15.12.2022, 23:45 ✶
Gazeta zmieniła nagle kierunek, lecąc wbrew kierunkowi wiatru. Mackenzie obróciła się gwałtownie, aż zawirował jej płaszcz, a potem zamarła na moment, obserwując górę, wyłaniającą się z lasu.
Tylko to nie była góra.
To była kobieta.
Olbrzymka.
Mackenzie przełknęła ślinę, dłoń odruchowo uciekła do kieszeni, w poszukiwaniu różdżki. Nie mogła tak po prostu się teleportować: nie, kiedy parę metrów za nią została miotła. Potrzebowała kolejnych paru sekund, by uświadomić sobie, że jak na olbrzymkę kobieta jest jednak nieco za niska i że olbrzymom nie wolno posługiwać się różdżkami. Mackenzie wypuściła powietrze z płuc i powoli wysunęła rękę z kieszeni.
Przy Reginie wyglądała jak dziecko. Nie była może bardzo niska, ale nigdy nie była też wysoka: duża zaleta w przypadku graczki quidditcha, pozwalająca jej na osiąganie większej szybkości i zwrotności na miotle. Jej metr sześćdziesiąt pięć wypadał jednak żałośnie wobec wzrostu Rowle. Już na pierwszy rzut oka dało się też odgadnąć, że Mackenzie jest od Rowle dużo młodsza. Czarodzieje może i starzeli się czasem trochę wolniej niż ludzie, ale po Kenzie było widać, że nie może mieć dużo więcej niż dwadzieścia lat.
Zadarła głowę, spoglądając na twarz kobiety, wciąż mając się na baczności. Olbrzymy słynęły ze złośliwości i agresji, kto wie, w jaki sposób zachowa się ktoś, kto albo był potomkiem takiego, albo w dzieciństwie wpadł do kociołka z wywarem powodującym szybki wzrost?
A wtedy Rowle zaczęła mówić i kompletnie zbiła Mackenzie z tropu. Graniany? Norweski kolczasty? Smoki?
- Nie – powiedziała w końcu trochę skołowana, szybko jednak wzięła się w garść. Niezbyt przejęła się tym, że Regina przeszła z nią na „ty”. W rodzinach czystokrwistych bardzo ceniono dobre maniery, i matka próbowała wpoić je też Mackenzie, problem polegał jednak na tym, że Green ani nie miała ku temu charakteru, ani odpowiednich warunków, skoro wychowywała się z dala od innych „dzieci z dobrych domów”. Nie umiała odpowiednio się zachowywać w towarzystwie i mogła uchodzić wręcz za niegrzeczną, przynajmniej czasami. Nie zwróciła nawet uwagi na to, że zachowanie Reginy mogłoby zostać odczytane jako gburowate.– Nie na wszystkie pytania – uzupełniła jeszcze, by było to jasne, bo nie, nie była magizoologiem, nie wiedziała nawet, czym są te graniany, a gdyby usłyszała pogłoskę o jakimś smoku, kręcącym się w okolicy, na pewno by tu nie przyleciała. Nawet nie ze strachu. Po prostu smok mógłby podpalić jej cenną miotłę! Miotłę, na którą Mackenzie wydała tyle pieniędzy, ile miała do dyspozycji przez siedem lat nauki w Hogwarcie! (To, że obecnie w jej skrytce bankowej spoczywały sporo większe fundusze i powoli rosły, nie miało znaczenia. Wciąż nie przywykła do operowania na takich sumach.)
Mackenzie mówiła po angielsku, z nienagannym akcentem, ewidentnie więc nie była rodowitą Norweżką. Wyglądało zresztą na to, że Rowle również nie pochodziła z tej okolicy.
- To nie śmieci – sprostowała jeszcze Greengrass. Wahała się przez moment, ale ostatecznie wyciągnęła dłoń ku Reginie, ewidentnie sugerując tym gestem, że chciałaby odzyskać gazetę. Chyba ta nie połamie jej ręki? – Wiatr ją porwał. Czytałam artykuł.
Tylko to nie była góra.
To była kobieta.
Olbrzymka.
Mackenzie przełknęła ślinę, dłoń odruchowo uciekła do kieszeni, w poszukiwaniu różdżki. Nie mogła tak po prostu się teleportować: nie, kiedy parę metrów za nią została miotła. Potrzebowała kolejnych paru sekund, by uświadomić sobie, że jak na olbrzymkę kobieta jest jednak nieco za niska i że olbrzymom nie wolno posługiwać się różdżkami. Mackenzie wypuściła powietrze z płuc i powoli wysunęła rękę z kieszeni.
Przy Reginie wyglądała jak dziecko. Nie była może bardzo niska, ale nigdy nie była też wysoka: duża zaleta w przypadku graczki quidditcha, pozwalająca jej na osiąganie większej szybkości i zwrotności na miotle. Jej metr sześćdziesiąt pięć wypadał jednak żałośnie wobec wzrostu Rowle. Już na pierwszy rzut oka dało się też odgadnąć, że Mackenzie jest od Rowle dużo młodsza. Czarodzieje może i starzeli się czasem trochę wolniej niż ludzie, ale po Kenzie było widać, że nie może mieć dużo więcej niż dwadzieścia lat.
Zadarła głowę, spoglądając na twarz kobiety, wciąż mając się na baczności. Olbrzymy słynęły ze złośliwości i agresji, kto wie, w jaki sposób zachowa się ktoś, kto albo był potomkiem takiego, albo w dzieciństwie wpadł do kociołka z wywarem powodującym szybki wzrost?
A wtedy Rowle zaczęła mówić i kompletnie zbiła Mackenzie z tropu. Graniany? Norweski kolczasty? Smoki?
- Nie – powiedziała w końcu trochę skołowana, szybko jednak wzięła się w garść. Niezbyt przejęła się tym, że Regina przeszła z nią na „ty”. W rodzinach czystokrwistych bardzo ceniono dobre maniery, i matka próbowała wpoić je też Mackenzie, problem polegał jednak na tym, że Green ani nie miała ku temu charakteru, ani odpowiednich warunków, skoro wychowywała się z dala od innych „dzieci z dobrych domów”. Nie umiała odpowiednio się zachowywać w towarzystwie i mogła uchodzić wręcz za niegrzeczną, przynajmniej czasami. Nie zwróciła nawet uwagi na to, że zachowanie Reginy mogłoby zostać odczytane jako gburowate.– Nie na wszystkie pytania – uzupełniła jeszcze, by było to jasne, bo nie, nie była magizoologiem, nie wiedziała nawet, czym są te graniany, a gdyby usłyszała pogłoskę o jakimś smoku, kręcącym się w okolicy, na pewno by tu nie przyleciała. Nawet nie ze strachu. Po prostu smok mógłby podpalić jej cenną miotłę! Miotłę, na którą Mackenzie wydała tyle pieniędzy, ile miała do dyspozycji przez siedem lat nauki w Hogwarcie! (To, że obecnie w jej skrytce bankowej spoczywały sporo większe fundusze i powoli rosły, nie miało znaczenia. Wciąż nie przywykła do operowania na takich sumach.)
Mackenzie mówiła po angielsku, z nienagannym akcentem, ewidentnie więc nie była rodowitą Norweżką. Wyglądało zresztą na to, że Rowle również nie pochodziła z tej okolicy.
- To nie śmieci – sprostowała jeszcze Greengrass. Wahała się przez moment, ale ostatecznie wyciągnęła dłoń ku Reginie, ewidentnie sugerując tym gestem, że chciałaby odzyskać gazetę. Chyba ta nie połamie jej ręki? – Wiatr ją porwał. Czytałam artykuł.