Na komplement, a może raczej trafną uwagę, odnośnie do swojej osoby, zareagował skromnym ukłonem. Nie sądził, że jego poczynania są tak bacznie obserwowane, jednak nie miał też zbytnio ochoty na to, aby zaprzeczać. Ludzie i tak wiedzieli swoje. Zaczynam się do tego przyzwyczajać, uświadomił sobie niespodziewanie, co wywołało w nim dosyć ambiwalentne odczucia. Mógł się tego spodziewać.
Spędzanie czasu z siostrą, która na każdym kroku popychała go ku temu, aby zaakceptował swoją rolę, musiało w pewnym momencie przynieść efekty. Skoro bezpośrednie podejście zbytnio nie działało, to wystawienie Erika na długotrwałe działanie próśb, sugestii i drobnych manipulacji musiało w końcu dać jakieś wyniki. Cóż, Brenna będzie dumna, gdy jej o tym opowie.
Co się zaś tyczyło panny Yaxley, to lepiej byłoby, gdyby faktycznie tym razem oślepiło ją słońce. Skoro śledziła okładki magazynów z takim zaangażowaniem, to przy ostatnim nadmiarze materiałów na temat Erika w mediach, mogłaby na stałe stracić wzrok. I jak wtedy Londyn poradziłby sobie bez swojej najlepszej łowczyni potworów w rejonie? Mężczyzna cofnął zgrabnie rękę, gdy zrozumiał, że kobieta nie potrzebuje pomocy.
— Nie musisz zgłębiać tej myśli — uprzedził ze spokojem, zanim kobieta dobre rozpędziła się w swoich ostrzeżeniach i groźbach. — Tak, jak Ty jesteś świadoma mojej reputacji na salonach, tak ja wiem co nieco o Twoim fachu. Domyślam się, jakie formy kar mogłabyś zastosować. Ta informacja zostanie między nami.
Na potwierdzenie tych słów przyłożył symbolicznie dłoń do piersi. Wprawdzie nie był w stanie podać szczegółów dotyczących kariery Geraldine, tak domyślał się, że polowanie na potwory nie zakładało wylegiwania się na kanapie przez osiem godzin dziennie i sączenia drinków. Od czasu do czsu trzeba było pobrudzić sobie ręce, a środki, po jakie mogłaby sięgnąć przy tej okazji zapewne bywały dosyć kreatywne. Nikogo nie powinno dziwić, że pragnął jej nie prowokować.
Zacisnął mocno palce na rączce różdżki, przestępując niepewnie z nogi na nogę. Nie spodziewał się, że Geraldine potraktuje go łagodnie. Nie po tym, jak oszołomił ją w poprzedniej rundzie. Teraz pozostawało mu już tylko czekać na jej kolejny ruch. Nie znosił tego uczucia, gdy wiedział, że atak i tak nadejdzie, ale ciężko było przewidzieć jego efekty. Był niczym zwierzę, które niespodziewanie znalazło się przed drapieżnikiem lub ofiara kata, czekająca na, to kiedy ten zamachnie się toporem.
Petrificus Totalus, tylko tyle zdołał pomyśleć Erik. Czar został rzucony poprawnie, co do tego nie miał wątpliwości, a i z celnością czarownicy nie było większych problemów. Pocisk paraliżujący pomknął prosto na niego! Teraz należało tylko wznieść odpowiednią obronę.
— Protego! — zawołał, wykonując ostry ruch różdżką.
Niewidzialny mur wyrósł tuż przed nim, na chwilę przed bezpośrednim zderzeniem. Gdy pocisk uderzył w barierę, Longbottom niemalże poczuł wibrację ścierających się ze sobą dwóch typów magii – obronnej i ofensywnej. Zdawały mocować się ze sobą, walcząc o dominację, aż bariera odbiła zaklęcie. Erik zamrugał zdziwiony, nieświadomie anulując efekty zaklęcia tarczy. Spodziewał się, że Protego zablokuje atak, ale nie tego, że pośle Petrificusa z powrotem do Geraldine. Cóż, oby sobie poradziła z tą drobną komplikacją.
Krytyczny sukces!
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞