05.04.2024, 20:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.04.2024, 20:40 przez Erik Longbottom.)
Ich relacja była na tyle rozwinięta, że to czy radowali się na swój widok, było kwestią drugorzędną. Widzieli się w najróżniejszych stanach - zarówno fizycznych, jak i emocjonalnych - toteż to, czy mieli ochotę na swoje towarzystwo, było naprawdę mało ważne. Po prostu byli. A ciche dni i brak kontaktu przez całe tygodnie były domeną nietrwałych przyjaźni, gdzie ludzie nie potrafili się odpowiednio porozumiewać i chociaż spróbować znaleźć wspólny język. Erika i Nory po prostu to nie dotyczyło.
— Miejmy nadzieję, że Rookwoodowie, Mulciberowie, Malfoyowie i wszyscy Blackowie będą podobnego zdania. Mam wrażenie, że będę na straconej pozycji, nawet z Morfeuszem po mojej stronie — mruknął, unosząc dłoń, aby poprawić nadmiernie wystające mankiety koszuli. — Pójście tam może się skończyć jak wejście do jaskini lwa albo gniazda węży.
Wiedział, że z grona potencjalnych sojuszników miał na przyjęciu spotkać między innymi Elliota i Perseusza, jednak przez obowiązki związane z samą organizacją ślubu i wesela, podejrzewał, że raczej nie będą mieli zbytnio szansy na to, aby przegadać większość wieczoru przy papierosie na podwórzu.
A to znaczyło, że najprawdopodobniej będzie skazany na to, aby wdać się rozmowy z czystokrwistym towarzystwem. Zastanawiał się, czy któraś z rodzin powiązana z parą młodą postanowi go przemaglować, skąd też zna Percy'ego. Wolał jednak nie poruszać tego tematu przed wyjściem. Jeszcze wuj przepowiedział mu, że będzie jeszcze gorzej.
— Przynajmniej ja cię nie okłamywałem. I nie kazałem okłamywać innych. Od początku wiedziałaś, jaką mam pracę i jaką mam siostrę. A przy Brennie można trafić w naprawdę różne sytuacje — sarknął, gdy wysłuchał jej tłumaczeń.
Oczywiście, przypadkowych zdarzeń nie można było przewidzieć, doskonale to rozumiał, ale skoro coś się planowało, to można było, chociaż napomknąć o tym drugiej stronie. Erik mógł wspomnieć Norze o swoim wyjeździe na mugolską wieś. Nie zrobił tego, to był błąd. Ale czy Nora zachowała się ubiegłej nocy w stu procentach w porządku w stosunku do niego?
— Wiesz, jaka była moja pierwsza myśl? — rzucił, wstając z łóżka i przechodząc do szafki nocnej, aby zacząć przetrząsać jej szuflady. — Że ktoś cię napadł. Że ktoś zrobił ci krzywdę. Może za dużo wypiłaś i przypadkowo weszłaś do Kniei. — Oboje wiedzieli jakie potwory tam teraz straszyły. — Nie masz pojęcia, jak blisko byłem tego, żeby powiedzieć o wszystkim Brennie i wszcząć alarm. Ale jak głupi stwierdziłem, że powinienem być lojalny wobec ciebie. — Pokręcił głową z ironiczną miną, zamykając szafkę i kierując się w stronę komody. Gdzie te cholerne spinki? — A potem co?
Pstryknął palcami, aby zaraz rozsunąć szufladę z nielicznymi elementami biżuterii, jakie zdarzało mu się nosić na większych przyjęciach. Przejechał powoli wzrokiem po kolejnych zakurzonych eksponatach, aż w końcu wyciągnął zapakowane w małe pudełeczko spinki z pozłacanymi lewkami przypominającymi te z herbu Gryffindoru. Powinny pasować do bordowego kompletu.
— Zazdrość! — podniósł głos, siląc się na rozbawiony ton. — I jeszcze większe zdziwienie, bo w takim razie, co się stało z Norą? Jest bezpieczna, nie jest bezpieczna?
Rozłożył ręce, wbijając w nią wytrzeszczone oczy. Ewidentnie był dużo bardziej niezadowolony z tego, że Figg go nie ostrzegła o swoich planach, niż o to, że faktycznie wpakowała się w jakiś burdel. A wystarczyłoby, żeby powiedziała, że ktoś pomoże jej dojść do Warowni.
— A to, że nie zgłosiłaś się tuż po powrocie i nie powiedziałaś ''Hej, nikt mnie nie zamordował w nocy'', to już w ogóle żenada — mruknął, zatrzymując się przed panną Figg i zakładając ręce na piersi. — Żebym to ja musiał cię znajdować chowającą się za firankami i wyprowadzać cię siłą do ogrodu... Wyobrażasz sobie, jak wyglądałoby to śniadanie, gdyby faktycznie coś ci się przytrafiło? Mielibyśmy bliźniacze nagrobki, bo nikt nie przepuściłby tego, że dałem ci tak po prostu odejść!
— Miejmy nadzieję, że Rookwoodowie, Mulciberowie, Malfoyowie i wszyscy Blackowie będą podobnego zdania. Mam wrażenie, że będę na straconej pozycji, nawet z Morfeuszem po mojej stronie — mruknął, unosząc dłoń, aby poprawić nadmiernie wystające mankiety koszuli. — Pójście tam może się skończyć jak wejście do jaskini lwa albo gniazda węży.
Wiedział, że z grona potencjalnych sojuszników miał na przyjęciu spotkać między innymi Elliota i Perseusza, jednak przez obowiązki związane z samą organizacją ślubu i wesela, podejrzewał, że raczej nie będą mieli zbytnio szansy na to, aby przegadać większość wieczoru przy papierosie na podwórzu.
A to znaczyło, że najprawdopodobniej będzie skazany na to, aby wdać się rozmowy z czystokrwistym towarzystwem. Zastanawiał się, czy któraś z rodzin powiązana z parą młodą postanowi go przemaglować, skąd też zna Percy'ego. Wolał jednak nie poruszać tego tematu przed wyjściem. Jeszcze wuj przepowiedział mu, że będzie jeszcze gorzej.
— Przynajmniej ja cię nie okłamywałem. I nie kazałem okłamywać innych. Od początku wiedziałaś, jaką mam pracę i jaką mam siostrę. A przy Brennie można trafić w naprawdę różne sytuacje — sarknął, gdy wysłuchał jej tłumaczeń.
Oczywiście, przypadkowych zdarzeń nie można było przewidzieć, doskonale to rozumiał, ale skoro coś się planowało, to można było, chociaż napomknąć o tym drugiej stronie. Erik mógł wspomnieć Norze o swoim wyjeździe na mugolską wieś. Nie zrobił tego, to był błąd. Ale czy Nora zachowała się ubiegłej nocy w stu procentach w porządku w stosunku do niego?
— Wiesz, jaka była moja pierwsza myśl? — rzucił, wstając z łóżka i przechodząc do szafki nocnej, aby zacząć przetrząsać jej szuflady. — Że ktoś cię napadł. Że ktoś zrobił ci krzywdę. Może za dużo wypiłaś i przypadkowo weszłaś do Kniei. — Oboje wiedzieli jakie potwory tam teraz straszyły. — Nie masz pojęcia, jak blisko byłem tego, żeby powiedzieć o wszystkim Brennie i wszcząć alarm. Ale jak głupi stwierdziłem, że powinienem być lojalny wobec ciebie. — Pokręcił głową z ironiczną miną, zamykając szafkę i kierując się w stronę komody. Gdzie te cholerne spinki? — A potem co?
Pstryknął palcami, aby zaraz rozsunąć szufladę z nielicznymi elementami biżuterii, jakie zdarzało mu się nosić na większych przyjęciach. Przejechał powoli wzrokiem po kolejnych zakurzonych eksponatach, aż w końcu wyciągnął zapakowane w małe pudełeczko spinki z pozłacanymi lewkami przypominającymi te z herbu Gryffindoru. Powinny pasować do bordowego kompletu.
— Zazdrość! — podniósł głos, siląc się na rozbawiony ton. — I jeszcze większe zdziwienie, bo w takim razie, co się stało z Norą? Jest bezpieczna, nie jest bezpieczna?
Rozłożył ręce, wbijając w nią wytrzeszczone oczy. Ewidentnie był dużo bardziej niezadowolony z tego, że Figg go nie ostrzegła o swoich planach, niż o to, że faktycznie wpakowała się w jakiś burdel. A wystarczyłoby, żeby powiedziała, że ktoś pomoże jej dojść do Warowni.
— A to, że nie zgłosiłaś się tuż po powrocie i nie powiedziałaś ''Hej, nikt mnie nie zamordował w nocy'', to już w ogóle żenada — mruknął, zatrzymując się przed panną Figg i zakładając ręce na piersi. — Żebym to ja musiał cię znajdować chowającą się za firankami i wyprowadzać cię siłą do ogrodu... Wyobrażasz sobie, jak wyglądałoby to śniadanie, gdyby faktycznie coś ci się przytrafiło? Mielibyśmy bliźniacze nagrobki, bo nikt nie przepuściłby tego, że dałem ci tak po prostu odejść!
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞