Zaufanie w kręgach, w których człowiek się obracał niekoniecznie wierząc w to, że jutro przyniesie jakikolwiek ciąg dalszy znajomości, było niezwykle cennym towarem, jakim należało operować z ostrożnością. Szczególnie, kiedy było się osobą rozpoznawaną, gdy nie byłeś bylekim ginącym w tłumie, o którym nie napiszą żadnego złego artykułu następnego dnia od takiego spotkania. O to się akurat Laurent nie martwił - że Philip mógłby przeholować z tym luksusem, jakim zaufanie było, że mógłby powiedzieć o swoim prywatnym życiu parę słów za dużo. Tyle razy widział go świetnie bawiącego się w tłumie, a jego sekrety nadal pozostawały sekretami. Nadal potrafił chronić tożsamość swojej siostry, nadal starał się rozgrywać swoje życie prywatne na boku - nawet jeśli miał opinię kobieciarza. Cud, że Prorok Codzienny jeszcze nie pisał o tym, że coś ostatnimi czasu Nott przestał się pokazywać w towarzystwie dam... a może nie? Może nie przestał i nadal bawił się w najlepsze? Czyli tak jak sądził - nic się nie zmieniło i wszystko było na "normalnym" pułapie. Tylko gdzie była norma, kiedy próbowało się budować coś z całą pewnością nienormalnego?
- Dziękuję, Panie Nott, ale zostanę przy graniu. - Słychać było w jej głosie, że jest to odmowa zdecydowana co do tego, że ona sama śpiewać nie zamierza. - Proszę mnie zaprosić na latanie na miotle, wtedy chętnie rozważę propozycję. - Sięgnęła po swojego drinka i uniosła go, wyciągając jeden kącik ust w górę. Ciemnowłosa blondyna, o włosach w loki sięgających do brody, delikatnym makijażu podkreślającym jej wyrazistą urodę i drobną twarz, piwne oczy. Była urodziwa i na pewno niejeden mężczyzna przyszedł do niej z równie zbereźną propozycją... bo tak, to ze śpiewaniem do duety zostało tutaj tak zinterpretowane. Przy czym niewiasta nie uniosła się dumą i urazą. Jedni by powiedzieli, że siebie nie szanuje, inni, że pewnie już pijana, a jeszcze inni - że ma dystans. Nie było to eleganckie w żadnym stopniu, ale przy takich mniejszych spotkaniach, nawet gdy o zaufaniu nie było mowy, to była mowa o pewnej dozie prywatności, która na to pozwalała. Na rozluźnienie nawyków i grzeczności.
- Nie potrzeba talentu, by malować, nie potrzeba go też, żeby śpiewać. - William oparł dłoń na ramieniu Amy, ale zaraz jego palce się z jej ciała ześlizgnęły. I nie, ten ruch nie miał w sobie nadmiernej poufałości, był koleżeński i znów - na trzeźwo i w towarzystwie większym niż to być może się by na niego nie zdecydował, ale teraz wszystko rozpływało się na miększych poduszkach dobrej zabawy przy odrobinie procentów.
- Nie znaczy to, że trzeba od razu sprawdzać się w takim towarzystwie. - Żeby reszta nie pomyślała, że mówi tylko o ich trójce, Laurent gestem dłoni wskazał pozostałe osoby, które chodziły po sali, siedziały przy stolikach, czy raczyły się alkoholem przy barze. - Ja się pokuszę o próbę. Amy mi zagra. - To już powiedział wprost do Philipa, bo mimo żartu, jaki został tutaj wzięty na tapetę przez niejednoznaczność słów Philipa, to domyślił się, co blondyn chciał mu przekazać. Co chciał zasugerować.
- Tyle alkoholu się tu przelewa... zdrowie, drodzy panowie. - Amy uniosła znów szklankę, żeby stuknąć się ze wszystkimi. - Już się zaczynam topić w kolejnej szklance ginu... I co? I mówimy o muzyce! Muzyka nawet przy tonięciu. Teraz widzę, że to pierwsza klasa. - Odstawiła nieco za mocno szklankę na fortepian. - Chyba już załapałam, jeśli chciałbyś śpiewać.
- Teraz się zastanawiam, czy się nie wycofać... - Mruknął trochę niepewnie, bo dokładnie w tej chwili, kiedy właściwie można było... to dopadła go trema. Stres. W końcu: co jak nie wyjdzie..? William pojawił się przy nim i objął go ramieniem, przysuwając do siebie.
- Laurent... jesteś doskonały taki, jaki jesteś. Pokaż to światu. Jak piękny masz głos. - Powiedział ciepło, tak i ciepło się do Laurenta uśmiechając, który dał się oczarować tym ciemnym, brązowym oczom... i trochę śmielej się uśmiechnął, odsuwając delikatnie od Williama. Zerknął na Philipa, nie chcąc prowokować tutaj jakiejś dziwnej kłótni czy niesympatycznej sytuacji. Miał na to za dobry humor. I chyba Nott też. - Odwykłeś od przyjęć? - Te słowa już William skierował do samego Philippa.