05.04.2024, 22:35 ✶
Florence Bulstrode bywała w swoich osądach zbyt surowa, w opiniach zbyt ostra, a w słowach niekoniecznie przebierała. Nie była szczególnie chamska, ale już złośliwa bywała (choć dobierała przy tych złośliwościach słowa niezmiernie starannie) i na pewno nie dało się jej uznać za najmilszą osobę pod słońcem: przynajmniej póki nie było się bliską rodziną albo jednym z najbliższych przyjaciół.
Na całe szczęście nie umiała czytać w...
...zaraz.
W myślach nie, w intencjach już owszem: ale na szczęście nie próbowała akurat sprawdzić, co planował jej pacjent.
- Klątwa została zdjęta - zapowiedziała, po przyjrzeniu się dłoniom chłopaka. - Gdyby kolory wróciły lub pojawiły się jakieś efekty uboczne, proszę znów się zgłosić, ale wszystko powinno być w porządku. Rozumiem, że nie odczuwa pan żadnego pieczenia, swędzenia czy bólu? - upewniła się jeszcze, unosząc wzrok znad jego rąk i przypatrując się mu przez moment tak uważnie, jakby podejrzewała, że z jakichś powodów postanowił zataić dolegliwości bólowe.
Potem znów poruszyła różdżką, tym razem uciekając się do prostego, translokacyjnego zaklęcia. Laleczka uniosła się z kieszeni Nikolaia i zawirowała w powietrzu, nad głową Florence, która przyjrzała się jej z podobną uwagą, jaką poświęcała wcześniej swojemu pacjentowi. Z różdżki ponownie uniósł się pył, który oblepił laleczkę tak, jak wcześniej dłonie młodzieńca i zaraz znikł.
- Bez wątpienia wciąż przeklęta - powiedziała Bulstrode i podniosła się z miejsca, lewitując ze sobą laleczkę. Ruszyła wprost do szafek, i po chwili przedmiot wylądował w przezroczystym pojemniku, wyjętym z gabloty. - Na szczęście klątwa nie jest zbyt silna – dodała rzeczowo. – Mogę ją przełamać. Życzy pan sobie zachować tę lalkę?
Po prawdzie Florence najchętniej nie łamałaby na razie przekleństwa, a zbadała laleczkę i ciążącą na niej magię, a także dokładnie poznała zasady, którymi rządziła się ta klątwa. Zwłaszcza, że miała złe przeczucia, co do tego, że takich przedmiotów mogło trafić na rynek znacznie więcej. Lalka nie wyglądała zaś na szczególnie cenną. Nawet jednak jeżeli była warta zaledwie parę knutów, to Bulstrode nie mogła po prostu jej sobie przywłaszczyć, jeśli Nikolai zamierzał zachować do niedawna przeklęty przedmiot. (Do niedawna, bo Florence nie zamierzała mu go wydać, póki klątwa nie zostanie złamana. O tym nie było mowy. Uzdrowicielka nie planowała ryzykować, że jutro trafią do niej kolejne ofiary podobnego przekleństwa.)
Na całe szczęście nie umiała czytać w...
...zaraz.
W myślach nie, w intencjach już owszem: ale na szczęście nie próbowała akurat sprawdzić, co planował jej pacjent.
- Klątwa została zdjęta - zapowiedziała, po przyjrzeniu się dłoniom chłopaka. - Gdyby kolory wróciły lub pojawiły się jakieś efekty uboczne, proszę znów się zgłosić, ale wszystko powinno być w porządku. Rozumiem, że nie odczuwa pan żadnego pieczenia, swędzenia czy bólu? - upewniła się jeszcze, unosząc wzrok znad jego rąk i przypatrując się mu przez moment tak uważnie, jakby podejrzewała, że z jakichś powodów postanowił zataić dolegliwości bólowe.
Potem znów poruszyła różdżką, tym razem uciekając się do prostego, translokacyjnego zaklęcia. Laleczka uniosła się z kieszeni Nikolaia i zawirowała w powietrzu, nad głową Florence, która przyjrzała się jej z podobną uwagą, jaką poświęcała wcześniej swojemu pacjentowi. Z różdżki ponownie uniósł się pył, który oblepił laleczkę tak, jak wcześniej dłonie młodzieńca i zaraz znikł.
- Bez wątpienia wciąż przeklęta - powiedziała Bulstrode i podniosła się z miejsca, lewitując ze sobą laleczkę. Ruszyła wprost do szafek, i po chwili przedmiot wylądował w przezroczystym pojemniku, wyjętym z gabloty. - Na szczęście klątwa nie jest zbyt silna – dodała rzeczowo. – Mogę ją przełamać. Życzy pan sobie zachować tę lalkę?
Po prawdzie Florence najchętniej nie łamałaby na razie przekleństwa, a zbadała laleczkę i ciążącą na niej magię, a także dokładnie poznała zasady, którymi rządziła się ta klątwa. Zwłaszcza, że miała złe przeczucia, co do tego, że takich przedmiotów mogło trafić na rynek znacznie więcej. Lalka nie wyglądała zaś na szczególnie cenną. Nawet jednak jeżeli była warta zaledwie parę knutów, to Bulstrode nie mogła po prostu jej sobie przywłaszczyć, jeśli Nikolai zamierzał zachować do niedawna przeklęty przedmiot. (Do niedawna, bo Florence nie zamierzała mu go wydać, póki klątwa nie zostanie złamana. O tym nie było mowy. Uzdrowicielka nie planowała ryzykować, że jutro trafią do niej kolejne ofiary podobnego przekleństwa.)