05.04.2024, 09:21 ✶
Hades McKinnon plątał się nieco w zeznaniach odnośnie swojej żony, ale takie rzeczy zdarzały się i mężczyznom zakochanym, i tym pijanym, Brenna więc postanowiła nie rozsądzać, czy Persefona jest istotką eteryczną, psychopatyczną morderczynią czy może psychopatyczną morderczynią o eterycznej aparycji.
- No cóż... nie przeszkadza mi, że ktoś nie je mięsa, póki nie oczekuje, że ja też z niego zrezygnuję - powiedziała Brenna, bo w gruncie rzeczy ona bardzo lubiła i zieleninę, i zwierzęta, ale po prostu jadła na tyle długo, że ciężko byłoby jej całkowicie z mięsa zrezygnować. Zwłaszcza gdy było tak smaczne, jak te klopsiki. – Żona chyba nie zabrania ci jeść mięsa? – spytała, nagle trochę wstrząśnięta takim pomysłem, bo patrząc pod tym, jak bardzo Hadesa zachwycały klopsiki, to gdyby mu to mięso zabrać z diety, stałby się zapewne bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
Zabrała się za serniczek, jakby wcale nie zjadła dopiero co kilku klopsików. Jej wnętrzności nie miały nic przeciwko mieszaniu obiadu z deserem, a Brenna, odkąd była jeszcze dzieckiem, lubiła powtarzać, że deser to w ogóle idzie prosto do serduszka, nie od żołądka.
- Czy ja wiem, czy mało? To chyba nie jest kluczowe w naszej edukacji? I zdaje mi się, że te bratnie dusze i tak dalej, to trochę co innego niż anam cara... Bo bratnia dusza może oznaczać kogoś, z kim doskonale się rozumiesz albo przeznaczonego kochanka, a to anam cara, to zdaje się, hm, taka od razu znajomość i absolutne zaufanie? Zażyła znajomość niekoniecznie oznacza, że komuś wszystko powiesz - powiedziała znad sernika. Tak naprawdę Brenny tego typu zagadnienia nigdy jakoś mocno nie interesowały: pod pewnymi względami, przynajmniej przez większość czasu, pozostawała osobą wręcz do bólu przyziemną. - Jedna kapłanka od Macmillanów tłumaczyła mi kiedyś, że dusze ciągle krążą... gdyby to była prawda, to anam cara byłby kimś znanym z poprzednich żyć? Chociaż… hm, nie, zaraz, wtedy byłby chyba bratnią duszą ze wszystkich żyć, bo właściwie ktoś znany z poprzedniego życia mógłby być twoim śmiertelnym wrogiem, prawda?
Brzmiało to bardziej jak dywagacja niż stwierdzenie faktu. Zwłaszcza że, po prawdzie, Brennę bardziej od potencjalnej odpowiedzi, w tej chwili zajmowało ją brownie, za które zabrała się po serniku. Chociaż już z mniejszym entuzjazmem i wolniej, bo nawet szybka przemiana materii Brenny miała jednak pewne granice i kobieta naprawdę zdążyła się najeść.
Acz trzeba przyznać, że zamyśliła się nieco, bo przyszło jej do głowy, że jak nic w poprzednim życiu znała Stanleya Borgina i prawdopodobnie byli śmiertelnymi wrogami. Ewentualnie bardzo nieudanym małżeństwem, i niechęć pozostała w niej także w tym życiu.
- No cóż... nie przeszkadza mi, że ktoś nie je mięsa, póki nie oczekuje, że ja też z niego zrezygnuję - powiedziała Brenna, bo w gruncie rzeczy ona bardzo lubiła i zieleninę, i zwierzęta, ale po prostu jadła na tyle długo, że ciężko byłoby jej całkowicie z mięsa zrezygnować. Zwłaszcza gdy było tak smaczne, jak te klopsiki. – Żona chyba nie zabrania ci jeść mięsa? – spytała, nagle trochę wstrząśnięta takim pomysłem, bo patrząc pod tym, jak bardzo Hadesa zachwycały klopsiki, to gdyby mu to mięso zabrać z diety, stałby się zapewne bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.
Zabrała się za serniczek, jakby wcale nie zjadła dopiero co kilku klopsików. Jej wnętrzności nie miały nic przeciwko mieszaniu obiadu z deserem, a Brenna, odkąd była jeszcze dzieckiem, lubiła powtarzać, że deser to w ogóle idzie prosto do serduszka, nie od żołądka.
- Czy ja wiem, czy mało? To chyba nie jest kluczowe w naszej edukacji? I zdaje mi się, że te bratnie dusze i tak dalej, to trochę co innego niż anam cara... Bo bratnia dusza może oznaczać kogoś, z kim doskonale się rozumiesz albo przeznaczonego kochanka, a to anam cara, to zdaje się, hm, taka od razu znajomość i absolutne zaufanie? Zażyła znajomość niekoniecznie oznacza, że komuś wszystko powiesz - powiedziała znad sernika. Tak naprawdę Brenny tego typu zagadnienia nigdy jakoś mocno nie interesowały: pod pewnymi względami, przynajmniej przez większość czasu, pozostawała osobą wręcz do bólu przyziemną. - Jedna kapłanka od Macmillanów tłumaczyła mi kiedyś, że dusze ciągle krążą... gdyby to była prawda, to anam cara byłby kimś znanym z poprzednich żyć? Chociaż… hm, nie, zaraz, wtedy byłby chyba bratnią duszą ze wszystkich żyć, bo właściwie ktoś znany z poprzedniego życia mógłby być twoim śmiertelnym wrogiem, prawda?
Brzmiało to bardziej jak dywagacja niż stwierdzenie faktu. Zwłaszcza że, po prawdzie, Brennę bardziej od potencjalnej odpowiedzi, w tej chwili zajmowało ją brownie, za które zabrała się po serniku. Chociaż już z mniejszym entuzjazmem i wolniej, bo nawet szybka przemiana materii Brenny miała jednak pewne granice i kobieta naprawdę zdążyła się najeść.
Acz trzeba przyznać, że zamyśliła się nieco, bo przyszło jej do głowy, że jak nic w poprzednim życiu znała Stanleya Borgina i prawdopodobnie byli śmiertelnymi wrogami. Ewentualnie bardzo nieudanym małżeństwem, i niechęć pozostała w niej także w tym życiu.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.