06.04.2024, 17:30 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2025, 22:23 przez Lorraine Malfoy.)
Lorraine odwiedziła Roberta, by złożyć mu raport w związku z ostatnim zleceniem: rozmowa poszła pomyślnie - tak, jak tego oczekiwała - za usługi wywiadowcze otrzymała sowitą zapłatę - czego również się spodziewała… W końcu Ambrosia wywróżyła jej lipiec pod znakiem Ósemki Buław: miesiąc miał być pełen dynamicznych zmian i sukcesów w powziętych przedsięwzięciach, bo, wedle słów McKinnon, będzie się dużo działo, ale nie będzie to nic, z czym nie dasz sobie rady - bo nic nie będzie stało ci na drodze...
No, może oprócz zapłakanej nastolatki.
Lorraine nie była najlepsza w pocieszaniu ludzi. Chyba, że przez “pocieszanie” można było rozumieć zaproszenie do swojego łóżka - wówczas, Lorraine nie miała sobie równych w pocieszaniu: każdy zapominał o smutkach w ramionach wili. W tym przypadku, oczywiście, nie wchodziło to jednak w grę.
Machinalnym gestem, jakby próbując zamaskować lekkie zmieszanie, jakie poczuła w obliczu całej tej sytuacji, Malfoy przygładziła sukienkę - prezent od Bulstrode'a, który zapewne byłby lekko poirytowany, gdyby dowiedział się, że stroi się w podarki od niego, żeby schlebiać jakiemuś staremu dziadowi, coby ten chętniej sypnął złotem - dalej nie do końca pewna, jak powinna się zachować. Już-już chciała zacząć nerwowo skubać koronkę rękawiczek, byle tylko zająć czymś dłonie… Ale zamiast tego - poprawiwszy najpierw torebkę, tak, by ta nie spadła jej z ramienia - objęła delikatnie płaczącą dziewczynę.
Powiedzieć, że czuła się niekomfortowo, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Powinnam dodatkowo potrącić Mulciberowi za koszta emocjonalne, jęknęła w duchu. Myślała jednak przede wszystkim o tym, że tak właśnie powinna się zachować wobec Sarah podczas obchodów Lithy. Wtedy nie potrafiła się zdobyć na podobny gest - zbyt przytłoczona całą sytuacją - ale teraz, w ramach osobistej pokuty, gotowa była znieść smarkającą w jej ramię nastolatkę. Zwłaszcza, że bogini Matka nie wydawała się bardziej skłonna do pocieszania pogrążonych w depresji dziewczynek po tym jak Lorraine wygarnęła jej obojętność wobec jej dziecinnych modłów. A chociaż Malfoy daleko było do świętej…
- Powoli, Sophie. - Głos Lorraine zabrzmiał bardzo pewnie, mimo wątpliwości, jakie czuła. Nie wiedzieć czemu, w głowie zaczęło jej się tłuc ulubione powiedzonko Stanleya Borgina: to trzeba na spokojnie. Obawiała się jednak, że po takim wstępie, rozemocjonowana nastolatka poczułaby wszystko, tylko nie spokój, zwłaszcza, że z jej ust już zaczęły lecieć przekleństwa… - Usiądźmy, bo zaraz obie spadniemy z tych schodów… - Jeszcze tego brakowało, żeby zadziałała tutaj jakaś samospełniająca się przepowiednia!
Lorraine zaczęła nieśmiało głaskać Sophie po włoskach, pozwalając dziewczynie oprzeć się o swoje ramię. Czekała, aż ta nieco się uspokoi, i powie, co się właściwie stało. Starała się nie myśleć o tym, że obie wycierają tyłkami brudne schody, choć momentami było ciężko…
- Trudno mi uwierzyć w to, co mówisz - zaczęła pojednawczo. - Bo ”nic” to dosyć szerokie pojęcie. Zwykle sugeruje też, że istnieje konkretne “coś”, co nam nie wychodzi. - Chciała dodać, że jak się już dojdzie do sedna problemu, to łatwiej go rozwiązać, niż “pieprzyć wszystko”, ale zdecydowała, że po czymś takim rozmowa może ewoluować w niebezpieczne rejony, a przecież nikt jej nie zapłacił(!!!) za uświadamianie nastolatek.
No, może oprócz zapłakanej nastolatki.
Lorraine nie była najlepsza w pocieszaniu ludzi. Chyba, że przez “pocieszanie” można było rozumieć zaproszenie do swojego łóżka - wówczas, Lorraine nie miała sobie równych w pocieszaniu: każdy zapominał o smutkach w ramionach wili. W tym przypadku, oczywiście, nie wchodziło to jednak w grę.
Machinalnym gestem, jakby próbując zamaskować lekkie zmieszanie, jakie poczuła w obliczu całej tej sytuacji, Malfoy przygładziła sukienkę - prezent od Bulstrode'a, który zapewne byłby lekko poirytowany, gdyby dowiedział się, że stroi się w podarki od niego, żeby schlebiać jakiemuś staremu dziadowi, coby ten chętniej sypnął złotem - dalej nie do końca pewna, jak powinna się zachować. Już-już chciała zacząć nerwowo skubać koronkę rękawiczek, byle tylko zająć czymś dłonie… Ale zamiast tego - poprawiwszy najpierw torebkę, tak, by ta nie spadła jej z ramienia - objęła delikatnie płaczącą dziewczynę.
Powiedzieć, że czuła się niekomfortowo, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Powinnam dodatkowo potrącić Mulciberowi za koszta emocjonalne, jęknęła w duchu. Myślała jednak przede wszystkim o tym, że tak właśnie powinna się zachować wobec Sarah podczas obchodów Lithy. Wtedy nie potrafiła się zdobyć na podobny gest - zbyt przytłoczona całą sytuacją - ale teraz, w ramach osobistej pokuty, gotowa była znieść smarkającą w jej ramię nastolatkę. Zwłaszcza, że bogini Matka nie wydawała się bardziej skłonna do pocieszania pogrążonych w depresji dziewczynek po tym jak Lorraine wygarnęła jej obojętność wobec jej dziecinnych modłów. A chociaż Malfoy daleko było do świętej…
- Powoli, Sophie. - Głos Lorraine zabrzmiał bardzo pewnie, mimo wątpliwości, jakie czuła. Nie wiedzieć czemu, w głowie zaczęło jej się tłuc ulubione powiedzonko Stanleya Borgina: to trzeba na spokojnie. Obawiała się jednak, że po takim wstępie, rozemocjonowana nastolatka poczułaby wszystko, tylko nie spokój, zwłaszcza, że z jej ust już zaczęły lecieć przekleństwa… - Usiądźmy, bo zaraz obie spadniemy z tych schodów… - Jeszcze tego brakowało, żeby zadziałała tutaj jakaś samospełniająca się przepowiednia!
Lorraine zaczęła nieśmiało głaskać Sophie po włoskach, pozwalając dziewczynie oprzeć się o swoje ramię. Czekała, aż ta nieco się uspokoi, i powie, co się właściwie stało. Starała się nie myśleć o tym, że obie wycierają tyłkami brudne schody, choć momentami było ciężko…
- Trudno mi uwierzyć w to, co mówisz - zaczęła pojednawczo. - Bo ”nic” to dosyć szerokie pojęcie. Zwykle sugeruje też, że istnieje konkretne “coś”, co nam nie wychodzi. - Chciała dodać, że jak się już dojdzie do sedna problemu, to łatwiej go rozwiązać, niż “pieprzyć wszystko”, ale zdecydowała, że po czymś takim rozmowa może ewoluować w niebezpieczne rejony, a przecież nikt jej nie zapłacił(!!!) za uświadamianie nastolatek.