07.04.2024, 01:00 ✶
Patrick zmarszczył brwi. Coś mu się dzisiaj nie podobało w Brennie. Ona tak paplała i paplała a on miał wrażenie, że na karku pojawiła mu się gęsia skórka. I patrzyła inaczej, niby wciąż tak samo ale… odruchowo przesunął się minimalnie w stronę ściany. Czemu próbowała go wypytywać? Podejrzewała go o coś? A może chciała go zdradzić? Domyśliła się?
- Tak, raczej nie we wnętrzu domku – zgodził się powoli. I znowu zaczął się zastanawiać czy Brenna zasugerowała to dlatego, że rzeczywiście, gdyby zaatakowano Bagshota we wnętrzu domku to już by o tym wiedzieli, czy też dlatego, że jakby sama miała kogoś zaatakować, na ten przykład Patricka Stewarda, to zrobiłaby to na zewnątrz? – Mniej więcej trzy lata temu utonęła tutaj czarownica półkrwi, Tara Roberts. Jej mąż kilkukrotnie próbował zmusić Biuro Aurorów do podjęcia śledztwa, ale… - wzruszył ramionami. – Ona naprawdę utonęła. Koroner nie dostrzegł żadnych śladów sugerujących, że to było coś więcej niż samobójstwo. Był też przypadek nastolatków. Para. Świeżo po Hogwarcie. On zniknął, jej rozczłonkowane ciało znaleziono na terenie Ośrodka. Wyglądało to tak, jakby ją zabił i uciekł, ale teraz, kiedy Bagshot wysłał sowę z informacjami o nieumarłych… - urwał, pozwalając Brennie dopowiedzieć sobie resztę.
Może jednak to nie była prosta historia o morderstwie dziewczyny przez jej chłopaka, ale tam też uwikłane były żywe trupy? Bardzo inteligentne żywe trupy?
- I tak nie mamy nic lepszego do roboty – zgodził się na pomysł o wzięciu jakiegoś ubrania Owena, ale w jego głowie pojawiła się kolejna nieznośna myśl. Czy ona naprawdę chciała łapać trop Bagshota czy sugerowała mu właśnie, że złapała jego trop? Czy ona naprawdę chciała go zdradzić? Czy mieli teraz iść do domku letniskowego Bagshota czy też próbowała zaprowadzić go w zasadzkę?
Patrick posłał Brennie nieszczery uśmiech a potem wykonał kurtuazyjny ruch ręką, który miał jej pokazać, że przepuszcza ją przodem. Niedoczekanie twoje, że pozwolę ci iść za mną, pomyślał jednocześnie. Przez chwilę nawet korciło go, by na wszelki wypadek sięgnąć po różdżkę, ale powstrzymał się przed tym gestem.
- Prawie jak nie ty – rzucił łagodnie. – Dobrze, że zrobiłaś sobie dzień przerwy. – Źle, że najwidoczniej wcale nie spędziłaś go na wypoczywaniu, ale na knuciu za moimi plecami. Jak dowiedziałaś się prawdy o sprawie Hillów? Bo przecież na pewno o to chodziło. Dowiedziałaś się i teraz mnie zdradzisz. – I dobrze, że nikt nie został poważnie ranny. Czasem dręczą mnie wyrzuty sumienia, chociaż wiem, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. – Nie rozumiesz, że nie miałem wyboru? Musiałem chronić rodzinę.
Noc była ciepła, bezchmurna. Na niebie widać było gwiazdy. Patrick odprężył się odrobinę. Może dało się to jeszcze jakoś odkręcić? Skoro Brenna jeszcze nie wyciągnęła różdżki to oznaczało, że pewnie się wahała. Może docierało do niej, że naprawdę nie miał wyboru a to byli bardzo źli ludzie?
- Ja trochę też. Ale mam nadzieję, że nie znajdziemy tu niedaleko żadnego mauzoleum – odpowiedział, nawiązując tym samym do tego, w którym byli ostatnio razem z Mavelle i hordą nieumarłych.
- Tak, raczej nie we wnętrzu domku – zgodził się powoli. I znowu zaczął się zastanawiać czy Brenna zasugerowała to dlatego, że rzeczywiście, gdyby zaatakowano Bagshota we wnętrzu domku to już by o tym wiedzieli, czy też dlatego, że jakby sama miała kogoś zaatakować, na ten przykład Patricka Stewarda, to zrobiłaby to na zewnątrz? – Mniej więcej trzy lata temu utonęła tutaj czarownica półkrwi, Tara Roberts. Jej mąż kilkukrotnie próbował zmusić Biuro Aurorów do podjęcia śledztwa, ale… - wzruszył ramionami. – Ona naprawdę utonęła. Koroner nie dostrzegł żadnych śladów sugerujących, że to było coś więcej niż samobójstwo. Był też przypadek nastolatków. Para. Świeżo po Hogwarcie. On zniknął, jej rozczłonkowane ciało znaleziono na terenie Ośrodka. Wyglądało to tak, jakby ją zabił i uciekł, ale teraz, kiedy Bagshot wysłał sowę z informacjami o nieumarłych… - urwał, pozwalając Brennie dopowiedzieć sobie resztę.
Może jednak to nie była prosta historia o morderstwie dziewczyny przez jej chłopaka, ale tam też uwikłane były żywe trupy? Bardzo inteligentne żywe trupy?
- I tak nie mamy nic lepszego do roboty – zgodził się na pomysł o wzięciu jakiegoś ubrania Owena, ale w jego głowie pojawiła się kolejna nieznośna myśl. Czy ona naprawdę chciała łapać trop Bagshota czy sugerowała mu właśnie, że złapała jego trop? Czy ona naprawdę chciała go zdradzić? Czy mieli teraz iść do domku letniskowego Bagshota czy też próbowała zaprowadzić go w zasadzkę?
Patrick posłał Brennie nieszczery uśmiech a potem wykonał kurtuazyjny ruch ręką, który miał jej pokazać, że przepuszcza ją przodem. Niedoczekanie twoje, że pozwolę ci iść za mną, pomyślał jednocześnie. Przez chwilę nawet korciło go, by na wszelki wypadek sięgnąć po różdżkę, ale powstrzymał się przed tym gestem.
- Prawie jak nie ty – rzucił łagodnie. – Dobrze, że zrobiłaś sobie dzień przerwy. – Źle, że najwidoczniej wcale nie spędziłaś go na wypoczywaniu, ale na knuciu za moimi plecami. Jak dowiedziałaś się prawdy o sprawie Hillów? Bo przecież na pewno o to chodziło. Dowiedziałaś się i teraz mnie zdradzisz. – I dobrze, że nikt nie został poważnie ranny. Czasem dręczą mnie wyrzuty sumienia, chociaż wiem, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. – Nie rozumiesz, że nie miałem wyboru? Musiałem chronić rodzinę.
Noc była ciepła, bezchmurna. Na niebie widać było gwiazdy. Patrick odprężył się odrobinę. Może dało się to jeszcze jakoś odkręcić? Skoro Brenna jeszcze nie wyciągnęła różdżki to oznaczało, że pewnie się wahała. Może docierało do niej, że naprawdę nie miał wyboru a to byli bardzo źli ludzie?
- Ja trochę też. Ale mam nadzieję, że nie znajdziemy tu niedaleko żadnego mauzoleum – odpowiedział, nawiązując tym samym do tego, w którym byli ostatnio razem z Mavelle i hordą nieumarłych.