05.04.2024, 19:49 ✶
Burza przyszła i burza poszła.
Takie było prawo natury.
Milles już niemal nie pamiętała o tym co się wydarzyło, choć przyjdzie pewnie taki moment dziś, albo jutro, albo za kilka dni, kiedy zamiast śnić będzie z otwartymi oczyma patrzeć się w strzelisty sufit dziewczęcego dormitorium i rozpamiętywać twarz wprasowaną w chodnik. Będzie śnić sen o kolanie łamiącym kruchy kark, o rozdeptanym wężu niepozostawiającym krwi.
Teraz jednak piwo. Przyjemne oderwanie. A kto wie, może pod ladą dostaną troche łychy. Byłoby miło rozgrzać się, wiosna w Szkocji dalej przecież była piździwicą.
– Co myślisz o tym nowym pałkarzu tak przy okazji? Isaac? Tak ma na imię prawda? – Mildred rzuciła lekko o swoim koledze z roku, którego znała od sześciu prawie lat. Nie był Alastorem, nie był jej stadem, więc miała go wcześniej tak głęboko w dupie jak to tylko możliwe. Nie dosłownie oczywiście. – Myślisz, że jest Żydem? Ciekawe czy ma ściętego kutasa. Jak to się nazywało? Nie obciąganie tylko to drugie... obrzozanie? – skrzywiła się, bo i to słowo zdawało się nie być tym, którego szukała pośród wielu, wielu słów unoszących się gdzieś dokoła. – Nie, to też bez sensu, co brzoza miałaby do tego... Anyway, jak myślisz? Ma ściętego czy nie ma? – ręce utkwiła głęboko w kieszeni, spoglądając z zaciekawieniem na Ger.
Takie było prawo natury.
Milles już niemal nie pamiętała o tym co się wydarzyło, choć przyjdzie pewnie taki moment dziś, albo jutro, albo za kilka dni, kiedy zamiast śnić będzie z otwartymi oczyma patrzeć się w strzelisty sufit dziewczęcego dormitorium i rozpamiętywać twarz wprasowaną w chodnik. Będzie śnić sen o kolanie łamiącym kruchy kark, o rozdeptanym wężu niepozostawiającym krwi.
Teraz jednak piwo. Przyjemne oderwanie. A kto wie, może pod ladą dostaną troche łychy. Byłoby miło rozgrzać się, wiosna w Szkocji dalej przecież była piździwicą.
– Co myślisz o tym nowym pałkarzu tak przy okazji? Isaac? Tak ma na imię prawda? – Mildred rzuciła lekko o swoim koledze z roku, którego znała od sześciu prawie lat. Nie był Alastorem, nie był jej stadem, więc miała go wcześniej tak głęboko w dupie jak to tylko możliwe. Nie dosłownie oczywiście. – Myślisz, że jest Żydem? Ciekawe czy ma ściętego kutasa. Jak to się nazywało? Nie obciąganie tylko to drugie... obrzozanie? – skrzywiła się, bo i to słowo zdawało się nie być tym, którego szukała pośród wielu, wielu słów unoszących się gdzieś dokoła. – Nie, to też bez sensu, co brzoza miałaby do tego... Anyway, jak myślisz? Ma ściętego czy nie ma? – ręce utkwiła głęboko w kieszeni, spoglądając z zaciekawieniem na Ger.