06.04.2024, 13:59 ✶
To znaczy Mabel tak naprawdę nie do końca wierzyła, że jej mama dałaby sobie radę. W sensie... Kochała ją, miała ją za najbardziej kompetentną osobę na całym świecie i była pewna, że poradziłaby sobie z przyszyciem jej palca, ale nie byłaby pewna, czy ten palec potem działaby tak samo, stąd prośba by jednak na wszelki wypadek zawołała jakiegoś magimedyka. Mabel lubiła swoje palce.
– Wiem – odpowiedziała głównie po to by rozbawić jej mamę, może niezbyt skromnie, ale za to z wielkim uśmiechem na ustach. Była wręcz przekonana, że gdyby chciały to mogłyby razem władać tymi wszystkimi kategoriami w Ministerstwie Magii, czy jak tam to się nazywało. Nie, że tego, by chciała. Po prostu w tym momencie była jakoś bardzo przekonana o ich umiejętnościach. Poza tym władanie Ministerstwem Magii nie brzmiało znowu jakoś szczególnie skomplikowanie. Wystarczyło tylko chodzić w poważnych szatach, jak wujek Morpheus i podpisywać dużo dokumentów.
– Tak! – wykrzyknęła, niemal skacząc w miejscu. Oczywiście, że była zadowolona! Przecież wszystko wychodziło tak, jak miało. I chyba dlatego wolała pieczenie od rysowania. Gdy chwytała za kredki obrazek zazwyczaj nie prezentowały się tak dobrze, jak w jej głowie, a dorośli którym go pokazywała, mogli jedynie na niego patrzeć. Z wypiekami było natomiast fajniej, bo mogli jeszcze ich spróbować i pochwalić nie tylko ich wygląd, ale i smak.
– Wiem – odpowiedziała głównie po to by rozbawić jej mamę, może niezbyt skromnie, ale za to z wielkim uśmiechem na ustach. Była wręcz przekonana, że gdyby chciały to mogłyby razem władać tymi wszystkimi kategoriami w Ministerstwie Magii, czy jak tam to się nazywało. Nie, że tego, by chciała. Po prostu w tym momencie była jakoś bardzo przekonana o ich umiejętnościach. Poza tym władanie Ministerstwem Magii nie brzmiało znowu jakoś szczególnie skomplikowanie. Wystarczyło tylko chodzić w poważnych szatach, jak wujek Morpheus i podpisywać dużo dokumentów.
– Tak! – wykrzyknęła, niemal skacząc w miejscu. Oczywiście, że była zadowolona! Przecież wszystko wychodziło tak, jak miało. I chyba dlatego wolała pieczenie od rysowania. Gdy chwytała za kredki obrazek zazwyczaj nie prezentowały się tak dobrze, jak w jej głowie, a dorośli którym go pokazywała, mogli jedynie na niego patrzeć. Z wypiekami było natomiast fajniej, bo mogli jeszcze ich spróbować i pochwalić nie tylko ich wygląd, ale i smak.