05.04.2024, 20:15 ✶
Wysłuchała jego przeprosin i uśmiechnęła się nieco nieśmiało, nie do końca wiedząc, jak na nie zareagować. Tak, nie spodobało jej się, że mężczyzna założył, że Karl tak naprawdę nie mówił, ale jednocześnie nie spodziewała się tak... Szczerych i długich przeprosin od obcego dorosłego. Od bliskich tak. Od nieznajomych? Niekoniecznie.
– Dziękuję – odpowiedziała uśmiechając się, a potem od razu zmieniła temat, chcąc nieco już zapomnieć o tej całej niezręcznej sytuacji. – Czyli... Umiał pan zrozumieć czego chcą zwierzęta, nawet gdy nie mówiły po ludzkiemu? – upewniła się, czy dobrze zrozumiała, bo to brzmiało... Bardzo, bardzo fajnie. Też by tak chciała. Może mogłaby wtedy przekonać mamę, że każdy hipogryf na tym świecie na pewno chciałby z nią zostać.
– Czasami. Często przyjeżdżam tu z mamą, ale teraz jestem tutah sama z Karlem na...– Eh... Ile to miało być tygodni? I jakie były to daty, o których mówiła mama? Nigdy szczególnie nie zawracała sobie głowy pamiętaniem ich. Zawsze bezmiały strasznie abstrakcyjnie i nigdy jej nic nie mówiły. – Następnej następnej soboty.
Oczy jej się zaświeciły. To była jej szansa. Mogła go przekonać, by zrobił tutaj to co chciała, a nawet gdyby na to się nie zgodził, to może chociaż zaakceptowałby kilka elementów z jej planu. Z uśmiechem podała mu wciąż trzymany przez nią w dłoni rysunek, by zobaczył, co chodziło jej po głowie. – Co pan powie na to?
– Dziękuję – odpowiedziała uśmiechając się, a potem od razu zmieniła temat, chcąc nieco już zapomnieć o tej całej niezręcznej sytuacji. – Czyli... Umiał pan zrozumieć czego chcą zwierzęta, nawet gdy nie mówiły po ludzkiemu? – upewniła się, czy dobrze zrozumiała, bo to brzmiało... Bardzo, bardzo fajnie. Też by tak chciała. Może mogłaby wtedy przekonać mamę, że każdy hipogryf na tym świecie na pewno chciałby z nią zostać.
– Czasami. Często przyjeżdżam tu z mamą, ale teraz jestem tutah sama z Karlem na...– Eh... Ile to miało być tygodni? I jakie były to daty, o których mówiła mama? Nigdy szczególnie nie zawracała sobie głowy pamiętaniem ich. Zawsze bezmiały strasznie abstrakcyjnie i nigdy jej nic nie mówiły. – Następnej następnej soboty.
Oczy jej się zaświeciły. To była jej szansa. Mogła go przekonać, by zrobił tutaj to co chciała, a nawet gdyby na to się nie zgodził, to może chociaż zaakceptowałby kilka elementów z jej planu. Z uśmiechem podała mu wciąż trzymany przez nią w dłoni rysunek, by zobaczył, co chodziło jej po głowie. – Co pan powie na to?