Nie miał dobrych miesięcy, ale miewał dobre chwile. Czasami nawet dobre dni. Jak 31 lipca, kiedy dostał bukiet słoneczników. BUKIET SŁONECZNIKÓW! Prawie się nad nimi popłakał - ale ze szczęścia. Prawie się nad nimi popłakał - z nieszczęścia. Ile znaczyło otrzymanie kwiatów od człowieka, który i tak się zaraz ożeni, będzie miał szczęśliwą rodzinę i wszystko w jego życiu będzie wyglądało inaczej. Rodzina zmieniała wiele. Pojawi się pewnie dziecko, pojawi się konieczność spędzania z tą rodziną większej ilości czasu, wszystko stanie się jeszcze bardziej drażliwe i konieczne do utrzymania w wielkim sekrecie. Wszystko, czyli..? Czyli te emocje przepływające między nimi, które całkowicie mieszały w umyśle, a Laurent czasami za dużo wysiłku musiał wkładać w to, żeby się kontrolować i nie próbować przełamać granicy między nimi. Głównie dlatego, że Perseus sam ją nakreślił, a Prewett bardzo nie chciał... jak on sam napisał w liscie: nie chciał go zawieść. Nie chciał być w tych pięknych oczach skradzionych chyba samej Muerte kochanką do ukrywania pod pościelą. I co najważniejsze - nie chciał być powodem, dla którego życie tego człowieka i to małżeństwo (w którym powinien być szczęśliwy?) się rozpadło. Było mnóstwo rzeczy, których nie wiedział o Perseusie, ale mimo posiadania całego szeregu własnych wad i niepewności, to w swojej próżności był pewien tego, że kiedy byli razem to ta pustka, o której mówił, chociaż trochę się wypełniała.
Dzień odwiedzenia Ośrodka Windermere nie był jednym z lepszych dni. Piękny kiedyś resort, o którym słyszał, a którego nie odwiedził. W którym znalazł się teraz przez ciekawość z jednej strony, z drugiej - nie mógłby postąpić inaczej. Zgłaszano ostatnio problemy ze stworzeniami w tej okolicy, w tym pojawienie się tych magicznych nieco za blisko miejsca, gdzie mogły wejść w styczność z mugolami. Jasne, że Ministerstwo Magii miało od tego ludzi. Jasne, że nie musiał. Ale jak często bywało w takich przypadkach - po prostu chciał. I utwierdził się w przekonaniu, że dobrze zrobił, kiedy zobaczył, jak dziwna jest woda, nad którą stanął. Kiedy ta mleczna mgła otulała wszystko i wydawała się taka... nienaturalna. Nienaturalne wydawało mu się też to, kogo zobaczył w mgle, gdy wracał do pokoju.
- Myślałem, że mam omamy. - Uśmiechnął się do Perseusa, ale to był dość smętny, bo zmęczony uśmiech. Nieosiągalne piękno - oto, przed kim właśnie stanął, wyciągając dłoń na powitanie, chociaż miał ochotę go przytulić. - Czyżby podróż poślubna?
!szaleństwoWindermere