Dzień, jak co dzień... Norka od samego rana ciężko pracowała w cukierni. Naprawdę nie zdawała sobie sprawy, że zainteresowanie tym miejscem będzie aż tak ogromne. Minął dopiero tydzień, jednak wiedziała, że na dłuższą metę nie poradzi sobie z tym wszystkim sama. Powinna poszukać kogoś do pomocy, może nie mówiła tego na głos, jednak zaczęła sobie zdawać sprawę, że długo tak w tym miejscu sama nie pociągnie. Mogła próbować, jednak wiedziała, że jej ciało również ma ograniczenia. Chodziła spać po tym, jak ostatni klienci opuszczali to miejsce, samo sprzątanie zajmowało jej dodatkową godzinę, w końcu wszystko musiało być gotowe na rano, kiedy tuż przed wschodem słońca otwierała cukiernię, by ci, którzy zaczynali pracę jako pierwsi mieli, gdzie kupić coś na ząb, a ona jeszcze musiała to wszystko upiec - przynajmniej pierwszą partię. Spała ostatnimi czasy maksymalnie po cztery godziny dziennie, przez co nie wyglądała najlepiej. Uważniejszy obserwator bowiem mógł zobaczyć jej worki pod oczami.
Stała przy ladzie, kiedy usłyszała, że drzwi się otwierają. Odruchowo skierowała w ich stronę wzrok. Nie znała Rowle, która się w nich pojawiła, musiała być tu pierwszy raz - na pewno by ją zapamiętała, gdyż była bardzo charakterystyczna, chyba nigdy w swoim życiu nie widziała jeszcze tak wysokiej kobiety. Odwróciła wzrok, nie chciała bowiem uznać, że się w nią nieprzyjemnie wpatruje. Norka starała się nikogo nie krzywdzić swoim zachowaniem, a czuła, że mogłoby to zostać odebrane za coś niemiłego.
Uśmiechnęła się serdecznie na przywitanie, jak to miała w zwyczaju. - Witam panią.- Uśmiech, który pojawił się na jej twarzy był szczery, Figg cieszyła obecność każdego gościa, który pojawiał się w tym miejscu. - Jest, już ją pani przygotowuję. Co polecam?- Przeniosła spojrzenie na słodycze, które znajdowały się w gablocie. To było dobre pytanie, pączki ostatnio sprzedawały się najlepiej, jednak tarteletki z owocami był bliskie, aby im dorównać. - Może pączek z marcepanem, żeby nie było tak oczywiście i któraś tarteletka? Osobiście najbardziej lubię te z malinami.- Odwróciła się na pięcie, aby dać kobiecie chwilę do namysłu, sama zaś zaczęła parzyć kawę.