05.04.2024, 09:41 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 09:42 przez Brenna Longbottom.)
- Nabrał? - zdziwiła się Brenna bardzo szczerze. - Mówiłam przecież poważnie. Dał mi potem taki bukiet. To był jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie kiedykolwiek dostałam - oświadczyła. Oczywiście, bukiet od Kaya był wręczony czysto koleżeństwo w ramach swego rodzaju żartu, ale niezależnie od intencji Brenna uważała, że nikt nie dostał lepszej walentynki od niej w całym Hogwarcie i wcale nie wynikało to z faktu, że to była zasadniczo jedyna walentynka, jaką kiedykolwiek w szkole dostała (bo czekoladek, które wepchnął jej w ręce Borgin w schowku na miotły, nie wliczała). - Wiesz, marchewka, sałata, i była tam też kalarepa? Wszystko bardzo ładnie wyglądało zebrane razem i przewiązane wstążeczką, wcale nie gorzej niż róże, a jak się zgłodniało w dormitorium, to można było kawałek zjeść. Przecież nie zjesz takiej róży, tylko ją wyrzucisz - powiedziała, posyłając Basiliusowi promienny uśmiech. Bukiet warzywny, to było to! - Lepszy byłby tylko bukiet z czekoladowych kwiatów - stwierdziła po chwili namysłu, bo przyszło jej do głowy, że pewnie w jakimś Miodowym Królestwie wymyślono już coś takiego.
To nie tak, że nie lubiła kwiatów. Bardzo je lubiła, chociaż niezbyt się na nich znała.
Ale czy jednak taki warzywny bukiet nie był ciekawszy?
- Wcale nie trzeba by mnie składać. Mam duże doświadczenie w spadaniu z dużych wysokości. Kluczowe jest upadnięcie w odpowiedni sposób. A złażąca skóra? Nic nie da się zrobić ze złażącą skórą, bo to nie tak, że ona może zejść... w odpowiedni sposób - jęknęła Brenna, ale prawdopodobnie żartowała i jednak nie spodziewała się, że skóra zejdzie jej z ciała, bo dalej siedziała spokojnie i nie wyrywała się, kiedy Prewett sięgnął po jej rękę, żeby potraktować plamę eliksirem.
Obserwowała jednak jego poczynania uważnie. Bardzo, bardzo uważnie. Zwłaszcza w chwili, w której z miejsca, w którym plama zetknęła się z zaaplikowaną miksturą, zaczął unosić się dym i zapiekło: Brenna przez ułamek sekundy naprawdę zaczęła sądzić, że plama zaraz zejdzie razem ze skórą. Na całe szczęście, skóra pozostała na miejscu, a złoty odcień zaczął blednąć.
- Trochę piecze? Ale nie mieści się to jeszcze w kategorii "męki piekielne", a skóra widzę na razie nigdzie się nie wybiera, więc chyba nie jest źle - powiedziała Brenna, nieświadoma, jak bardzo Basilius nie był pewien, czy osiągnął właściwy efekt. I że zasadniczo to ta cała para nie była czymś normalnym, a wskazywała na wejście eliksiru w dziwną reakcję z tym, co spowodowało wystąpienie tych paskudnych plam. Wtedy chyba nawet ona trochę by się zaniepokoiła. Mimo wszystko potrzebowała tej ręki.
To nie tak, że nie lubiła kwiatów. Bardzo je lubiła, chociaż niezbyt się na nich znała.
Ale czy jednak taki warzywny bukiet nie był ciekawszy?
- Wcale nie trzeba by mnie składać. Mam duże doświadczenie w spadaniu z dużych wysokości. Kluczowe jest upadnięcie w odpowiedni sposób. A złażąca skóra? Nic nie da się zrobić ze złażącą skórą, bo to nie tak, że ona może zejść... w odpowiedni sposób - jęknęła Brenna, ale prawdopodobnie żartowała i jednak nie spodziewała się, że skóra zejdzie jej z ciała, bo dalej siedziała spokojnie i nie wyrywała się, kiedy Prewett sięgnął po jej rękę, żeby potraktować plamę eliksirem.
Obserwowała jednak jego poczynania uważnie. Bardzo, bardzo uważnie. Zwłaszcza w chwili, w której z miejsca, w którym plama zetknęła się z zaaplikowaną miksturą, zaczął unosić się dym i zapiekło: Brenna przez ułamek sekundy naprawdę zaczęła sądzić, że plama zaraz zejdzie razem ze skórą. Na całe szczęście, skóra pozostała na miejscu, a złoty odcień zaczął blednąć.
- Trochę piecze? Ale nie mieści się to jeszcze w kategorii "męki piekielne", a skóra widzę na razie nigdzie się nie wybiera, więc chyba nie jest źle - powiedziała Brenna, nieświadoma, jak bardzo Basilius nie był pewien, czy osiągnął właściwy efekt. I że zasadniczo to ta cała para nie była czymś normalnym, a wskazywała na wejście eliksiru w dziwną reakcję z tym, co spowodowało wystąpienie tych paskudnych plam. Wtedy chyba nawet ona trochę by się zaniepokoiła. Mimo wszystko potrzebowała tej ręki.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.