-Myślę, że nawet gdybyś miał na swoim sumieniu wilcze szczenięta to nie byłbyś w stanie podpaść komukolwiek. Nadal brylujesz na salonach, widziałam Cię ostatnio w gazecie, jak zawsze jesteś gwiazdą, miałeś coś w sobie już w czasach szkolnych.- Najwyraźniej niektórzy po prostu byli do tego stworzeni. Tłum ich kochał, Gerry już w szkole zauważała, że Erik ma ogromne grono fanek. Najwyraźniej nadal go uwielbiały, bo podczas balu, na którym pojawiła się z Gio, osoba Longbottoma na licytacji cieszyła się ogromnym zainteresowaniem. Nie zamierzała jednak póki co o tym wspominać.
To co wydarzyło się później... Zdecydowanie Yaxley wolałaby o tym zapomnieć. Nie miała zielonego pojęcia, co się wydarzyło, dlaczego tak się rozproszyła? Czy to przez myśl o Eriku na okładce gazety tak się zagapiła? Nie zamierzała na nic zwalać swojej niesubordynacji, nie ma co ukrywać, na moment straciła czujność, jak widać Longbottom to wykorzystał, ona pewnie zrobiłaby to samo.
Leżała sobie na tej pięknej, zielonej trawie, jej ciało zdrętwiało, gdy dostrzegła swojego towarzysza, który się do niej zbliżył. Na całe szczęście, szybko zakończył to perfekcyjnie rzucone zaklęcie. - Ileż można czekać, ziemia nie jest aż tak wygodna...- Rzekła kiedy zaczęła się podnosić, poradziła sobie sama, już wystarczająco jej duma ucierpiała podczas tego pojedynku, a przecież dopiero się zaczął. - Tylko byś spróbował komuś powiedzieć, znalazłabym Cię wtedy, w najmniej odpowiednim momencie... - Co, jak co, ale wolałaby, żeby nikt nie wiedział o jej kompromitacji, była w końcu potężnym łowcom potworów.
[a]Poczekała, aż Erik wróci na swoje miejsce, sama zaś się wyprostowała, różdżkę trzymała mocno w prawej ręce gotowa, aby wrócić do pojedynku. Kiedy Longbottom stanął na przeciwko niej machnęła różdżką. -Petrificus totalus. Dobrze by było, żeby chociaż raz go dzisiaj trafiła.Sukces!