07.04.2024, 02:30 ✶
Skinął tylko głową, kiedy Ambrosia wypowiedziała na głos to, czego on nie potrafił z siebie wydusić: Alexander przywykł do tego, że jego słowa były bronią masowego rażenia - to przecież on wywlókł na światło dzienne tę nieszczęsną Grecję podczas ich - cholera, jak to nazwać - przyjacielskiej dyskusji? spotkania? randki? - teraz, kiedy znał prawdę, nie miał zaś w sobie wystarczająco dużo odwagi, by przyznać się do swojego błędu; by przeprosić, że wyrzucił to kobiecie prosto w twarz, jakby wymierzał jej policzek.
Wiedział, że musiało ją to boleć tak samo, jak i jego - ale jego próby bycia prawdziwym sprowadzały się do tego, że ranił tylko Rosie swoją brutalną szczerością - więc wolał już milczeć, by nie wyrządzić więcej szkód jej szlachetnemu sercu.
I tak pokrywały je już gówniarskie skaryfikacje z jego imieniem, pomyślał gorzko.
- Nie. - Na pytanie McKinnon odpowiedział krótko i konkretnie, choć ledwo zdążył zaprzeczyć, zaczął się zastanawiać, czy ta nie nazwie go zaraz snobem. - Chociaż na widoki nie mogę narzekać - rzucił lekko Alexander, przymykając z lubością oczy skryte pod ciemnymi szkłami okularów: miał wrażenie, że drobiny słońca, wciąż opromieniającego jego twarz, osadziły mu się rzęsach, drażniąc już i tak ciężkie od chronicznego niewyspania powieki. Cieszył się, że stał odwrócony plecami do Ambrosii, bo ta nie mogła dostrzec wówczas ciepłego uśmiechu, który na chwilę zaplątał się na jego ustach, kiedy, ni to poważnie, ni to żartobliwie, wyraził swoje zadowolenie z jej obecności u swojego boku.
- Grzeczna dziewczynka - pochwalił ją tylko, kiedy wręczyła mu swoją talię. Nie planował reagować na jej zaczepki, ale nie potrafił sobie odmówić, gdy była tak blisko; nie, kiedy droczyła się z nim tym wyjątkowym tonem. Zawsze musisz być taka cholernie przenikliwa? - Nie kuś, McKinnon, bo następnym razem oddam ci talię złożoną z samych Księżyców - ostrzegł ją, nawiązując żartem do prezentu, jaki wręczyła mu pod koniec lipca: talii tarota, której wszystkie karty, po wyciągnięciu, przybierały wygląd karty Słońca. - Będę się zachowywał. Możesz patrzeć mi na ręce. - Jak powiedział, tak zrobił. Stanął za Ambrosią, otaczając ją ramionami tak, że swój podbródek mógł opierać o jej głowę, zaś ręce, trzymał wyciągnięte przed sobą: tak, by kobieta mogła patrzeć, jak przetasowuje karty.
Talia Ambrosii była bardziej poszatkowana niż jego własna: brakowało wielu kart, bo te albo zagubiły się w meandrach czasu, albo pomieszkiwały akurat wśród jego kart, albo odeszły do niebytu.
U niego brakowało tylko Głupca. Ostatnimi czasy zwykł uzupełniać brakujące karty takimi pochodzącymi z innych talii, by mieć dostęp do kompletu, ale tej jednej karty nie odważył się włożyć z powrotem.
Jego własny Głupiec znajdował się od marca w talii Ambrosii: tej samej, którą teraz czule tasował. Wyczuwał go pod palcami. Słyszał cwaniacki chichot widniejącego na karcie młodzieńca i wesołe szczekanie psa, który mu towarzyszył. Prosty dla ciebie, odwrócony dla mnie, napisał Alex. Nowy początek dla niej, szaleństwo dla niego.
- Czego oczekiwałem od Windermere? Sam nie wiem. Nie podoba mi się tu. Za dużo ludzi. Zbyt turystycznie. Bezdusznie. Przecież mogliśmy pojechać w lepsze miejsce. Wszędzie.
- Dlaczego nalegałaś, żeby posłuchać tych kostek, Rosie? - spytał łagodnie, choć dobrze wiedział, że prawdziwe pytanie brzmiało inaczej: czego chcesz, Rosie - ode mnie, od tego miejsca, od całej tej naszej malutkiej eskapady? - czy to znowu te same, niemądre pragnienia, które próbuję wyperswadować ci od lat? Nie było już śladu po tych beztroskich “pięknych dwudziestoletnich”, nie błądzili po świecie w poszukiwaniu zagubionych artefaktów, i choć sam Alex myślał czasem - często? - że wcale się nie zmienili - w końcu łączące ich nici powiązań nie zmieniły się ani razu, przez wszystkie te lata - ale przecież nie byli tymi samymi ludźmi, co jeszcze kilka miesięcy - kilka lat temu. Oboje desperacko łapali się ochłapów przeszłości, ale robili to w kompletnie różny sposób. Mulciber nie potrafił jeszcze rozstrzygnąć, czy istniał jakiś porządek w tym chaosie.
- Nie musimy ich słuchać przez wzgląd na stare sentymenty. Udawać, że to coś nowego, kiedy wciąż żyjemy tym, co było. Chciałaś, żebym patrzył w przyszłość, tak? Więc chcę wiedzieć, co nas tu naprawdę czeka.
Wiedział, że musiało ją to boleć tak samo, jak i jego - ale jego próby bycia prawdziwym sprowadzały się do tego, że ranił tylko Rosie swoją brutalną szczerością - więc wolał już milczeć, by nie wyrządzić więcej szkód jej szlachetnemu sercu.
I tak pokrywały je już gówniarskie skaryfikacje z jego imieniem, pomyślał gorzko.
- Nie. - Na pytanie McKinnon odpowiedział krótko i konkretnie, choć ledwo zdążył zaprzeczyć, zaczął się zastanawiać, czy ta nie nazwie go zaraz snobem. - Chociaż na widoki nie mogę narzekać - rzucił lekko Alexander, przymykając z lubością oczy skryte pod ciemnymi szkłami okularów: miał wrażenie, że drobiny słońca, wciąż opromieniającego jego twarz, osadziły mu się rzęsach, drażniąc już i tak ciężkie od chronicznego niewyspania powieki. Cieszył się, że stał odwrócony plecami do Ambrosii, bo ta nie mogła dostrzec wówczas ciepłego uśmiechu, który na chwilę zaplątał się na jego ustach, kiedy, ni to poważnie, ni to żartobliwie, wyraził swoje zadowolenie z jej obecności u swojego boku.
- Grzeczna dziewczynka - pochwalił ją tylko, kiedy wręczyła mu swoją talię. Nie planował reagować na jej zaczepki, ale nie potrafił sobie odmówić, gdy była tak blisko; nie, kiedy droczyła się z nim tym wyjątkowym tonem. Zawsze musisz być taka cholernie przenikliwa? - Nie kuś, McKinnon, bo następnym razem oddam ci talię złożoną z samych Księżyców - ostrzegł ją, nawiązując żartem do prezentu, jaki wręczyła mu pod koniec lipca: talii tarota, której wszystkie karty, po wyciągnięciu, przybierały wygląd karty Słońca. - Będę się zachowywał. Możesz patrzeć mi na ręce. - Jak powiedział, tak zrobił. Stanął za Ambrosią, otaczając ją ramionami tak, że swój podbródek mógł opierać o jej głowę, zaś ręce, trzymał wyciągnięte przed sobą: tak, by kobieta mogła patrzeć, jak przetasowuje karty.
Talia Ambrosii była bardziej poszatkowana niż jego własna: brakowało wielu kart, bo te albo zagubiły się w meandrach czasu, albo pomieszkiwały akurat wśród jego kart, albo odeszły do niebytu.
U niego brakowało tylko Głupca. Ostatnimi czasy zwykł uzupełniać brakujące karty takimi pochodzącymi z innych talii, by mieć dostęp do kompletu, ale tej jednej karty nie odważył się włożyć z powrotem.
Jego własny Głupiec znajdował się od marca w talii Ambrosii: tej samej, którą teraz czule tasował. Wyczuwał go pod palcami. Słyszał cwaniacki chichot widniejącego na karcie młodzieńca i wesołe szczekanie psa, który mu towarzyszył. Prosty dla ciebie, odwrócony dla mnie, napisał Alex. Nowy początek dla niej, szaleństwo dla niego.
- Czego oczekiwałem od Windermere? Sam nie wiem. Nie podoba mi się tu. Za dużo ludzi. Zbyt turystycznie. Bezdusznie. Przecież mogliśmy pojechać w lepsze miejsce. Wszędzie.
Rzut Tarot 1d78 - 45
Król Mieczy
Król Mieczy
Rzut 1d2 - 1
- Dlaczego nalegałaś, żeby posłuchać tych kostek, Rosie? - spytał łagodnie, choć dobrze wiedział, że prawdziwe pytanie brzmiało inaczej: czego chcesz, Rosie - ode mnie, od tego miejsca, od całej tej naszej malutkiej eskapady? - czy to znowu te same, niemądre pragnienia, które próbuję wyperswadować ci od lat? Nie było już śladu po tych beztroskich “pięknych dwudziestoletnich”, nie błądzili po świecie w poszukiwaniu zagubionych artefaktów, i choć sam Alex myślał czasem - często? - że wcale się nie zmienili - w końcu łączące ich nici powiązań nie zmieniły się ani razu, przez wszystkie te lata - ale przecież nie byli tymi samymi ludźmi, co jeszcze kilka miesięcy - kilka lat temu. Oboje desperacko łapali się ochłapów przeszłości, ale robili to w kompletnie różny sposób. Mulciber nie potrafił jeszcze rozstrzygnąć, czy istniał jakiś porządek w tym chaosie.
Rzut Tarot 1d78 - 73
Szóstka Mieczy
Szóstka Mieczy
Rzut 1d2 - 1
- Nie musimy ich słuchać przez wzgląd na stare sentymenty. Udawać, że to coś nowego, kiedy wciąż żyjemy tym, co było. Chciałaś, żebym patrzył w przyszłość, tak? Więc chcę wiedzieć, co nas tu naprawdę czeka.
Rzut Tarot 1d78 - 48
Królowa Denarów
Królowa Denarów
Rzut 1d2 - 2
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat