- To nie zamierzam cię powstrzymywać, droga wolna, tylko nie przesadź z pomysłami. - Kto wie na co mogłaby wpaść, a Norka wolałaby uniknąć jakiś trwałych uszkodzeń swojego ciała, nie, żeby spodziewała się, że córka zrobi coś takiego celowo, ale wiadomo - różnie to bywa.
- Cieszę się, że mamy podobne zdanie. - W sumie, jeszcze niedawno przecież same mieszkały w posiadłości rodowej Figgów, gdzie też kręciło się dużo ludzi, wydawało jej się, że wreszcie przyszedł czas, kiedy mogły od tego odpocząć, bo niby w domu pełnym ludzi zawsze jest wesoło, ale bywa to też dosyć mocno męczące, plus może brakować też prywatności.
- Nie wiem, a wolałabym nie sprawdzać. Wiesz, mogłabym na pewno stworzyć jakiś eliksir, który sprawiłby, że utrata palca by cię nie bolała, może zrobić jakiś okład, z tym szyciem mógłby być problem, może trzeba by było skorzystać z pomocy jakiegoś medyka. - Nora była bardziej niczym ta leśna baba, która stosowała medycynę ludową. - Pewnie, gdybym musiała, to bym to jakoś przyszyła. - Próbowała być pewna w tych słowach, chociaż nie miała pojęcia, jakby zareagowała na widok mięsa.
- Jesteśmy najlepszą drużyną, co? - Dodała z uśmiechem, bo zrobiło się jej naprawdę miło, gdy usłyszała komplement skierowany ku swojej osobie. Dobrze było mieć obok siebie takie małe słoneczko, które świeciło tak mocno, kto by się spodziewał, że pojawiło się na tym świecie zupełnie przypadkiem.
- Możemy zająć się już formowaniem drożdżówek, możesz stworzyć owalne kształty, nie muszą być idealne. - Bo nie to było w tym najważniejsze, a sam gest i chęć przygotowania czegoś dla tych, których lubiła.