07.04.2024, 09:47 ✶
Klątwy nie bywały niewinne.
Przynajmniej nie zdaniem Florence Bulstrode.
Nawet ta odrobina kolorów mogła w istocie na dłuższą metę być groźna – doprowadzić do problemów ze skórą, pogłębić się, zarażać kolejne osoby. Stanowiła też zagrożenie dla społeczeństwa czarodziejów sama w sobie, bo osoba spontanicznie zmieniająca barwy, musiała zwrócić uwagę mugoli tym fenomenem. Między innymi dlatego uzdrowicielka była trochę rozczarowana odpowiedzią Nikolaia, bo nie mogła w pełni zbadać, na ile złośliwa będzie ta klątwa, nie dała jednak tego nijak po sobie poznać. Jej twarz pozostała tak samo spokojna, niemalże wypłukana ze wszystkich emocji, jak na początku jego wizyty.
Położyła pojemnik na biurku i ponownie odpaliła świecę, tym razem ruchem różdżki kierując dym tak, by wypełnił przezroczyste pudełeczko i skoncentrował się wokół laleczki. Następnie jej nadgarstek poruszył się, gdy wprawiała różdżkę w ruch, wykonując kilka dość skomplikowanych gestów. Łamała już podobną klątwę, spoczywającą na przedmiocie z kolekcji Philipa Notta, cała procedura przebiegła więc szybko i bez problemów – a Florence utwierdziła się w przekonaniu, że prawdopodobnie obie rzeczy pochodziły z kolekcji tej samej osoby. A przynajmniej rzucono na nie tę samą klątwę.
– Czy pamięta pan, jak nazywała się czarownica, do której miała pierwotnie należeć ta lalka? – zapytała uzdrowicielka, kiedy świeca wypaliła się ostatecznie, a dym został usunięty. Florence za pomocą zaklęcia posłała resztki wosku do pojemnika na odpady, a potem kolejnym czarem oczyściła użytą podstawkę. Laleczka, posłuszna jej woli, po raz drugi tego dnia uniosła się w powietrze i znów została potraktowana złocistym pyłem: teraz jednak ten nie przylgnął do niej tak, jak wcześniej.
To oznaczało, że zostały na niej ślady używanej wcześniej magii, ale nie było już klątwy. Florence pozwoliła więc zabawce opaść na kozetkę obok Nikolaia, a sama na wszelki wypadek kolejnym czarem oczyściła jeszcze pudełko, w którym wcześniej umieściła przeklęty przedmiot.
– Klątwa została zdjęta, lalki można dotykać bez obawy. Proszę przez najbliższą dobę na wszelki wypadek uważnie obserwować dłonie. W razie wystąpienia swędzenia lub łuszczenia skóry, przepiszę maść. Gdyby pojawiły się jakieś plamy albo inne efekty uboczne, konieczna będzie kolejna wizyta – oświadczyła, wracając za biurko. Zdjęła rękawiczki, które założyła wcześniej i sięgnęła po pióro, aby wypisać na kawałku pergaminu nazwę maści.
Przynajmniej nie zdaniem Florence Bulstrode.
Nawet ta odrobina kolorów mogła w istocie na dłuższą metę być groźna – doprowadzić do problemów ze skórą, pogłębić się, zarażać kolejne osoby. Stanowiła też zagrożenie dla społeczeństwa czarodziejów sama w sobie, bo osoba spontanicznie zmieniająca barwy, musiała zwrócić uwagę mugoli tym fenomenem. Między innymi dlatego uzdrowicielka była trochę rozczarowana odpowiedzią Nikolaia, bo nie mogła w pełni zbadać, na ile złośliwa będzie ta klątwa, nie dała jednak tego nijak po sobie poznać. Jej twarz pozostała tak samo spokojna, niemalże wypłukana ze wszystkich emocji, jak na początku jego wizyty.
Położyła pojemnik na biurku i ponownie odpaliła świecę, tym razem ruchem różdżki kierując dym tak, by wypełnił przezroczyste pudełeczko i skoncentrował się wokół laleczki. Następnie jej nadgarstek poruszył się, gdy wprawiała różdżkę w ruch, wykonując kilka dość skomplikowanych gestów. Łamała już podobną klątwę, spoczywającą na przedmiocie z kolekcji Philipa Notta, cała procedura przebiegła więc szybko i bez problemów – a Florence utwierdziła się w przekonaniu, że prawdopodobnie obie rzeczy pochodziły z kolekcji tej samej osoby. A przynajmniej rzucono na nie tę samą klątwę.
– Czy pamięta pan, jak nazywała się czarownica, do której miała pierwotnie należeć ta lalka? – zapytała uzdrowicielka, kiedy świeca wypaliła się ostatecznie, a dym został usunięty. Florence za pomocą zaklęcia posłała resztki wosku do pojemnika na odpady, a potem kolejnym czarem oczyściła użytą podstawkę. Laleczka, posłuszna jej woli, po raz drugi tego dnia uniosła się w powietrze i znów została potraktowana złocistym pyłem: teraz jednak ten nie przylgnął do niej tak, jak wcześniej.
To oznaczało, że zostały na niej ślady używanej wcześniej magii, ale nie było już klątwy. Florence pozwoliła więc zabawce opaść na kozetkę obok Nikolaia, a sama na wszelki wypadek kolejnym czarem oczyściła jeszcze pudełko, w którym wcześniej umieściła przeklęty przedmiot.
– Klątwa została zdjęta, lalki można dotykać bez obawy. Proszę przez najbliższą dobę na wszelki wypadek uważnie obserwować dłonie. W razie wystąpienia swędzenia lub łuszczenia skóry, przepiszę maść. Gdyby pojawiły się jakieś plamy albo inne efekty uboczne, konieczna będzie kolejna wizyta – oświadczyła, wracając za biurko. Zdjęła rękawiczki, które założyła wcześniej i sięgnęła po pióro, aby wypisać na kawałku pergaminu nazwę maści.