05.04.2024, 22:47 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:02 przez Król Likaon.)
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V
Był piątek trzynastego.
Brenna nigdy nie była przesądna, dlatego nie zwalała na ten fakt ani tego, że od rana padał rzęsisty deszcz, ani że ktoś dosypał jej do kawy w pracy soli zamiast cukru, ani nawet nagłego wezwania do sąsiedzkiej kłótni, która okazała się sąsiedzką napaścią i zakończyła się ogromną awanturą, wymianą zaklęć, kilkoma aresztowaniami oraz wizytą w Mungu u boku jednego z aresztowanych właśnie. To był zwykły dzień, po prostu odrobinę dziwniejszy niż zwykle.
Pytaniem pozostawało, czy Basilius Prewett, na którego czekała w jednej z sal kliniki - bo pacjent nie mógł niestety czekać pod gabinetem, a istniała duża szansa, że będzie musiał zostać tutaj dłużej, ze względu na swój status zatrzymanego zapewne pod opieką jeżeli nie Brenny, to innego Brygadzisty - spojrzy na to podobnie.
- Cześć, Basilius! - rzuciła na powitanie, gdy uzdrowiciel pojawił się w progu. Brenna właśnie studiowała uważnie wywieszoną na ścianie za szkłem instrukcję udzielania pierwszej pomocy w przypadkach, w których doszło do obrażeń wywołanych magicznie, ciekawa, czy znajdzie tam jakieś porady dotyczące sytuacji, do jakiej doszło tego dnia.
Zgodnie z przewidywaniami - odpowiedź brzmiała "nie".
– Tym razem to nie ja jestem pacjentką – dodała, odwracając się do uzdrowiciela i obdarzając go uśmiechem. Miała ponabijane kilka siniaków, a także parę zadrapań tu i ówdzie, ale nie stało się jej nic, co wymagałoby pilnej (albo jakiejkolwiek innej) interwencji medyka. – Przyprowadziłam za to jego – oświadczyła, wskazując ręką na posłanie.
Na posłaniu leżał robak.
To był duży robak: tak na oko mający około metr siedemdziesiąt długości i ważący minimum z siedemdziesiąt kilo. Pod każdym innym względem wyglądał jednak… no na robaka, chociaż Basilius na pewno nie mógł sobie przypomnieć, aby kiedykolwiek uczył się o magicznej kreaturze tego typu (magicznej, bo chyba w mugolskiej faunie nie występowały robaki aż takich rozmiarów…). Biały, odrobinę oślizgły, z czułkami. Śluz zresztą pokrył prześcieradło, na którym ułożono istotę. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że Brenna przywlekła do Munga po prostu robaka i domagała się jego leczenia. Pytaniem pozostawało tylko, dlaczego w takim razie wpuszczono ją z nim na salę i faktycznie ktoś posłał po uzdrowiciela.
Odpowiedzią nie była jednak jakaś nadzwyczajna charyzma (której Brenna nie posiadała), szaleństwo (wobec którego recepcjonista mógłby bać się zareagować) czy przekupienie kogoś (stosowała ten sposób chętnie, ale przecież nie dla robaka!). Po prostu na łóżku w istocie spoczywał człowiek, transmutowany w robaka, i to za sprawą i zaklęć, i eliksirów, przez co jakoś sam z siebie nie wracał do właściwej postaci. A niestety, zakucie takiego w kajdanki i wepchnięcie do aresztu byłoby źle widziane, nie mówiąc już o tym, że Brenna powinna go przesłuchać. W swoim obecnym stanie zaś mężczyzna… to znaczy, ehem, robak… zupełnie do przesłuchania się nie nadawał, choćby dlatego, że nie miał ust.
– Recepcjonistka mówiła, że najlepiej poradzisz sobie z tym problemem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.