07.04.2024, 10:58 ✶
Florence zamarła na moment, a potem uniosła na Nikolaia spojrzenie znad wypisywanej właśnie recepty. I zacisnęła wargi w bardzo, bardzo wąską linię. Iona Macley – tak, kojarzyła to nazwisko. Było tego o wiele więcej – na litość Merlina, ile przedmiotów tego typu mogło teraz krążyć po Anglii? Było za późno, aby udało się wszystkie wytropić…
– Gdzie pan dokładnie kupił tę lalkę? Adres poproszę – zażądała, podnosząc się z miejsca. Musiała jak najszybciej wysłać sowę. Może było za późno, aby położyć rękę na całej kolekcji pani Macley, ale mogli usunąć przynajmniej przeklęte przedmioty z tego jednego miejsca. Gdyby Iona już nie była martwa, Florence zapewne zaraz po dyżurze znalazłaby się na progu jej domu, aby uciąć sobie z nią pogawędkę na temat klątw, odpowiedzialności – i pięć minut później oddać ją w ręce Brygady Uderzeniowej.
O ile wcześniej nie uznałaby, że właściwie to kobietę należy udusić.
– Nie, panie Petrov. Jestem właściwie pewna, że nie będzie miał pan problemów, ale ostrożności nigdy za wiele, proszę więc pozostać wyczulonym i uważać na potencjalne efekty uboczne – powiedziała, wręczając go pergamin z nazwą maści. – Maść kupi pan w dowolnej, magicznej aptece. Proszę nie zgadzać się na tańszy zamiennik, może zawierać maść pufków. I na przyszłość doradzam dokonywać zakupów wyłącznie w sklepach o odpowiedniej renomie, przede wszystkim na ulicy Pokątnej i na Horyzontalnej. Ta klątwa mogła być znacznie bardziej złośliwa, jeśli przedmiot pochodził z kolekcji Iony Macley – poinformowała rzeczowym tonem.
Wyglądało na to, że Florence wizytę uznała za zakończoną – bo sięgnęła po pergamin, by zacząć pisać wiadomość na temat konieczności sprawdzenia pewnego miejsca pod kątem sprzedaży przedmiotów obłożonych złośliwymi zaklęciami…
– Gdzie pan dokładnie kupił tę lalkę? Adres poproszę – zażądała, podnosząc się z miejsca. Musiała jak najszybciej wysłać sowę. Może było za późno, aby położyć rękę na całej kolekcji pani Macley, ale mogli usunąć przynajmniej przeklęte przedmioty z tego jednego miejsca. Gdyby Iona już nie była martwa, Florence zapewne zaraz po dyżurze znalazłaby się na progu jej domu, aby uciąć sobie z nią pogawędkę na temat klątw, odpowiedzialności – i pięć minut później oddać ją w ręce Brygady Uderzeniowej.
O ile wcześniej nie uznałaby, że właściwie to kobietę należy udusić.
– Nie, panie Petrov. Jestem właściwie pewna, że nie będzie miał pan problemów, ale ostrożności nigdy za wiele, proszę więc pozostać wyczulonym i uważać na potencjalne efekty uboczne – powiedziała, wręczając go pergamin z nazwą maści. – Maść kupi pan w dowolnej, magicznej aptece. Proszę nie zgadzać się na tańszy zamiennik, może zawierać maść pufków. I na przyszłość doradzam dokonywać zakupów wyłącznie w sklepach o odpowiedniej renomie, przede wszystkim na ulicy Pokątnej i na Horyzontalnej. Ta klątwa mogła być znacznie bardziej złośliwa, jeśli przedmiot pochodził z kolekcji Iony Macley – poinformowała rzeczowym tonem.
Wyglądało na to, że Florence wizytę uznała za zakończoną – bo sięgnęła po pergamin, by zacząć pisać wiadomość na temat konieczności sprawdzenia pewnego miejsca pod kątem sprzedaży przedmiotów obłożonych złośliwymi zaklęciami…