06.04.2024, 23:30 ✶
No tak. Można się było tego spodziewać, że ktokolwiek inny niż Kimi to raczej przychodził tu do Geraldine... Tylko że od kiedy to Geraldine zadawała się z bogatymi bubkami? Znajomość z Laurentem Prewettem kompletnie mi do niej nie pasowała, bo to człowiek - albo też bestia - był nie w jej typie. Ani w gronie znajomych czy przyjaciół, a tym bardziej w ramach miłostek, więc przyjąłem to do siebie tylko z lekkim kiwnięciem głową, zdecydowanie zamyślony.
- Oczywiście, że nie pomylił pan adresów. Cóż za ignorancja z pana strony... Jestem jej młodszym bratem - odparłem dosyć oschle, wciąż bawiąc się w te dworskie grzeczności, chociaż bardziej z niecnych pobudek, aniżeli w ramach uprzejmości. Jeśli o mnie chodziło, preferowałem swojski sposób bycia, więc nawet nie krępowało mnie to, że stałem przed Wielkim Panem Prewettem w piżamie. Wręcz przeciwnie - było mi cholernie wygodnie, luźno, obszernie. Ale to mnie i moją rodzinę różniło od innych rodów czystej krwi... Nie baliśmy się pobrudzić sobie dłoni, a jak trzeba było, to spałem po namiotach, nawet niekiedy w błocie, szczególnie kiedy zabawa miała być przednia. Czy to na festiwalu, czy na polowaniu.
I może nie powinienem się tak teraz chwalić, że byłem bratem Geraldine by w razie najczarniejszych scenariuszy nie wiązano jej ze mną, ale jednak... Chęć dopiekania Laurentowi była silniejsza niż zdrowy rozsądek. Postanowiłem dalej w to iść.
- Podczas naszego ostatniego spotkania miałem... przyjemność się przedstawić. Może przypomnę, odświeżę pamięć... Astaroth Yaxley - odparłem, odruchowo wyciągając dłoń w kierunku Laurenta. Głupi ja, bo zrobiłem nim pomyślałem, wciąż czasami zapominając się, gubiąc w swoim nowym statusie, szczególnie kiedy miałem do czynienia z ludźmi - bądź nieludźmi - z zewnątrz. Niedawno spijałem krew od Kimi, więc byłem nieco cieplejszy niż zwykle, ale wciąż chłodniejszy niż normalny człowiek. Choć kto wie...? Może można było to pomylić z chłodem panującym w środku...? Choć to mocno naciągane, to może jednak? Sam osobiście nie miałem okazji odczuwać swoich różnic temperaturowych, aczkolwiek Kim mi coś mówiła, że czuje różnicę, ale nie jakąś znaczącą. Myślę, że starała się mnie pocieszać i nie podawała mi faktycznych danych z własnych obserwacji.
Cóż, ale teraz nie miałem tego w głowie. Może bardziej chęć mocniejszego ściśnięcia dłoni Laurenta, jeśli jednak odważy się zrobić ten krok czy może dwa w moim kierunku. Miałem okazję zarejestrować, że jednak po naszej pierwszej rozmowie, wolał trzymać się ode mnie z daleka. I dobrze się stało, bo teraz byłem zdecydowanie bardziej niebezpieczny niż ówcześnie. Zrządzenie losu? Fart? Cóż, Bogini Matka kochała Laurenta Prewetta. Przynajmniej dotychczas.
- Oczywiście, że nie pomylił pan adresów. Cóż za ignorancja z pana strony... Jestem jej młodszym bratem - odparłem dosyć oschle, wciąż bawiąc się w te dworskie grzeczności, chociaż bardziej z niecnych pobudek, aniżeli w ramach uprzejmości. Jeśli o mnie chodziło, preferowałem swojski sposób bycia, więc nawet nie krępowało mnie to, że stałem przed Wielkim Panem Prewettem w piżamie. Wręcz przeciwnie - było mi cholernie wygodnie, luźno, obszernie. Ale to mnie i moją rodzinę różniło od innych rodów czystej krwi... Nie baliśmy się pobrudzić sobie dłoni, a jak trzeba było, to spałem po namiotach, nawet niekiedy w błocie, szczególnie kiedy zabawa miała być przednia. Czy to na festiwalu, czy na polowaniu.
I może nie powinienem się tak teraz chwalić, że byłem bratem Geraldine by w razie najczarniejszych scenariuszy nie wiązano jej ze mną, ale jednak... Chęć dopiekania Laurentowi była silniejsza niż zdrowy rozsądek. Postanowiłem dalej w to iść.
- Podczas naszego ostatniego spotkania miałem... przyjemność się przedstawić. Może przypomnę, odświeżę pamięć... Astaroth Yaxley - odparłem, odruchowo wyciągając dłoń w kierunku Laurenta. Głupi ja, bo zrobiłem nim pomyślałem, wciąż czasami zapominając się, gubiąc w swoim nowym statusie, szczególnie kiedy miałem do czynienia z ludźmi - bądź nieludźmi - z zewnątrz. Niedawno spijałem krew od Kimi, więc byłem nieco cieplejszy niż zwykle, ale wciąż chłodniejszy niż normalny człowiek. Choć kto wie...? Może można było to pomylić z chłodem panującym w środku...? Choć to mocno naciągane, to może jednak? Sam osobiście nie miałem okazji odczuwać swoich różnic temperaturowych, aczkolwiek Kim mi coś mówiła, że czuje różnicę, ale nie jakąś znaczącą. Myślę, że starała się mnie pocieszać i nie podawała mi faktycznych danych z własnych obserwacji.
Cóż, ale teraz nie miałem tego w głowie. Może bardziej chęć mocniejszego ściśnięcia dłoni Laurenta, jeśli jednak odważy się zrobić ten krok czy może dwa w moim kierunku. Miałem okazję zarejestrować, że jednak po naszej pierwszej rozmowie, wolał trzymać się ode mnie z daleka. I dobrze się stało, bo teraz byłem zdecydowanie bardziej niebezpieczny niż ówcześnie. Zrządzenie losu? Fart? Cóż, Bogini Matka kochała Laurenta Prewetta. Przynajmniej dotychczas.