Samodzielność zawsze przynosiła wiele radości, Nora jak do tej pory raczej nie miała szansy się nią zachłysnąć, bo dopiero pierwszy raz w życiu te trzy miesiące spędziła gdzieś indziej niż w rodzinnym domu, oczywiście nie wliczała w to tych wspaniałych lat nauki w Hogwarcie, czy wakacji u jednej, czy drugiej babci. Wiele lat na to czekała, musiała przesunąć przez lekkie komplikacje spełnianie swoich marzeń, ale udało jej się je zrealizować, mało istotne, że trochę później niż chciała, grunt, że doszła do celu. To było najważniejsze.
- Trochę powątpiewam, ale dzięki za wiarę. - To było miłe, że ta mała istota stojąca przed nią wierzyła w każde jej słowo, ufała jej bez mniejszego zawahania.
- Pewnie tak zrobię, znalazłby się pewnie nawet jakiś znajomy, który dotarłby tutaj dostatecznie szybko. - Zmrużyła oczy, żeby przejechać w głowie po liście swoich znajomych, czy faktycznie znajduje się na niej jakiś medyk, ktoś by się znalazł, to jest pewne.
- Dzięki, a ty jesteś najlepsiejszą córką na świecie. - Dodała lekkim tonem, jakby chwilę wcześniej wcale nie rozmawiały o odciętych palcach, czy coś.
Doglądała Mabel, kiedy ta formowała drożdżówki, nadal nie pomagała jej jakoś specjalnie, bo przecież to miał być jej wyrób, była tu tylko po to, aby ją instruować. W między czasie włączyła piec, żeby bo nagrzać, bo jeszcze chwila, moment, a będą mogły wrzucić słodkości do środka.
Przyniosła też blachę, na której dziewczynka, mogła układać skończone twory, kiedy się zapełniła Nora zaniosła ją do pieca, przyniosła również drugą blaszkę, żeby Mabel mogła pracować dalej. - Już prawie koniec, jesteś zadowolona? - Zapytała, bo to było dość istotne w tym wszystkim.