Próg apartamentu przestępuje pewnym i zdecydowanym krokiem, rozglądając się po ascetycznej przestrzeni. Musi przyznać, że ta absolutnie nie trafia w jej gusta, nie mając nic ze zdobiennictwa, miłej dla oka kolorystyki, czy jakiejkolwiek, gościnnej miękkości. Jest jednak gotowa, aby skomplementować pokój, mając już na końcu języka kilka zawoalowanych w komplementy słów, po których tylko wytrawny rozmówca zorientowałby się, że w istocie za nim nie przepada. Anthonego jednak karmić tym nie zamierza, bo za dobrze zdaje sobie sprawę z tego, że jego wyczulone oko dostrzega na tym obrazku liczne skazy. Już ma zapytać o to, dlaczego ten pokój w ogóle jest w użyciu, kiedy twarz zastanego mężczyzny rozświetla się w promiennym uśmiechu, o jaki go w życiu nie podejrzewała.
- Miałabym odmówić sobie przyjemności spotkania z tobą? - pyta retorycznie, również przywdziewając serdeczny uśmiech, nieznacznie spinając się, gdy czarodziej bierze ją w objęcia. Zachowania szwagra jest zastanawiające, w niczym niepokrywające z oczekiwaniami, jakie wobec niego ma Violet. W przeszłości, szczególnie w latach, gdy dopiero co opuściła Anglię, młody Shafiq nie pałał do niej sympatią, wcale tego nie ukrywając. Mimo to nie wahała się, gdy przysłał zaproszenie, gdyż związani w jedną rodzinę, powinni się wspierać, nawet jeśli zachowują wobec siebie względny dystans.
Pozwala poprowadzić się długimi korytarzami do drugiej części apartamentu i tu wreszcie oddycha z ulgą, widząc, że mimo wszystko Anthony nie został pozbawiony resztek zdrowego rozsądku, jak i własnej osobowości.
- Może zamiast okularów, potrzebujesz kogoś, kto mógłby ci je czytać? - podsuwa z delikatnym, uśmiechem, bo szwagier wdowcem jest od kilku już dobrych lat. Jest nadal w świetnym stanie, przystojny, dobrze sytuowany - a mimo to wywołuje w Violet pewien dystans, którego na pierwszy rzut oka nie potrafi zinterpretować.
Zajmuje miejsce we wskazanym sobie fotelu. Długa, przyzwoicie sięgająca połowy długości łydki spódnica w kolorze głębokiej czerni podsuwa się nieznacznie ku górze pod napięciem materiału. Kobieca bluzka w tej samej barwie zapinana jest rzędem zdobionych złotem guzików, a wycięty łagodnym łukiem dekolt odsłania wyłącznie szyję i zawiązany nań naszyjnik z kamieniem. Złote włosy zostały upięte w prostą, acz elegancką fryzurę, podkreślającą drobne kolczyki, jak i błyszczącą czerń oczu kobiety. Minęły już czasy, kiedy wstydziła się ich barwy, jakże wymownie wskazującej na targającą nią chorobę. Wprawdzie zapewne mało kto wiedział o jej objawach, w ogóle sobie tego faktu z chorobą nie kojarząc, jednak dla młodej panny Mulciber był to niegdyś powód do wstydu.
- Miło było przypomnieć sobie, jak wygląda tutejsza placówka banku, jednak to nie w tych przesyconych złotym blichtrem salach przyszło mi pracować. - Zakłada jedną nogę na drugą, subtelnym gestem wygładzając materiał spódnicy. - Biura i pracownie są zdecydowanie mniej widowiskowe, ale za to świetnie wyposażone i zabezpieczone, co przydaje się w przypadku kontaktu z zaklętymi artefaktami. Na ten moment nie mam na co narzekać. - Do Gringotta nie trafiają dziesiątki osób dziennie, by zdeponować swój majątek. Przebywając w Anglii już któryś tydzień z kolei, miała okazję, by zidentyfikować kilka przedmiotów, obecnie pracując nad rozszyfrowaniem run na wygrzebanym na czyimś strychu zegarku. - Kusi mnie, by powrócić do nauki języka goblideguckiego, by uszczknąć nieco z ich sekretów. - Puszcza mu figlarne oczko; niech się zastanawia, na ile kobieta mówi szczerze, a ile z tego jest wyłącznie towarzyskim żartem. - A ty? Jak się miewasz w ostatnich dniach? Czy jako szef wydziału narzekasz na nadmiar pracy? - Spodziewa się, że tak; im wyższe stanowisko, tym większa odpowiedzialność. Jak bardzo Anthony zawierza swoim pracownikom, a ile, w swej panicznej manii panowania nad sytuacją, pragnie robić sam?