07.04.2024, 00:51 ✶
Większym zdziwieniem było dla Erika to, że Samuel otrzymał list z Hogwartu niż to, z jakim uczuciem opowiadał do Kniei. Oczywiście, jakby się tak nad tym zastanowić, to nie było w tym nic dziwnego; Sam był magicznym dzieckiem, a Ministerstwo Magii miało swoje sposoby, aby do takowych dotrzeć, chociażby za pośrednictwem listów. Mimo to na podstawie dotychczasowych opowieści na temat życia Kniei odnosił wrażenia, że za młodu poniekąd funkcjonował kompletnie poza systemem. Czyżby Sam i jego rodzina byli owiani dużo grubszym płaszczykiem tajemnicy, niż z początku można było podejrzewać?
Nie skomentował wzmianki o kłótni rodziców, chociaż zdecydowanie jej nie zlekceważył. Najwyraźniej kwestia tego, gdzie Sam powinien spędzić swoją młodość, była dla jego matki i ojca kwestią sporną, o którą warto było wykłócać się w środku nocy. Nie potrafił jednak domyślić się, z czego mogło to wynikać. Za mało rzetelnych informacji i sprawdzonych faktów, a za dużo sugestii, kreatywnych dopowiedzeń i pół-prawd, które mogły okazać się fałszywe i nijak związane z rzeczywistością.
— To bardzo... odświeżające — przyznał z krzywym wyrazem twarzy, nie potrafiąc znaleźć lepszego słowa, które oddałoby potok jego myśli. — Chyba nie spotkałem jak dotąd kogoś takiego jak ty. To znaczy... Znam ludzi, którzy uwielbiają naturę, życie na wsi, gdzie czas płynie wolniej, ale to coś innego. Większość z nich dalej zachowuje więź z miastem i wszystkim, co się z nim kojarzy. — Zamilkł na moment. — Jesteś takim... ucieleśnieniem beztroski związanej z naturą.
A jednak nawet ten wywód nie do końca oddawał w pełni Samuela takim, jakim widział go Erik. Wydawał się oderwany od szarej rzeczywistości, w jakiej przyszło żyć Erikowi w związku z pracą w Ministerstwie Magii i całym tym bagnie związanym ze Śmierciożercami i uformowaniem Zakonu Feniksa. Podczas gdy rodzeństwo Longbottomów stało po szyję w kłopotach, Samuel egzystował gdzieś poza tym. To było zaskakujące. Bardzo zaskakujące, bo Erik spodziewał się, że toczący się konflikt każdego w jakiś sposób dotknął. A Sama najwidoczniej ominął, nie licząc tego, że przez Czarnego Pana musiał opuścić Knieję.
— Oh, nie! — zaprzeczył kategorycznie. Trzecie Oko okazało się na tyle łaskawe, że akurat jego ominęło przy rozdzielaniu swych darów między poszczególnych członków rodziny. Wystarczyło, że Brenna i Morfeusz musieli mierzyć się ze swoimi przekleństwami. — Nie taką aurę miałem na myśli. Nie umiem ich odczytywać, to zupełnie nie moja działka. Chodziło mi bardziej o to, że wnosisz bardzo konkretną atmosferę do rozmowy czy do pomieszczenia przez samo zjawienie się w nim. — Zamilkł na moment. — Las... Często bywa o ciebie zazdrosny?
Uśmiechnął się lekko, starając się zignorować, jak dziwnie brzmiało to pytanie. Knieja się na ciebie... gniewa?, powtórzył po nim bezgłośnie, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, o co chodzi. Szybko jednak zestawił ze sobą takie słowa jak Brenna, klątwa, drzewa, pędy oraz ludzka krzywda. Brzmiało jak klątwa oparta na magii żywiołów. Mimowolnie skrzywił się na wspomnienie z Beltane, gdy natrafili na kapłana kowenu, którego spontanicznie otuliły płomienie. Poza tym czyż partnerka Brenny z Brygady Uderzeniowej nie cierpiała na podobne schorzenie?
Otworzył usta, aby przerwać koledze wpół zdania, jednak wtedy w monologu Sama padła wzmianka o jego osobie i to skutecznie zasznurowało mu usta. Jego policzki pokryły się intensywną czerwienią, gdy jego towarzysz zaczął opowiadać, jakie to wrażenie wywarł na nim przed paroma laty. Po raz pierwszy od dawna nie wiedział co powiedzieć i czuł się kompletnie zagubiony. Czy powinien czuć się winny? Jeszcze przed paroma tygodniami, pewnie nawet nie rozpoznałby go na ulicy, a wątpił, aby w przeszłości odbyli jakąkolwiek dłuższą rozmowę. Nie chciał też zaprzeczać. Z jakiegoś uznał, że gdyby to zrobił, byłoby to jak okazanie braku szacunku swemu rozmówcy.
— Mam nadzieję, że wypowiedzenie tego wszystkiego na głos pomogło — rzucił cicho, w porę gryząc się w język, zanim wypowiedział pozbawione większego znaczenia ''przepraszam''.
Chrząknął, kiwając przy tym parę razy głową, gdy Samuel zaproponował, aby przeszli do wędkowania. Tak, wyśmienity pomysł. Erik podniósł się powoli z miejsca, aby sięgnąć po łódki. Następne kilka minut spędził na tłumaczeniach, jak poprawnie trzymać wędkę, jak zarzucić przynętę i jak operować miniaturową korbką. Słowa Longbottoma wypełnione były wstawkami takimi jak ''chyba'', ''moim zdaniem'', ''z tego, co wiem'', ewidentnie wskazując na to, że mężczyzna nie był zbyt doświadczony i operował na ograniczonej wiedzy, jaką zdobył z nielicznych wypraw wędkarskich. Ale kto wie, może uczeń szybko przewyższy swojego ''mistrza''?
Nie skomentował wzmianki o kłótni rodziców, chociaż zdecydowanie jej nie zlekceważył. Najwyraźniej kwestia tego, gdzie Sam powinien spędzić swoją młodość, była dla jego matki i ojca kwestią sporną, o którą warto było wykłócać się w środku nocy. Nie potrafił jednak domyślić się, z czego mogło to wynikać. Za mało rzetelnych informacji i sprawdzonych faktów, a za dużo sugestii, kreatywnych dopowiedzeń i pół-prawd, które mogły okazać się fałszywe i nijak związane z rzeczywistością.
— To bardzo... odświeżające — przyznał z krzywym wyrazem twarzy, nie potrafiąc znaleźć lepszego słowa, które oddałoby potok jego myśli. — Chyba nie spotkałem jak dotąd kogoś takiego jak ty. To znaczy... Znam ludzi, którzy uwielbiają naturę, życie na wsi, gdzie czas płynie wolniej, ale to coś innego. Większość z nich dalej zachowuje więź z miastem i wszystkim, co się z nim kojarzy. — Zamilkł na moment. — Jesteś takim... ucieleśnieniem beztroski związanej z naturą.
A jednak nawet ten wywód nie do końca oddawał w pełni Samuela takim, jakim widział go Erik. Wydawał się oderwany od szarej rzeczywistości, w jakiej przyszło żyć Erikowi w związku z pracą w Ministerstwie Magii i całym tym bagnie związanym ze Śmierciożercami i uformowaniem Zakonu Feniksa. Podczas gdy rodzeństwo Longbottomów stało po szyję w kłopotach, Samuel egzystował gdzieś poza tym. To było zaskakujące. Bardzo zaskakujące, bo Erik spodziewał się, że toczący się konflikt każdego w jakiś sposób dotknął. A Sama najwidoczniej ominął, nie licząc tego, że przez Czarnego Pana musiał opuścić Knieję.
— Oh, nie! — zaprzeczył kategorycznie. Trzecie Oko okazało się na tyle łaskawe, że akurat jego ominęło przy rozdzielaniu swych darów między poszczególnych członków rodziny. Wystarczyło, że Brenna i Morfeusz musieli mierzyć się ze swoimi przekleństwami. — Nie taką aurę miałem na myśli. Nie umiem ich odczytywać, to zupełnie nie moja działka. Chodziło mi bardziej o to, że wnosisz bardzo konkretną atmosferę do rozmowy czy do pomieszczenia przez samo zjawienie się w nim. — Zamilkł na moment. — Las... Często bywa o ciebie zazdrosny?
Uśmiechnął się lekko, starając się zignorować, jak dziwnie brzmiało to pytanie. Knieja się na ciebie... gniewa?, powtórzył po nim bezgłośnie, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, o co chodzi. Szybko jednak zestawił ze sobą takie słowa jak Brenna, klątwa, drzewa, pędy oraz ludzka krzywda. Brzmiało jak klątwa oparta na magii żywiołów. Mimowolnie skrzywił się na wspomnienie z Beltane, gdy natrafili na kapłana kowenu, którego spontanicznie otuliły płomienie. Poza tym czyż partnerka Brenny z Brygady Uderzeniowej nie cierpiała na podobne schorzenie?
Otworzył usta, aby przerwać koledze wpół zdania, jednak wtedy w monologu Sama padła wzmianka o jego osobie i to skutecznie zasznurowało mu usta. Jego policzki pokryły się intensywną czerwienią, gdy jego towarzysz zaczął opowiadać, jakie to wrażenie wywarł na nim przed paroma laty. Po raz pierwszy od dawna nie wiedział co powiedzieć i czuł się kompletnie zagubiony. Czy powinien czuć się winny? Jeszcze przed paroma tygodniami, pewnie nawet nie rozpoznałby go na ulicy, a wątpił, aby w przeszłości odbyli jakąkolwiek dłuższą rozmowę. Nie chciał też zaprzeczać. Z jakiegoś uznał, że gdyby to zrobił, byłoby to jak okazanie braku szacunku swemu rozmówcy.
— Mam nadzieję, że wypowiedzenie tego wszystkiego na głos pomogło — rzucił cicho, w porę gryząc się w język, zanim wypowiedział pozbawione większego znaczenia ''przepraszam''.
Chrząknął, kiwając przy tym parę razy głową, gdy Samuel zaproponował, aby przeszli do wędkowania. Tak, wyśmienity pomysł. Erik podniósł się powoli z miejsca, aby sięgnąć po łódki. Następne kilka minut spędził na tłumaczeniach, jak poprawnie trzymać wędkę, jak zarzucić przynętę i jak operować miniaturową korbką. Słowa Longbottoma wypełnione były wstawkami takimi jak ''chyba'', ''moim zdaniem'', ''z tego, co wiem'', ewidentnie wskazując na to, że mężczyzna nie był zbyt doświadczony i operował na ograniczonej wiedzy, jaką zdobył z nielicznych wypraw wędkarskich. Ale kto wie, może uczeń szybko przewyższy swojego ''mistrza''?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞