05.04.2024, 22:07 ✶
Brennie zdarzało się żartować czy opowiadać absurdalne historie, ale raczej bardzo rzadko celowo wpuszczała kogoś w maliny. Musiałaby takiej osoby bardzo, bardzo nie lubić. Dlaczego miałaby znęcać się nad jakimś biednym Krukonem i psuć mu randkę z jakąś dziewczyną? Zresztą, Kayden akurat nie był na tyle naiwny, by uwierzyć, że każdej pannie przypadnie do gustu prezent pod postacią kalarepy...
- To chyba zależy? Bo jeśli miałaby to być czekolada o smaku warzywnym, to chyba smakowałaby trochę dziwnie, ale jeśli po prostu czekolada w kształcie warzyw... to dlaczego nie? To ciągle bukiet i ciągle czekolada - stwierdziła Brenna z odrobiną namysłu, bo trzeba przyznać, że nawet ona nie pomyślała o bukiecie czekoladowo - warzywnym. Umysł Basiliusa może jednak nie był aż tak normalny, jak uzdrowiciel chciałby wierzyć: po prostu dotąd nie miał widać dostatecznie dużo kontaktu z jednostkami chaotycznymi, by to się dobrze uwidoczniło.
- Em, ja jednak chyba bym wolała, żeby nikt nie kontrolował schodzenia mojej skóry. W ogóle, przyznaję, wolałabym, żeby moja skóra została na swoim miejscu, nawet jeśli miałaby być złota. Z jakichś powodów... czuję się do niej ogromnie przywiązana i lubię, jak jest... hm, na moich kościach i mięśniach - oświadczyła z przekonaniem, ale wciąż grzecznie czekała aż Basilius wydobędzie kolejny eliksir, spryska nim jej dłoń i podejmie kurację. - Tylko lekkie pieczenie.
Odetchnęła trochę w duchu, gdy kolejne krople eliksiru nie wywołały pary, nic tym razem nie piekło, a co więcej plamy zaczęły blednąć. Mimo wszystko nie chciała takich pokazywać światu, wyobrażała też sobie gderania matki i brata, gdyby wróciła z czymś takim do domu i oświadczyła, że to już na stałe, a tak w ogóle to przecież Wcale Nie Jej Wina. I co tu dużo kryć, mimo lekkiego pozornie podejścia, odrobinę się niepokoiła, że potem z tego zaplamienia zrobi się większy problem - zwłaszcza po tym, jak medyk z BUMu na widok czerni na jej skórze złapał się wręcz za głowę...
- Dzięki, jesteś najlepszy! - zapewniła, gdy ostatnia złota plama znikła z ręki. - Prześlę ci bukiet warzywny w podzięce - obiecała jeszcze, a jeżeli nie miał żadnych zaleceń, w rodzaju smaruj to maścią przez najbliższy tydzień czy nie chciał rzucić jeszcze jakichś zaklęć - pożegnała się i opuściła gabinet.
- To chyba zależy? Bo jeśli miałaby to być czekolada o smaku warzywnym, to chyba smakowałaby trochę dziwnie, ale jeśli po prostu czekolada w kształcie warzyw... to dlaczego nie? To ciągle bukiet i ciągle czekolada - stwierdziła Brenna z odrobiną namysłu, bo trzeba przyznać, że nawet ona nie pomyślała o bukiecie czekoladowo - warzywnym. Umysł Basiliusa może jednak nie był aż tak normalny, jak uzdrowiciel chciałby wierzyć: po prostu dotąd nie miał widać dostatecznie dużo kontaktu z jednostkami chaotycznymi, by to się dobrze uwidoczniło.
- Em, ja jednak chyba bym wolała, żeby nikt nie kontrolował schodzenia mojej skóry. W ogóle, przyznaję, wolałabym, żeby moja skóra została na swoim miejscu, nawet jeśli miałaby być złota. Z jakichś powodów... czuję się do niej ogromnie przywiązana i lubię, jak jest... hm, na moich kościach i mięśniach - oświadczyła z przekonaniem, ale wciąż grzecznie czekała aż Basilius wydobędzie kolejny eliksir, spryska nim jej dłoń i podejmie kurację. - Tylko lekkie pieczenie.
Odetchnęła trochę w duchu, gdy kolejne krople eliksiru nie wywołały pary, nic tym razem nie piekło, a co więcej plamy zaczęły blednąć. Mimo wszystko nie chciała takich pokazywać światu, wyobrażała też sobie gderania matki i brata, gdyby wróciła z czymś takim do domu i oświadczyła, że to już na stałe, a tak w ogóle to przecież Wcale Nie Jej Wina. I co tu dużo kryć, mimo lekkiego pozornie podejścia, odrobinę się niepokoiła, że potem z tego zaplamienia zrobi się większy problem - zwłaszcza po tym, jak medyk z BUMu na widok czerni na jej skórze złapał się wręcz za głowę...
- Dzięki, jesteś najlepszy! - zapewniła, gdy ostatnia złota plama znikła z ręki. - Prześlę ci bukiet warzywny w podzięce - obiecała jeszcze, a jeżeli nie miał żadnych zaleceń, w rodzaju smaruj to maścią przez najbliższy tydzień czy nie chciał rzucić jeszcze jakichś zaklęć - pożegnała się i opuściła gabinet.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.