysokości oczu Brenny. - Jak kupicie wstęp, to do muzeum jest za darmo. Opłaca się!