07.04.2024, 09:13 ✶
Oczywiście, że Patrick pamiętał inne sprawy dotyczące Windermere – i pewnie sprawdził wszystkie szczegóły, zanim wyjechali. Był o wiele bardziej zorganizowany od niej. Nie miała pojęcia, jak to robił, że był taki rozsądny i ogarnięty.
Uśmiechnęła się do niego – to faktycznie był trochę dziwny uśmiech, bo podszyty uwielbieniem. Brenna zawsze ceniła Patricka, i była gotowa ufać mu ślepo, ale teraz wydawało się jej, że nigdy nie dostrzegła w pełni, jaki był mądry i wspaniały.
– Trochę dziwne, że po prostu utonęła, jeżeli byliby to nieumarli. Chyba że wpadła do wody uciekając przed nimi? Ale czy przez tyle lat nie zaginęłoby tu więcej mugoli? – zastanowiła się. Przerzuciła mniejszy plecak, zawierający niezbędne rzeczy, przez ramię i ruszyła do wyjścia pierwsza, bez chwili wahania, kiedy Steward wskazał drzwi.
Nie miała pojęcia, co chodzi mu po głowie.
Nie dopatrzyła się w jego zachowaniu fałszu (dlaczego miałby ją o coś podejrzewać, przecież niczego złego nie planowała, a Patrick zawsze miał rację), nie domyślała się, co spotkało Hillów (a nawet gdyby w jej głowie powstało jakieś podejrzenie, zakopałaby je głęboko, tak by nawet legimenta nie wyciągnął go z jej głowy – bo ten chłopiec miał tam umrzeć, bo byli cholernymi czarnoksiężnikami, bo Patrick Steward działał w imię większego dobra i był im potrzebny), i wciąż nie zorientowała się, że z Windermere coś jest głęboko nie tak. I nie tylko dlatego, że znikali tutaj ludzie.
– Siedziałam trochę nad dokumentami – zapewniła, nagle przerażona, że Patrick tak naprawdę ją gani tym prawie jak nie ty, i że uważał jednak, że powinna była brać się do roboty, a nie nad sobą użalać tylko z powodu jakichś drobnych poparzeń. Patrick na pewno nigdy nie tracił czasu na żadne bzdury, a jeżeli to robił, to miał ku temu dobry powód. Albo uważał, że położyła akcję? Już na zewnątrz obróciła się do niego na moment i uśmiechnęła, z pewną ulgą, kiedy powiedział, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. – Tak, to musiało zostać zrobione, dla większego dobra.
Musieli iść na tę wyspę i zaryzykować, prawda?
Odwróciła się ponownie, ruszając ścieżką pomiędzy domkami. Większość gości wyjechała, ale wcale nie było tutaj pusto: gdy się rozglądała, widziała w niektórych oknach światła, kogoś kręcącego się po obozowisku… Na miejsce najwyraźniej ściągnęli nie tylko Brygadziści i aurorzy.
– Może trzeba będzie sprawdzić, czy wszyscy mugole i cywile się stąd zabrali – zastanowiła się na głos. Sądziła, że amnesjazatorzy zajmą się tym zadaniem, ale jeżeli kogoś przegapili, to mogli mieć tutaj problemy. Poza tym co jeżeli na miejsce ściągnęli też jacyś ciekawscy albo na przykład mąż Tary Roberts?
Uśmiechnęła się do niego – to faktycznie był trochę dziwny uśmiech, bo podszyty uwielbieniem. Brenna zawsze ceniła Patricka, i była gotowa ufać mu ślepo, ale teraz wydawało się jej, że nigdy nie dostrzegła w pełni, jaki był mądry i wspaniały.
– Trochę dziwne, że po prostu utonęła, jeżeli byliby to nieumarli. Chyba że wpadła do wody uciekając przed nimi? Ale czy przez tyle lat nie zaginęłoby tu więcej mugoli? – zastanowiła się. Przerzuciła mniejszy plecak, zawierający niezbędne rzeczy, przez ramię i ruszyła do wyjścia pierwsza, bez chwili wahania, kiedy Steward wskazał drzwi.
Nie miała pojęcia, co chodzi mu po głowie.
Nie dopatrzyła się w jego zachowaniu fałszu (dlaczego miałby ją o coś podejrzewać, przecież niczego złego nie planowała, a Patrick zawsze miał rację), nie domyślała się, co spotkało Hillów (a nawet gdyby w jej głowie powstało jakieś podejrzenie, zakopałaby je głęboko, tak by nawet legimenta nie wyciągnął go z jej głowy – bo ten chłopiec miał tam umrzeć, bo byli cholernymi czarnoksiężnikami, bo Patrick Steward działał w imię większego dobra i był im potrzebny), i wciąż nie zorientowała się, że z Windermere coś jest głęboko nie tak. I nie tylko dlatego, że znikali tutaj ludzie.
– Siedziałam trochę nad dokumentami – zapewniła, nagle przerażona, że Patrick tak naprawdę ją gani tym prawie jak nie ty, i że uważał jednak, że powinna była brać się do roboty, a nie nad sobą użalać tylko z powodu jakichś drobnych poparzeń. Patrick na pewno nigdy nie tracił czasu na żadne bzdury, a jeżeli to robił, to miał ku temu dobry powód. Albo uważał, że położyła akcję? Już na zewnątrz obróciła się do niego na moment i uśmiechnęła, z pewną ulgą, kiedy powiedział, że pewne rzeczy po prostu trzeba zrobić. – Tak, to musiało zostać zrobione, dla większego dobra.
Musieli iść na tę wyspę i zaryzykować, prawda?
Odwróciła się ponownie, ruszając ścieżką pomiędzy domkami. Większość gości wyjechała, ale wcale nie było tutaj pusto: gdy się rozglądała, widziała w niektórych oknach światła, kogoś kręcącego się po obozowisku… Na miejsce najwyraźniej ściągnęli nie tylko Brygadziści i aurorzy.
– Może trzeba będzie sprawdzić, czy wszyscy mugole i cywile się stąd zabrali – zastanowiła się na głos. Sądziła, że amnesjazatorzy zajmą się tym zadaniem, ale jeżeli kogoś przegapili, to mogli mieć tutaj problemy. Poza tym co jeżeli na miejsce ściągnęli też jacyś ciekawscy albo na przykład mąż Tary Roberts?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.