05.04.2024, 03:00 ✶
Dora pociągnęła rękę w swoją stronę, ale nie można było powiedzieć, że był to ruch gwałtowny. Tkwiła w nim pewna delikatność, jakby pomimo jej porad do samego mężczyzny, sama nie chciała tak zwyczajnie wyrwać się z objęć rośliny, która tylko delikatną witką objęła jej dłoń. Trzymała ją jednak mocno i zdecydowanie, oplatając nadgarstek niczym wąż i zaciskając swoje drobną strukturę, jakby nawet najmniejszy jej fragment posiadał taką samą zaciętość, z którym teraz zmagał się ogrodnik.
Crawlej zacisnęła usta, spoglądając na zieleniejące się listki i witkę niemal z naganą, jak patrzyła matka która traciła cierpliwość do wyjątkowo niesfornego dziecka, a potem szarpnęła mocniej i o wiele pewniej, jednoznacznie wyrywając się z uścisku natrętnej latorośli.
Nie miała problemu, żeby przyznać się przed samą sobą, że się bała. Ziemia drżała, pobudzając rośliny do działania, a na jej słowa mężczyzna może i złapał różdżkę, ale zamiast zwyczajnie rzucić proste zaklęcie, przemienił się, przybierając formę niedźwiedzia w całej swojej krasie. A Dorze na ten widok na moment zaparło dech w piersiach, bo powiedzieć że był to widok, którego nie można było się spodziewać z rana w jej ogródku, było małym niedopowiedzeniem. Nie była pewna czy widziała takie rzeczy nawet w swoich snach, nawet jeśli nie była pewna czy skategoryzowałaby je jako najgorsze, ale ciążący jej teraz niepokój był gęsty i oblepiał jej ruchy, sprawiając że potrzebowała chwili.
Nabrała powietrza w płuca, nieco chyba rozpaczliwie, jakby ostatkiem sił zbierając się w sobie i wyrywając z chwilowego zawieszenia, kiedy niedźwiedź siepał zagonek na prawo i lewo. Miał prawo się bronić, ale jakaś część dziewczyny, która właśnie obserwowała jak jej część tych grządek zagniata, buntowała się w środku.
Podniosła się na równe nogi, patrząc jak rośliny powoli poddają się pazurom i ciężkiemu ciału, które jeszcze chwilę tak chętnie oplątywały, gotowe usidlić na go długo, o ile nie na zawsze. A potem znowu machnęła dłonią, splatając proste zaklęcie, które miało Samuela z tego ogródka wyrzucić. Odepchnąć, skoro już nic nie było w stanie utrzymać go w miejscu i jedyne co aktualnie robił, to siał zniszczenie.
- Przestań, proszę! - krzyknęła, wyraźnie przejęta i nawet mimo tego, że była oburzona tym, że niszczył jej pracę, go w głosie pobrzmiewało zmartwienie, które też rysowało się na twarzy.
wysadzam misia z kapci, znaczy z grządek
Crawlej zacisnęła usta, spoglądając na zieleniejące się listki i witkę niemal z naganą, jak patrzyła matka która traciła cierpliwość do wyjątkowo niesfornego dziecka, a potem szarpnęła mocniej i o wiele pewniej, jednoznacznie wyrywając się z uścisku natrętnej latorośli.
Nie miała problemu, żeby przyznać się przed samą sobą, że się bała. Ziemia drżała, pobudzając rośliny do działania, a na jej słowa mężczyzna może i złapał różdżkę, ale zamiast zwyczajnie rzucić proste zaklęcie, przemienił się, przybierając formę niedźwiedzia w całej swojej krasie. A Dorze na ten widok na moment zaparło dech w piersiach, bo powiedzieć że był to widok, którego nie można było się spodziewać z rana w jej ogródku, było małym niedopowiedzeniem. Nie była pewna czy widziała takie rzeczy nawet w swoich snach, nawet jeśli nie była pewna czy skategoryzowałaby je jako najgorsze, ale ciążący jej teraz niepokój był gęsty i oblepiał jej ruchy, sprawiając że potrzebowała chwili.
Nabrała powietrza w płuca, nieco chyba rozpaczliwie, jakby ostatkiem sił zbierając się w sobie i wyrywając z chwilowego zawieszenia, kiedy niedźwiedź siepał zagonek na prawo i lewo. Miał prawo się bronić, ale jakaś część dziewczyny, która właśnie obserwowała jak jej część tych grządek zagniata, buntowała się w środku.
Podniosła się na równe nogi, patrząc jak rośliny powoli poddają się pazurom i ciężkiemu ciału, które jeszcze chwilę tak chętnie oplątywały, gotowe usidlić na go długo, o ile nie na zawsze. A potem znowu machnęła dłonią, splatając proste zaklęcie, które miało Samuela z tego ogródka wyrzucić. Odepchnąć, skoro już nic nie było w stanie utrzymać go w miejscu i jedyne co aktualnie robił, to siał zniszczenie.
- Przestań, proszę! - krzyknęła, wyraźnie przejęta i nawet mimo tego, że była oburzona tym, że niszczył jej pracę, go w głosie pobrzmiewało zmartwienie, które też rysowało się na twarzy.
wysadzam misia z kapci, znaczy z grządek
Rzut O 1d100 - 87
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 8
Akcja nieudana
Akcja nieudana
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.