07.04.2024, 02:02 ✶
Patrick nie stanął po stronie Neila, bo od początku stał po stronie Sebastiana. Stał po jego stronie ciągnąc go na potańcówkę, stał po jego stronie w zaklętej stodole i na tej ławce też miał pozostać po jego stronie. Na tym trochę polegała przyjaźń. A trochę chodziło o to, że Steward, jak śmiesznie by to nie zabrzmiało, w związkach i w relacjach (nawet tych niekoniecznie romantycznych) pozostawał do bólu lojalny a jego towarzysz, choć pewnie nie zdawał sobie z tego sprawy, zaskarbił sobie jego lojalność.
- Wiesz, że od razu uwierzyłem w tę pozytywną wersję? – zapytał cicho. – Jakoś tak odruchowo, kiedy powiedziałeś mi, że wszystko ze mną w porządku i tylko noszę w głowie jego wspomnienia, ale nie jego samego… - uśmiechnął się dość smutno i gorzko. Było to trochę żałosne, ale gdyby Patrick mógł wybrać, chciałby dostrzec inne wspomnienia ojca. Najlepiej takie, w których ten był, po prostu, dobrym, kochającym rodzinę człowiekiem. Ale zamiast tego zobaczył kolejne warstwy szaleństwa, na tyle głębokie, że nie przełamała ich nawet śmierć.
Ale ojca już nie było. Resztki jego wspomnień ulatywały z umysłu Patricka, niemal niezauważenie. Nadal niby je pamiętał, ale już nie tak żywo, nie tak kolorowo. Przestawały być niemal jak własne a stawały się tylko cudzą opowieścią. A teraz zaczęło do niego docierać, że być może on również stanie się niedługo tylko słowami w czyjejś opowieści.
Posłał Sebastianowi długie, spokojne spojrzenie. Przyglądał się jego profilowi, gdy perorował o komorach i gdy zaczynał – bo tak to dokładnie wyglądało – domyślać się, co właściwie zamierzał mu powiedzieć auror. A przecież z Macmillanem powinno być prościej niż z taką babcią lub dziadkiem. I pewnie było, bo chociaż Steward myślał o przyznaniu im się do tego, czego dowiedział się od Mavelle, to jakoś nie potrafił. A na powiedzenie prawdy siedzącemu obok mężczyźnie się przecież zdecydował. Ale i tak sporo go to kosztowało.
- Jedna z Zimnych była za granicą i tam szukała informacji o naszym stanie – zaczął neutralnym tonem, celowo pomijając imię i nazwisko Bones a nawet udział w całej wyprawie Brenny. – Dowiedziała się, że istnieje spora szansa, że… – spora szansa brzmiało trochę lepiej niż, ja chyba nie mam wyboru - …że albo w Samhain spróbujemy odwrócić to co się stało w Beltane, albo umrzemy. Ale możemy umrzeć nawet jeśli to odwrócimy.
I już. Powiedział to, ale nagle zabrakło mu odwagi, by dalej patrzeć na twarz Sebastiana. Nie chciał tam zobaczyć litości. Nie czuł się chory lub słaby. Może nieroztropnie ryzykował swoim życiem, byleby przeszkodzić Czarnemu Panu, ale gdyby znowu przyszło mu podejmować podobną decyzję to zrobiłby dokładnie to samo. Świat, w którym Lord Voldemort nie zwyciężył, był ważniejszym światem niż życie jednego Patricka Stewarda.
- Nie martw się. Jeśli naprawdę wszystko pójdzie źle, pójdę dalej. – Nie wrócę jako opętaniec albo duch.
- Wiesz, że od razu uwierzyłem w tę pozytywną wersję? – zapytał cicho. – Jakoś tak odruchowo, kiedy powiedziałeś mi, że wszystko ze mną w porządku i tylko noszę w głowie jego wspomnienia, ale nie jego samego… - uśmiechnął się dość smutno i gorzko. Było to trochę żałosne, ale gdyby Patrick mógł wybrać, chciałby dostrzec inne wspomnienia ojca. Najlepiej takie, w których ten był, po prostu, dobrym, kochającym rodzinę człowiekiem. Ale zamiast tego zobaczył kolejne warstwy szaleństwa, na tyle głębokie, że nie przełamała ich nawet śmierć.
Ale ojca już nie było. Resztki jego wspomnień ulatywały z umysłu Patricka, niemal niezauważenie. Nadal niby je pamiętał, ale już nie tak żywo, nie tak kolorowo. Przestawały być niemal jak własne a stawały się tylko cudzą opowieścią. A teraz zaczęło do niego docierać, że być może on również stanie się niedługo tylko słowami w czyjejś opowieści.
Posłał Sebastianowi długie, spokojne spojrzenie. Przyglądał się jego profilowi, gdy perorował o komorach i gdy zaczynał – bo tak to dokładnie wyglądało – domyślać się, co właściwie zamierzał mu powiedzieć auror. A przecież z Macmillanem powinno być prościej niż z taką babcią lub dziadkiem. I pewnie było, bo chociaż Steward myślał o przyznaniu im się do tego, czego dowiedział się od Mavelle, to jakoś nie potrafił. A na powiedzenie prawdy siedzącemu obok mężczyźnie się przecież zdecydował. Ale i tak sporo go to kosztowało.
- Jedna z Zimnych była za granicą i tam szukała informacji o naszym stanie – zaczął neutralnym tonem, celowo pomijając imię i nazwisko Bones a nawet udział w całej wyprawie Brenny. – Dowiedziała się, że istnieje spora szansa, że… – spora szansa brzmiało trochę lepiej niż, ja chyba nie mam wyboru - …że albo w Samhain spróbujemy odwrócić to co się stało w Beltane, albo umrzemy. Ale możemy umrzeć nawet jeśli to odwrócimy.
I już. Powiedział to, ale nagle zabrakło mu odwagi, by dalej patrzeć na twarz Sebastiana. Nie chciał tam zobaczyć litości. Nie czuł się chory lub słaby. Może nieroztropnie ryzykował swoim życiem, byleby przeszkodzić Czarnemu Panu, ale gdyby znowu przyszło mu podejmować podobną decyzję to zrobiłby dokładnie to samo. Świat, w którym Lord Voldemort nie zwyciężył, był ważniejszym światem niż życie jednego Patricka Stewarda.
- Nie martw się. Jeśli naprawdę wszystko pójdzie źle, pójdę dalej. – Nie wrócę jako opętaniec albo duch.