06.04.2024, 17:31 ✶
Nie rozumiem wciąż, o jakich kwalifikacjach oraz doświadczeniu mowa… Alexander spojrzał z powątpiewaniem na Roberta. Głupi czy głupi?
- A umiesz czytać i pisać? Nie wiem, kurwa - wzruszył lekko ramionami, jakby odpowiadanie na takie pytania było czymś poniżej jego godności. - Może naucz się parzyć szefowi dobrą kawę? - Skąd Mulciber miał niby wiedzieć, co robiło się w Departamencie Przestrzegania Prawa? Zakładał, że komponuje się tam coraz to bardziej niezrozumiałe akty prawne w akompaniamencie pierdzenia w stołek. Przypuszczał, że ludzie nie pracowali w Departamencie Przestrzegania Prawa dlatego, że rzeczywiście go przestrzegali, tak samo jak Alexander nie siedział w Departamencie Tajemnic wyłącznie dlatego, że skrywał w sobie wiele tajemnic.
Ale może Robert nie wiedział, że korelacja nie musi oznaczać przyczynowości? Weźmy chociażby takiego Chestera Rookwooda. Śmierciożerca jak malowany, a jednak dzielnie popylał dzień w dzień po Biurze Aurorów… Jedno nie wykluczało drugiego! Tak samo na początku wizyty Alexandra, kuzyn był aż nazbyt łaskawy, chwaląc ironicznie “nienaganne maniery” Alexandra, a prawda była taka, że młody Mulciber znał doskonale znał wszystkie tajniki etykiety (bo kiedyś dostał lekkiej hiperfiksacji na punkcie savoir vivre i przeczytał wiele pozycji traktujących o tym temacie), po prostu świadomie decydował się ignorować zasady dobrego wychowania. like the bad boy he was, kurwa, przepraszam
Najważniejsze było to, że Robert przynajmniej w kwestii podjęcia jakichś zdecydowanych działań - na przykład zdobycia ciepłej posadki w Ministerstwie - wydawał się twardo obstawać przy swoim… Tak, jak na początku rozmowy doradził mu Alexander.
Uważnie słuchał tego, co ma do powiedzenia Robert. Nie do końca spodobał mu się nagły przeskok rozmowy w stronę Diany; wolał nie wciągać jej w sprawki tej popapranej bandy manipulantów, jaką była jego rodzina. Donald wystarczająco ją straumatyzmował, do cholery. Niech zdycha sukinsyn, pomyślał, wreszcie pociągając łyk z wcześniej wręczonej mu szklanki, w niemym toaście do swych myśli.
- Zostawmy na razie Dianę - uciął dyskusję: łagodnie, acz stanowczo. - Silnie przeżyła wypadek mojego brata. - Gdyby się tak nie znieczulała benzo, może by nawet miała siłę skakać z radości. - Może tego po niej nie widać, ale dobrze ją znam. Dalej jest w szoku. Sam widziałeś, co teraz wypisują na jej temat. - Szybkie usprawiedliwienie, aby Robert nie doczepił się do jednego z nagłówków o “mulciberowskiej modliszce, która próbowała zabić męża. - Ale jej macocha podobno puszczała się z Nobbym Leachem. Może skusiła ją też antyczna pizda Eugenii Jenkins?
- A umiesz czytać i pisać? Nie wiem, kurwa - wzruszył lekko ramionami, jakby odpowiadanie na takie pytania było czymś poniżej jego godności. - Może naucz się parzyć szefowi dobrą kawę? - Skąd Mulciber miał niby wiedzieć, co robiło się w Departamencie Przestrzegania Prawa? Zakładał, że komponuje się tam coraz to bardziej niezrozumiałe akty prawne w akompaniamencie pierdzenia w stołek. Przypuszczał, że ludzie nie pracowali w Departamencie Przestrzegania Prawa dlatego, że rzeczywiście go przestrzegali, tak samo jak Alexander nie siedział w Departamencie Tajemnic wyłącznie dlatego, że skrywał w sobie wiele tajemnic.
Ale może Robert nie wiedział, że korelacja nie musi oznaczać przyczynowości? Weźmy chociażby takiego Chestera Rookwooda. Śmierciożerca jak malowany, a jednak dzielnie popylał dzień w dzień po Biurze Aurorów… Jedno nie wykluczało drugiego! Tak samo na początku wizyty Alexandra, kuzyn był aż nazbyt łaskawy, chwaląc ironicznie “nienaganne maniery” Alexandra, a prawda była taka, że młody Mulciber znał doskonale znał wszystkie tajniki etykiety (bo kiedyś dostał lekkiej hiperfiksacji na punkcie savoir vivre i przeczytał wiele pozycji traktujących o tym temacie), po prostu świadomie decydował się ignorować zasady dobrego wychowania. like the bad boy he was, kurwa, przepraszam
Najważniejsze było to, że Robert przynajmniej w kwestii podjęcia jakichś zdecydowanych działań - na przykład zdobycia ciepłej posadki w Ministerstwie - wydawał się twardo obstawać przy swoim… Tak, jak na początku rozmowy doradził mu Alexander.
Uważnie słuchał tego, co ma do powiedzenia Robert. Nie do końca spodobał mu się nagły przeskok rozmowy w stronę Diany; wolał nie wciągać jej w sprawki tej popapranej bandy manipulantów, jaką była jego rodzina. Donald wystarczająco ją straumatyzmował, do cholery. Niech zdycha sukinsyn, pomyślał, wreszcie pociągając łyk z wcześniej wręczonej mu szklanki, w niemym toaście do swych myśli.
- Zostawmy na razie Dianę - uciął dyskusję: łagodnie, acz stanowczo. - Silnie przeżyła wypadek mojego brata. - Gdyby się tak nie znieczulała benzo, może by nawet miała siłę skakać z radości. - Może tego po niej nie widać, ale dobrze ją znam. Dalej jest w szoku. Sam widziałeś, co teraz wypisują na jej temat. - Szybkie usprawiedliwienie, aby Robert nie doczepił się do jednego z nagłówków o “mulciberowskiej modliszce, która próbowała zabić męża. - Ale jej macocha podobno puszczała się z Nobbym Leachem. Może skusiła ją też antyczna pizda Eugenii Jenkins?
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat