• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Śmiertelnego Nokturnu v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme

[11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#3
06.04.2024, 21:07  ✶  

Oto On. Prawda objawiona, Bóg na swoim tronie. Na stanowisku, w które przelewał wszystko, co mogło składać się na te dobre dni, a które to dobre dni dla większości były udręką. Wybite okno, bójka, konieczność zmywania podłogi, nadmiar pracy, marudząca klientka na to, że mąż źle ją zmierzył (na pewno tka było) i jeszcze, nie daj Gaio, zamieszki na ulicy, bo akurat minie cię patrol w złej minucie. Tak jak nie zjawił się, kiedy ktoś tutaj okładał się pięściami i zostawił po sobie pamiątkę w postaci zęba. Buty przechodzących chodnikiem musiały go zabrać ze sobą do kanałów, bo pod obcas nie trafiła nawet jego resztka. Jego tu szukał - drugiego numeru swojego własnego dobrego dnia. Byłby pierwszy, ale... nie. Pierwsza była Victoria, która napakowała go tą pewnością siebie i potwierdziła jego własne przekonanie, kiedy przeglądał się w lustrze, że był piękny. Albo - była piękna. Ta inna osoba, a jednocześnie ta całkowicie identyczna. Przecież myśl o tym, że drzemało w nim tyle kobiecej energii, że czemu go nie katalogować razem z nimi, przecinała prawdę o tym, że nigdy nie wątpił w to, że jest mężczyzną. A jednak w zeszłym miesiącu zaczął się zastanawiać, co takiego złego zrobił, że właśnie nim jest. Nie córeczką, która byłaby oczkiem w głowie tatusia, jak jego siostra, nie tą piękną damą, którą panowie zabieraliby na randki i nie tylko nie wstydzili z nim pokazywać, ale wręcz się o to dopraszali! Staliby w kolejce po jego dłoń... samo wyobrażenie tego napełniało jego serce czymś, co skatalogowałby jako złe. Tylko jak mówić o złu, kiedy czuł, że to, co właśnie się działo, było takie dobre?

Nie poruszał się. Jakby ignorował, jakby nie chciał słuchać, jakby... jakby był dalej tym samym sobą i nie mógł oderwać swoich dłoni od pieszczot dzieła, które miało wyjść spod jego palców, nawet jeśli właśnie jedyne co miałby robić to poprawianie skóry na rękojeści miecza - nic wielce nowego, nic skomplikowanego, nie wymagającego misternego kucia w milimetrach kości, żeby powstała piękna popielniczka z czaszki tycigryfka. Oderwał od niego spojrzenie i obrócił się profilem. Zastukał obcasem, kiedy zrobił kolejne dwa kroki. Powinien odmierzyć kwadrat? Nie, zaraz znowu obróci się ku niemu, a kiedy już złapie wszystko, czego chciał, kiedy już położy na nim swoje skupienie, odda mu myśli i poruszy serce, a serce poruszy ciałem... wtedy zawróci do drzwi, żeby...

Spojrzał na swoje odbicie w nowej szybie. Ledwo cień, ale jak bardzo widoczny przez jednostajność barw pomieszczenia, żeby czerwień była taka wyraźna, piękna. Odpowiednio dobrane elementy i nawet jego perłowa skóra i platynowe włosy mogły dzierżyć ten kolor z taką samą dumą, z jaką królowa przybierała się w purpurę. Nie interesowało go to, co było za drzwiczkami tej gabloty. Pozwalał sobie samemu na zakochanie się w tym, na co spoglądał. Powstrzymał swoją dłoń, by nie przesunąć nią po swoim obojczyku, żeby pozostać możliwie jak najdłużej tą samą, niewzruszoną niewiastą. W pozorach. Głos go już zdradził, a ciało i jego odruchy mogły zdradzać jeszcze dalej - był tego świadom, dlatego próbował się kontrolować. Z niemalże nastoletnią czcią, bo przecież nigdy nie był wspaniały w ukrywaniu emocji, a tutaj uśmiech i tak mówił bardzo wiele. Na razie niech tylko on mówi. Na razie...

Odwrócił się od gabloty, żeby w końcu móc spojrzeć w oczy. W nich przejrzeć się nie mógł. Tonęły tam kształty i ledwo jasne światło dnia miało swoje refleksy, a człowiek stawał się taki malutki... ale to nic. Bo Laurent wiedział, że w tych oczach malutki wcale nie był. Nie potrzebował nawet zaglądać do jego zwierciadeł duszy. Przecież gdyby to zrobił to musiałby przedwcześnie unieść własne spojrzenie. Jeszcze nie teraz. Jeszcze nie... Nawet kiedy zabrzmiało to dzień dobry, a on się zastanawiał, czy to "dzień dobry" brzmiało tak samo jak każde inne, które od niego słyszał. Diabeł na ramieniu podpowiadał mu, że nie. Że takiego tonu nie słyszał, nie w takim wydaniu, że takiego uśmiechu jeszcze nigdy nie dostrzegł. Mógł zachowywać to samouwielbienie dla sztuki, jaką we własnym guście się stał, ale nie mógł pozbawić swojej głowy tego, co robiła zawsze. Czyli podważania prawie wszystkiego, co mogło być w nim dobre. Bardzo specjalnie i bardzo z premedytacją obracał się powoli, kiedy jego wzrok tak badał kobiece ciało. Znał to odczucie. Znał aż za dobrze głód wiszący w powietrzu. Tylko czy to wystarczyło, żeby złapać bestię, jaką był Esme? Niee... pewnie nie. Gotowa była ugryźć, albo odrzucić, jeśli za tym, co widzi, nie podąży coś więcej. Zła ocena wliczała się w pasmo porażek, bo gotów był swoim zwyczajem strzelić, że Esme nie potrzebował mądrości w głowie blondynki, żeby przez godzinę nacieszyć się jej ciałem. A potem były takie blondynki, do których pewnie chciał powracać. Oto był jego zakład tego południa. Niech to złote słońce, które promieniami wlewało się przez szkło do środka, będzie świadkiem grzesznego gamblu.

Wyciągnął dłoń z paznokciami w kształcie migdałów i delikatnie złapał jego skórę.

- Uszczypnięcie może nie działać w przypadku koszmarów. - Kąciki ust podciągnęły się kobiecie odrobinę wyżej na chwilę. - Więc może dla nich straci pan głowę? - Przecież ci powiedziałem - gdybym mógł, zamknąłbym cię w koszmarze. Tylko nie dotrzymałby słowa. Ranić go? Nie. Tamto wyzwalające poczucie władzy się rozmyło, teraz czuł władzę zupełnie innego rodzaju. Choć ciągle nie wiedział, na czym polegał ten fenomen mężczyzn - jak łatwo było ich manipulować, by robili to, czego chciałeś. Wystarczyło tylko dać im odpowiednią pokusę... a będąc kobietą miał ich aż nadto. To nie Wąż skusił Ewę na jabłko. To Ewa podszepnęła Wężowi, żeby zaczął ją kusić.

Czy TAKIM go widział? Bożka jakby znieruchomiałego, jakby zaczarowanego. Musiał się powstrzymywać, żeby nie zacząć chichotać od tego widoku, bo był niemal... kuriozalny. Spokojnie, minie chwila, druga. Zobaczy wtedy swoimi dużymi oczami, że to, co tak bawi i cieszy w ramach zabawy jest obosiecznym mieczem. Pewnie jednosiecznym - skierowanym w siebie samego. Oto wszystko, czego nie możesz mieć - zacznie śpiewać stal. To pewnie ta sama, której rękojeść próbował naprawić Esme... albo to była inna alegoria? Innego miecza szukacie, bardziej tego z rąk Pani Jeziora?

Czy taką ją widział? Cukierka, bo przecież teraz nie anioła. Gdyby chciał za niego uchodzić przybrałby piękną, białą suknię - miał przecież nawet krój, który wystarczyłoby zaklęciem przerobić na sukienkę i materiał na plecach ciągnąłby się za nim jak skrzydła. Skrzydła ciągnięte po ziemi Nokturnu, splugawienie i ludzki rynsztok. Tak, cud, że nikt jej tutaj nie zaczepił, ale to było parę szybkich kroków. Odrobina szczęścia. Wystarczająca wola, żeby dotrzeć tutaj w jednym kawałku, nienaruszonym stanie i dobrym nastrojem na podorędziu.

W końcu to był bardzo dobry dzień.

- Zastanawiam się... - Powoli uniósł spojrzenie, powoli przesunął kapelusz nieco wyżej, żeby o wiele lepiej go widzieć. Jak wilk w bajce. - ... czy skóra dobrze wyglądałaby na moim ciele. - Twoja skóra. Skóra, którą może ściągnięto właśnie z jakiegoś węża, której Esme nie lubił, albo bardziej szlachetnego zwierzęcia. Skóra czarna, która zamieniłaby cukierka w... Lukrecję. - Jak myślisz? - Bo ja myślę, że najlepiej wyglądałaby bez niej. Znów zastukały obcasy. Teraz kobieta skierowała się bezpośrednio do miejsca, o które opierał się Esme. Wystarczyłoby sięgnąć do kapelusza, żeby go zdjąć. Zatrzymała się nawet bliżej niż na wyciągnięcie ramienia, by zajrzeć w jego oczy. - Zabawne. Tyle znawców mody wokół, a ja przychodzę pytać o to rzemieślnika. - Znów kąciku ust drgnęły jej na moment mocniej w górę. - A jednocześnie nie zapytałabym o to nikogo innego.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Esmé Rowle (8810), Laurent Prewett (8394)




Wiadomości w tym wątku
[11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Laurent Prewett - 05.04.2024, 17:00
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Esmé Rowle - 06.04.2024, 19:51
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Laurent Prewett - 06.04.2024, 21:07
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Esmé Rowle - 22.04.2024, 12:16
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Laurent Prewett - 23.04.2024, 20:49
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Esmé Rowle - 16.05.2024, 05:09
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Laurent Prewett - 16.05.2024, 08:10
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Esmé Rowle - 02.08.2024, 06:08
RE: [11.07.1972] Requirement Unsatisfied | Laurent & Esme - przez Laurent Prewett - 11.08.2024, 14:26

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa